Z pamiętnika Geeka #3 – Gry dla masochistów

Każdy z nas zna osobę, która zawsze przechodzi gry na sto procent zbierając wszelkie „znajdźki”, zaliczając wszystkie zadania oraz odhaczając wszelkie tryby i poziomy trudności gry.  Co jednak gdyby gra zaczynała się od poziomu trudności „niemożliwy” po to by później windować ten poziom do niebotycznych wartości? Oto kilka gier, których przejście to istna droga przez mękę.

Na początek klasyka gatunku, tytuł znany wielu zapaleńcom, który od razu przywodzi na myśl wyśrubowany poziom trudności – Dark Souls. „Soulsi” to RPG akcji, który w bardzo przemyślny sposób komplikuje system walki tak aby o naszej wygranej decydowało przede wszystkim wyczucie oraz timing, z odrobiną szczęścia. To w połączeniu z siłą oraz ilością wrogów przeplatanych licznymi boss walkami sprawia, iż nawet na najłatwiejszym poziomie trudności gra ta staje się piekielnie uciążliwa.

Pozostając w temacie klasyków grzechem byłoby nie wspomnieć o legendarnej Contrze. Ta dwuwymiarowa platformówka akcji cechowała się sporym nagromadzeniem wrogów, wartkim tempem rozgrywki oraz bardzo charakterystyczną stylistyką, w której osadzono produkcje. W przejściu tytułu nie pomaga z pewnością aż 20 zróżnicowanych etapów, wrogowie „wyskakujący” z każdego zakątka planszy oraz ściśle limitowana ilość szans. Co prawda tytuł posiada znany starszym graczom ekran kontynuacji oraz specjalny kod dający 30 szans, jednakże ambitniejsi gracze na pewno pominą te możliwości.

maxresdefault2
Charakterystyczny ekran startowy Contry (edycja SNES)

Uczenie się plansz na pamięć, wielogodzinne maratony z grą skutkujące przejściem pojedynczych sekwencji i trauma na resztę życia to z pewnością doświadczenia nieobce graczom, którzy grali w pierwszego Raymana. Mała ilość żyć i niebotyczny poziom trudności świetnie komponowały się z cudowną bajkową grafiką oraz przyjemną ścieżką dźwiękową. Dodatkowym utrudnieniem była sama mechanika gry oferująca bardzo małe pole widzenia i sporych przeciwników mogących pokonać nas jednym ciosem.

060959kpu2fzu2w8w82x8p
Pole widzenia naszego sympatycznego stworka było naprawdę niewielkie

W hołdzie takim platformówkom powstał z pewnością Super Meat Boy. Ta prosta platformówka cechuje się bardzo szybką akcją, mnóstwem przeszkód oraz „kruchością” głównego bohatera. To w połączeniu z prostym sterowaniem i brakiem jakiejkolwiek możliwości obrony przed zagrożeniami pozwoliło stworzyć bardzo ciekawą produkcję małego niezależnego studia. Zainteresowanych produkcją odsyłam do krótkiego gameplayu ukazującego nieco mechaniki gry oraz obrazującego poziom trudności wybranych etapów.

Pozostając w temacie platformówek osadzonych w dwu wymiarze ciekawą propozycją, szczególnie dla mało zasobnych portfeli jest w pełni darmowa gra N Game. Tutaj podobnie jak w Meat Boyu ograniczono sterowanie do minimum dbając jednocześnie o sporą różnorodność wrogów. Naczelna zasada tytułu to z pewnością „Wszystko może Cię zabić” – od rakiet samonaprowadzających, laserów, detektorów po wysokość czy nawet… windy. Dla chcących skołatać sobie nerwy gra dostępna jest pod adresem: http://www.thewayoftheninja.org/nv2.html

Mroczny klimat gry, hektolitry krwi, bohater z megalomanią i charakterystyczny poziom trudności to słowa, które trafnie opisując trzecią część cyklu Devil My Cry. Slasher ten wymaga bowiem od użytkownika nie lada zręczności oraz precyzji, a przy wyższych poziomach trudności, z chęcią ich „wymaksowania” przypomina niekończący się maraton wciskania coraz trudniejszych kombinacji klawiszy licząc na to, iż obdarzony sporą mocą przeciwnik nie zaatakuje nas w porę czyniąc z nas krwawą papkę.

devil_may_cry3_2
Charakterystyczny, główny bohater cyklu – Dante

Platformówki lubują się w niemożliwym poziomie trudności. Stąd nie dziwi ich dominacja w tym zestawieniu oraz kolejny frustrujący twór z tegoż gatunku. I Wana Be The Guy to hołd dla starszych 8-bitowych produkcji oraz ich poziomu trudności. Ta kolorowa, żywa platformówka osadzona w płaskiej rzeczywistości to istny pluton egzekucyjny. Zagrożenia czyhają tu na każdym kroku, a jedynym sposobem dotarcia do mety jest szybkie uczenie się układu przeszkód na pamięć, oczywiście okraszone anielską cierpliwością. Zainteresowanych produkcją odsyłam do wcale niekrótkiego filmiku obrazującego próbę przejścia wstępnego etapu gry:

W zestawieniu celowo pominąłem tytuły z gatunku przygodówek, tytuły point-and-click oraz gry logiczne, do których nawiązanie znajdzie się w jednej z przyszłych odsłon cyklu. Tymczasem wszystkim gamerom-masochistom życzę miłego grania i sporej dawki cierpliwości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *