Zimna wojna – Hiroszima moja miłość

dnia

Dwudziestego pierwszego maja tego roku, cała filmowa Polska wstrzymała oddech, z wyczekaniem obserwując dalekie Cannes. Krótka zazwyczaj ceremonia wręczania Złotych Palm, dla nas trwała kilka godzin. W końcu udało się. Pawlikowski sprawił nam powód do świętowania. Wydaje się, że triumf Zimnej wojny, jest kolejnym naturalnym etapem ewolucji rodzimego kina, które od ostatnich kilku lat wciąż nas zaskakuje. Mimo wszystko może pojawić się pytanie: Czy nowy film twórcy Idy, to rzeczywiście obraz godny wyróżnień?

Zimna wojna to historia wielkiej i trudnej miłości dwojga ludzi, którzy nie potrafią być ze sobą i jednocześnie nie mogą bez siebie żyć. W tle wydarzenia zimnej wojny lat 50. w Polsce, Berlinie, Jugosławii i Paryżu

FOTO: IMDB

.

Nowy film Pawlikowskiego jest dziełem udanym, nawet bardzo. Składa się na to wiele czynników. Zacznijmy od obsady. Joanna Kulig tutaj rządzi i dzieli. Jej Zula to kobieta rozchwiana pomiędzy oczekiwaniami, jakie wiąże z życiem, a tym, co ją spotyka. Partnerujący jej Tomasz Kot jako twardy Bogartowski wrażliwiec na obczyźnie po raz kolejny udowadnia, że obecnie należy do czołówki polskich aktorów. Na drugim planie mamy nieoczekiwanie znakomitego Borysa Szyca, który uosabia twardą rzeczywistość komunistycznego państwa. Między tym trójkątem wrze od uczuć, przynajmniej na papierze.

Nie ważne jak bardzo starają się aktorzy w odgrywaniu buzujących emocji. Pawlikowski zawsze je tonuje. Reżyser jest tutaj rozdarty niczym bohaterowie jego filmu. Zimna Wojna czasem jest europejskim romansem o niszczącej mocy czasu przywodzącym na myśl Hiorszimę moją miłość, czasem neorealistyczną pocztówką, czasem testamentem kina moralnego niepokoju, a czasem hollywoodzkim wystawnym  melodramatem ze złotej ery. No i tutaj rodzi się niespójność filmu.

Niespójność, która droczy się z widzami i psuje klimat. Problemem Pawlikowskiego od zawsze były scenariusze. Nie inaczej jest tutaj. Polski reżyser chciał w swoim filmie pociągnąć zbyt wiele srok za ogon. Biorąc pod uwagę, iż film trwa niespełna 100 minut, to efekt można samemu przewidzieć. Wybitne kreacje autorskie zostają wybitnymi kreacjami autorskimi, postacie natomiast rozmywają się w niechlujnym scenariuszu.

FOTO: IMDB

Zimna Wojna ma bardzo przemyślaną konstrukcję, dla widza aż za bardzo. Obserwując koleje losów bohaterów, szybko rozgryziemy algorytm i poszczególne sceny oraz wydarzenia są dla nas po prostu odhaczaniem kolejnych fabularnych elementów, które prowadzą nas przez zaplanowaną spiralę dramatu. Tutaj film rzeczywiście staje się zimny.

Mimo iż scenariusz pozostawia wiele do życzenia, to reżyseria jest tutaj obłędna. Pawlikowski tutaj ma każdy szczegół dopięty na ostatni guzik.  Widać to zwłaszcza w znakomitych scenach muzycznych, które przerastają cały film. Marzy mi się musical od polskiego reżysera. Twórca Idy podchodzi z szacunkiem i ogromną pokorą do opowiedzianej historii i wyciska do ostatka filmowe mięso z relacji Zuli i Wiktora.

Dopomaga mu Łukasz Żal, który jest cichym bohaterem tego filmu. Żal po raz kolejny udowodnił, że jest obecnie najlepszym operatorem w Polsce. Jego zdjęcia oddają klimat zadymionych pubów, surowych miejskich krajobrazów, a  także niewypowiedzianej tęsknoty. To właśnie on wprowadza tutaj elementy neorealistyczne, które przywodzą nam na myśl filmy Antonioniego, czy też Felliniego. Bez zdjęć Żala, Zimna wojna by wiele straciła. Życzymy drugiej nominacji do Oscara.

Jak pisałem Zimna Wojna to świetny film, który ma jednak poważne problemy. Niezręczności scenariuszowe i autorskie niezdecydowanie to największe wady nowego filmu Pawlikowskiego. Fajnie, że jest ta Złota Palma. Jednak mieliśmy inne, lepsze filmy w ciągu ostatnich kilku lat, które znacznie bardziej zasługiwały na ten laur.

Ocena: 7,5/10

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *