„ye” i „KIDS SEE GHOSTS” – ye season trwa.

Przyznaję, ewidentnie można mi zarzucić, że jestem ostatnio monotematyczny. Jednak, co zrobić skoro jeden z najważniejszych dla głównego nurtu artystów dosłownie zasypuje nas ostatnio swoimi albumami. Najbardziej zaskakujące w tym wszystkim jest to, że wszystkie produkcje wychodzące spod ręki Kanye Westa wciąż trzymają wysoki poziom. W 2018 ikona rapu pokazuje wszystkim, którzy w niego wątpili, że nie ma jeszcze zamiaru schodzić ze sceny. W kontekście ostatnich wydarzeń jest to co najmniej niezwykłe.

Prolog – Okoliczności

W przypadku dwóch premier, o których dzisiaj mówimy warto na chwilę pochylić się nad kontekstem – jest on kluczowy dla zrozumienia treści obydwu produkcji. Ważne wątki zaznaczył już w swoim tekście nasz redaktor Tomasz Ciesiółka. Jednak musimy nakreślić tutaj nieco szerszy obraz wydarzeń. W 2016 Kanye West przerwał swój koncert promujący album The Life Of Pablo, by w długim monologu rzucać oskarżenia w stronę m.in Jay’a-Z, Beyonce, Marka Zuckerberga i Hillary Clinton. Tym samym zakończył swój set po zaledwie 30 minutach. Kanye po występie trafił na hospitalizację do szpitala psychiatrycznego. Po tym wydarzeniu praktycznie zapadł się pod ziemię, znikając z życia publicznego na prawie dwa lata.

W 2018 Kanye powraca, ze swoimi głośnymi opiniami na temat Donalda Trumpa oraz produkcją na opisywanej już na tym blogu DAYTONY dla Pusha T. Raper z Atlanty w mojej opinii wywołał w tym roku większy szum medialny niż kiedykolwiek wcześniej w swojej karierze. Wielu mówi, że oszalał. Społeczność afroamerykańska zarzuca mu wyparcie się wartości, o które zdawał się przez tyle lat walczyć. I patrząc na wywiad udzielony TMZ trudno im się dziwić. Fragmenty rozmowy, która ewidentnie wymknęła się spod kontroli momentalnie obiegły cały internet, a w szczególności te zdania:

„When you hear about slavery for 400 years … For 400 years? That sounds like a choice. You were there for 400 years and it’s all of y’all. It’s like we’re mentally imprisoned.”

Wywiad dla TMZ (który polecam obejrzeć przed przesłuchaniem albumów) to dla mnie jak i dla wielu fanów rapera niesamowicie bolesna projekcja. Po raz pierwszy nie jestem w stanie wytłumaczyć rozmówcy, że zdania tradycyjnie zostały wyrwane z kontekstu, by sportretować tego artystę jako idiotę i egocentryka. Podobnie jak redaktorzy Pitchfork mam też problem z oceną nowej twórczości Kanye, jako że na tym etapie osobiste poglądy Yeezy’ego i jego sztuka są niemożliwe do rozdzielenia. Raper jest w tej chwili innym człowiekiem niż w 2016. Jedno natomiast się nie zmieniło – myśl Kanye wciąż jest myślą wolną, nieskrępowaną oczekiwaniami odbiorców czy złośliwością mediów. I artysta wciąż idzie pod prąd czyniąc zdanie rzucone na Feedback „name one genius that ain’t crazy” wciąż aktualnym. 

Akt pierwszy – ye

Podczas swojej nieobecności Kanye zaszył się w niewielkim miasteczku Jackson Hole w Wyoming. Niewykluczone, że inspirował się tutaj Bon Iverem (z którym wielokrotnie współpracował), który w 2008 stworzył swój album w podobnym odosobnieniu. Raper pozostawiony sam na sam ze swoimi myślami stworzył najbardziej intymny i niemalże klaustrofobiczny krążek w swojej karierze. Kanye otwiera się na ye nawet bardziej niż na 808s & Heartbreak. 

Podobnie jak Pusha T na DAYTONIE Kanye wykorzystuje tutaj czas 23 minut do absolutnego maksimum. Trzy dominujące motywy na albumie to: psychika, relacja z żoną i rodzicielstwo. Mój znajomy powiedział mi kilka miesięcy temu „chciałbym dostać sequel do 808s & Heartbreak”. Oto album pod kątem tekstowym stworzony dla wszystkich, którzy tego oczekiwali. Pierwszym i jednym z najlepszych utworów na ye jest I Thought About Killing You. Przy akompaniamencie przefiltrowanych chórków Kanye za pomocą słowa mówionego opowiada o mrocznych zakamarkach swego umysłu, o tym, iż w naszych głowach piękno często idzie w parze z najgorszymi myślami. Wspomina tu o ideach, których wielu ludzi boi się lub wstydzi, widać to we fragmencie: 

Just say it out loud to see how it feels
People say, „Don’t say this, don’t say that.”
Just say it out loud, just to see how it feels
Weigh all the options, nothings off the table
Today, I thought about killing you, premeditated murder
I think about killing myself
And I, I love myself way more than I love you
The most beautiful thoughts are always besides the darkest

Po opartej na repetycji pierwszej części utworu Kanye niezwykle melodyjnym flow zwraca się do wszystkich, którzy w niego wątpili. Po tym subtelnym wprowadzeniu kompozycję zamyka agresywne trapowe outro. 

Wątki poruszone na utworze otwierającym zostają dalej rozwinięte w Yikes  prawdopodobnie najbardziej dynamicznym fragmencie Ye. Kanye za pomocą kilku potężnych punchline’ów odnosi się tutaj bezpośrednio do zdiagnozowanej u niego jakiś czas temu choroby bipolarnej. Za pomocą wersu Told my wife I’ve never seen her. After I hit it, bye Felicia, that’s the way that I’ma leave it up będącym odniesieniem do filmu Friday Yeezy sygnalizuje po raz pierwszy na albumie jego uzależnienie od kobiet. Bolesne tego konsekwencje dla jego małżeństwa zostają rozwinięte w kolejnych utworach. Płynne przejście z wątku psychiki do refleksji na temat miłości jest perfekcyjnie przemyślanym zabiegiem kompozycyjnym na Ye.

Niestety, po bardzo mocnym starcie w trackliście pojawia się All Mine. Refren wykonywany przez Anta Clemonsa jest tutaj co najmniej irytujący. Największym grzechem tego utworu jest w mojej opinii jego surowość. Bit jest tak obskurnie minimalistyczny, że nawet przyzwoite flow rapera nie jest w stanie tego uratować. Brakuje tutaj dodatkowego smaku, czegoś tak charakterystycznego jak chociażby sampel George’a Jacksona zastosowany przez Kanye na Come Back Baby pochodzącym z DAYTONY. W tamtym wypadku utwór nie stawał się męczący i monotonny pomimo równie ubogiej instrumentacji.

W dalszej części albumu otrzymujemy zgrabny wachlarz odniesień do poprzednich produkcji Kanye: Wouldn’t Leave przywodzi na myśl czasy The Life Of Pablo, No Mistakes kojarzy się wyraźnie z czasami Collage Dropout, a Ghost Town przypomina przepełnioną patosem instrumentację My Beautiful Dark Twisted Fantasy (szczególnie potężny riff i zapadający w pamięć riff gitarowy). Ostatni utwór sugeruje też kierunek obrany przez projekt KIDS SEE GHOSTS. W kwestii wokalnej w utworze Ghost Town: delikatnie męczy, (ale nie irytuje) Kid Cudi, bardzo przyzwoicie radzi sobie Kanye, jednakże całe show skrada 070. Wokalistka jest najnowszym nabytkiem GOOD Music i niezaprzeczalnie jej partie śpiewane na Ghost Town i Violent Crimes stanowią jedyny featuring, bez którego ten album znacząco straciłby na wartości. 

Całość zamyka wspomniane właśnie Violent Crimes opowiadające o tym, jak rodzicielstwo zmieniło podejście rapera do kobiet. Wzruszający, quasi-gospelowy refren 070 wprowadza nas w nastrój tej kompozycji. Pomimo pewnej bezpośredniości w kwestii lirycznej bije z tego utworu szczerość. Słuchacz jest w stanie odczuć tutaj zmagania z myślami Kanye dotyczącymi sytuacji rodzinnej, w której obecnie się znalazł. 

Podsumowując – ye nie jest albumem tak przełomowym jak 808s & Heartbreak, tak eksperymentalnym jak Yeezus, czy tak spójnym jak My Beautiful Dark Twisted Fantasy. Ale też nigdy nie musiał takim być. Pitchfork nazwał ten album „zrodzonym z chaosu”, ja uważam jednak, że nie jest to jednoznacznie zła rzecz. Ye przypomina katharsis, czy swoistą ciszę po burzy dla artysty. Niewątpliwie jest to bardzo szczera, subtelna i instrumentalnie intrygująca produkcja. Jednak czego innego można by się spodziewać po tym twórcy. 

Ocena: 7.75/10 

Najlepsze fragmenty: I Thought About Killing You, Yikes, Ghost Town, Violent Crimes

Najgorsze fragmenty: All Mine

Akt drugi – KIDS SEE GHOSTS

Nie ukrywam – zakładałem, że to będzie potknięcie w trwającym od trzech tygodni sezonie Yeezy’ego. Moim głównym zmartwieniem był tutaj Kid Cudi. Oczywiście artysta ma na swoim koncie wiele udanych featuringów, ale w mojej opinii od dawna nie wydał konsekwentnie dobrego albumu. Jestem też zwolennikiem niepopularnej opinii, że najbliżej miana dobrej produkcji było nienawidzone przez fanów Speedin’ Bullet 2 Heaven inspirowane eksperymentalnym folk-rockiem. I tak po prawdzie nie wiedziałem, czego do końca oczekiwać po projekcie KIDS SEE GHOSTS. Czy będzie to kolejna pomyłka do której rękę przyłożył Cudi? Pierwsza nietrafiona nuta Kanye od dawna? 

KIDS SEE GHOSTS jest produkcyjnym arcydziełem. W przeciwieństwie do ostatnich wydawnictw Kanye (The Life Of Pablo i ye) nie bazuje swojego brzmienia na eksperymentalnych wariacjach na temat wcześniejszych pomysłów. Jest kompletnie świeżym produktem. Dzięki surowym gitarowym riffom i psychodelicznym syntezatorom stoi gdzieś pomiędzy Speedin’ Bullet 2 Heaven i My Beautiful Dark Twisted Fantasy, nie zbliżając się jednak nigdy przesadnie do żadnego z nich.

Pewne problemy pojawiają się jednak w warstwie tekstowej. Ye wzruszało dokładnymi odniesieniami do bolesnych doświadczeń Kanye, KIDS SEE GHOSTS sięga po bardziej uniwersalne motywy takie jak: potrzeba ciągłej pracy nad sobą, wybaczanie sobie i innym, a także miłość do swoich wrogów. Pomimo niewątpliwie miejscami ubogich wersów, album wprowadza w bardzo spirytualny nastrój. 

Dzieje się to za sprawą fraz powtarzanych niczym mantra w takich utworach, jak Cudi Montage czy Reborn (szczególnie w tym drugim). Mogę z czystym sercem powiedzieć, że nigdy wcześniej nie słuchałem Cudiego z taką przyjemnością. Prawie wszystkie refreny dostarczane tutaj przez artystę wprowadzają w pewien trans i nie są dla słuchacza męczące, pomimo umiejętności wokalnych Cudiego które przez lata bywały… różne.

Reborn to w mojej opinii najjaśniejszy punkt albumu, głównie za sprawą wybitnie chwytliwego refrenu, jak i dzięki jednej z najbardziej poruszających zwrotek Kanye od długiego czasu. Pomimo prostoty w kwestii lirycznej, która jest tak charakterystyczna dla tego albumu słowa są niezwykle wymowne:

Y’all been tellin’ jokes that’s gon’ stress me out
Soon as I walk in, I’m like, „Let’s be out”
I was, off the chain, I was often drained
I was off the meds, I was called insane
What a awesome thing, engulfed in shame
I want all the rain, I want all the pain
I want all the smoke, I want all the blame

Otwarcie albumu w postaci Feel The Love jest mniej uderzające niż w przypadku ye, pomimo ciekawych zabiegów takich jak Kanye wykrzykujący w szalonym transie losowe wyrazy dźwiękonaśladowcze w akompaniamencie snare’ów symulujących wystrzał z broni palnej. 

Mimo, że wielu fanów tego krążka może się ze mną nie zgodzić znalazła się tutaj jedna nietrafiona nuta w postaci Freeee (Ghost Town Pt.2). Pomimo usilnych prób nadania monumentalnego charakteru kompozycji za pomocą przefiltrowanego hard-rockowego riffu i wypchania utworu harmoniami wokalnymi oraz efektem echa. Dzieje się tutaj po prostu za dużo i wygląda to trochę jak bardzo apetyczne danie, do którego ktoś wrzucił za dużo losowych składników. 

Świetnie działa natomiast marszowe Fire odnoszące się do tematu wszystkich, którzy życzą źle naszej dwójce z GOOD Music. Jest to potężny hymn o wierze w siebie i nie zważaniu na tych, którzy chcą nam w tym przeszkodzić. Harmonie wokalne Cudiego w outro to czyste złoto, podobnie jak zamykający kompozycję riff, dobywający się jakby ze starego radia. 

4th Dimension to bardzo fajny narkotyczny banger, oparty o sampel z piosenki świątecznej… nie jestem w stanie powiedzieć o tym cokolwiek więcej.

Kids See Ghosts dzięki swoim złowieszczym syntezatorom przygrywającym w tle wprowadza w nastrój swego rodzaju nocnej ucieczki przez las . To najbardziej klimatyczny fragment krążka. Bardzo wartościowym dodatkiem jest tutaj bridge i outro dostarczone przez Yassina Bay’a.

Zamykające wszystko Cudi Montage dostarcza absolutnie ikoniczny bit oparty o sampel z kompilacji nagrań Kurta Cobaina Montage Of Heck. Jestem przekonany, że wybór tego nagrania nie został dokonany wyłącznie ze względu na brzmienie. Jest to pewna dźwiękowa metafora, wspomnienie wielkiego twórcy, który przegrał w bolesnej walce ze swoimi demonami, ze swym umysłem. Ostatnie słowa na albumie padające z ust Kanye to rozgoryczenie połączone z nadzieją, mówię tutaj o fragmencie: 

Both sides lose somebody
Somebody dies, somebody goes to jail
Light on me, save me, please
Lord, shine your light on me, save me, please”

Nick Cave powiedział kiedyś w Berlinie zachwycając się brzmieniem niemieckiego zespołu pomimo kompletnego niezrozumienia tekstu: „They’re just words. Beneath the surface is so much more. Monsters lurk there. Music lets us tease them out.”  Nie znam albumu dla którego to zdanie byłoby bardziej trafne niż dla KIDS SEE GHOSTS. To album przepełniony niepokojem, wewnętrznym bólem, ale także nadzieją. Kolaboracyjny projekt Cudiego i Westa nie opisuje uczuć tylko stara się je dźwiękowo i wokalnie odwzorować. I robi to ze znakomitym rezultatem.

Ocena: 8.5/10

Najlepsze fragmenty: Fire, Reborn, Kids See Ghosts, Cudi Montage

Epilog

Zakładam, że ostatnie produkcje Westa nie odniosą tak spektakularnego sukcesu, jak właściwie każdy album wydany wcześniej. Możliwe, że podobnie jak na Tranquility Base Hotel & Casino od Arctic Monkeys, nie ma tutaj hitów, są tylko świetne kompozycje. Pomysły, które podobnie jak Yeezus mogą odrzucić przy pierwszym odsłuchu, jednakże nagradzające słuchacza kiedy całkowicie odda się nastrojowi kreowanemu przez ye i KIDS SEE GHOSTS. Te dwa wydane w tygodniowym odstępie czasu są dla siebie fenomenalnym dopełnieniem ye ma bardzo mocne liryczne momenty, natomiast KIDS SEE GHOSTS czaruje swoim świeżym brzmieniem. Jedyne pytanie jakie należy teraz zadać to – Kanye, co dalej?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *