Wywiad z Olgierdem Łukasiewiczem – „Kraj wchodzi w paszczę lwa”

Do Poznania z okazji promocji swojej najnowszej książki Seksmisja i inne moje misje zawitał Olgierd Łukasiewicz. W Centrum Kultury Zamek odbył się specjalny pokaz kultowego filmu Juliusza Machulskiego. Nie mogło nas tam zabraknąć.

1. Współpracował Pan z najwybitniejszymi reżyserami polskiego kina: Andrzejem Wajdą, Agnieszką Holland, Krzysztofem Kieślowskim czy też Kazimierzem Kutzem. Mimo tego przeciętny Polak kojarzy Pana tylko z „Seksmisją”. Jak Pan mógłby się do tego odnieść?

Miałem szczęście, że wielu ciekawych reżyserów było łaskawych zainteresować się moją osobą. Co do odpowiedzi na Pana pytanie, jestem zadowolony, że udało mi się w ogóle wpisać w zbiorową pamięć Polaków. Jestem dumny z tej roli, ponieważ przeszła ona do historii, to miłe. Oczywiście chciałbym, aby te inne, poważniejsze kreacje były również dostrzeżone. Ale żyjemy w wieku rozrywki, a „Seksmisja” ma właśnie ogromne walory rozrywkowe. Chociaż ten film ma również inne cechy, dzięki którym nadal jest aktualny. Obawiam się, że w obecnej rzeczywistości politycznej którą zaczynamy sobie fundować obraz ten niestety nie traci na świeżości przekazu.

2.‘’Seksmisja’’ jest filmem bez wątpienia kultowym. Jest to przykład humoru, który przechodzi z pokolenia na pokolenie. Czy sądzi Pan, że kiedyś ten film może przestać być oglądany?

Proszę Pana, ja w ogóle nie wiem jakim cudem ten film przetrwał tyle lat. Zupełnie nie umiem sobie zanalizować i odpowiedzieć na pytanie dlaczego ten film tak bardzo interesuje Polaków, choć nie tylko ich. Kiedy niedawno byłem w Czechach, w głównych wiadomościach w telewizji, poświęcili mi siedem minut. „Oto Albercik zawitał do Czech”, takie były nagłówki. Natomiast moi przyjaciele z Niemiec, którzy widzieli ten film dziwią się o co w tym filmie w ogóle chodzi i dlaczego ma aż tyle fanów.

maxresdefault
FOTO: IMDB

3. Czy sądzi Pan że Seksmisja i inne komedie PRL-owskie mają szansę zaistnieć za granicą? Czy jest to humor wpisany tylko w ramy kontekstowe Polski i nigdzie indziej on nie zadziała?

Mieliśmy totalitarny ustrój, który znalazł swoje parodystyczne odbicie w tych filmach. Jeżeli ktoś nie przeżył tego okresu, to nie jest w stanie zrozumieć tych dzieł. Potrzebowaliśmy wtedy odwagi, odwiecznego polskiego humoru, który pozwolił Polakom nawet okupację niemiecką przeżyć. Śmialiśmy się w tych filmach również z własnego zniewolenia w PRL, z własnego przyzwolenia na zniewolenie. Mechanizm ogłupiania przez media, dzisiaj znowu tak nachalnie widoczny – jest obcy zachodnim cywilizacjom – i dlatego właśnie mamy iść na zachód, a nie na wschód. Bo właśnie na zachodzie jest cywilizacja. W filmie „Seksmisja” Jerzy Stuhr mówi: „Idziemy na wschód, tam musi być jakaś cywilizacja”, tam nie ma żadnej cywilizacji, którą chcielibyśmy odkryć i którą warto poznać. Ale ciekawe, że wielu Polaków ufa tezie, że Polska jest w stanie wybić się na samodzielność nie zważając na istotny fakt, że jednocześnie kraj wchodzi w paszczę lwa.                                                           

4. Dzisiaj w Polsce wszyscy piszą książki. Więc co skłoniło Pana i Pana Tomasza do napisania książki: „Seksmisja i inne moje misje”?

Z radością wpisuję się w galerie autoportretów, rozmów aktorskich. Potraktowaliśmy to po swojemu, indywidualnie. Dzięki temu, że Pan Tomasz Mikulski jest znawcą teatru i aktorstwa nie potrzebowaliśmy się szprycować plotkami, które miałyby rzekomo wzmóc czytelność tej książki. Nie chcieliśmy pisać o romansach, czy o życiu intymnym. Tym zajmują się kolorowe pisma. Tą suwerenność książki zagwarantowało nam Wydawnictwo Literackie.

5.Niejako wyprzedził Pan moje następne pytanie. Książka ma formę wywiadu. Forma ta jest coraz bardziej popularna w Polsce. Jak napisać dobrą książkę takiego rodzaju?

Nie orientuję się jaka jest poczytność innych książek tego typu. Nie wiem też jakie koncesje na rzecz popularności, poczytności musieli czynić koledzy: dowcipy, anegdoty i tak dalej. Nasza książka startuje z nakładu trzech tysięcy. Dla przykładu Anna Dymna ma dziesięć tysięcy. Ja jestem zadowolony, że zostawiam coś wnukom. Będą mogli spojrzeć na dziadka, który mam nadzieję nie zmarnował życia. Uważam, że w ten sposób zaserwowałem sobie przegląd dosyć kolorowego życia. Dużą część nakładu kupię ja sam, po to aby wręczać tą książkę młodszym kolegom, licząc na to, że będą litościwi, kiedy ja już dojdę do wieku, w którym będę przebywał w Domu Artysty Weterana w Skolimowie. Pamięć szybko mija, więc dzięki tej książce zawsze będę mógł się odwołać, że jednak zaistniałem w historii polskiej kultury.

6. Czy na planie młodzi aktorzy zwracają się do Pana o pomoc? Pytają się jak mają zagrać konkretną scenę?

Nie, to są bardzo rzadkie wypadki, aby ktoś szukał inspiracji u starszego kolegi. Wręcz odwrotnie, to ja jestem ciekaw ich świata, postrzegania. To jest jednak zawód który polega na interakcji. Inaczej można zostać żywą skamieliną. Nie na tym polega mistrzostwo. Nauczyłem się od Andrzeja Wajdy gorącego serca do tematu. Nie można wpaść w banalność. Oczywiście jeżeli gram w serialu, to nie mogę wtedy wyjść z jakimś oryginalnym rozwiązaniem, bo będę musiał sceny kręcić jeszcze raz. Co mi się już kiedyś zdarzyło. Reżyser był zaintrygowany moim rozwiązaniem, ale ono odbiegało od tej średnicy banalności, obyczajowości, którą reprezentował ten serial, że trzeba było zagrać od nowa. Trzeba wiedzieć dla jakiego widza się gra i dla jakiego producenta.

1-F-1853-42-800x800
FOTO: Filmoteka Narodowa

7.Czy ma Pan jakiegoś ulubionego młodego aktora? Kogoś kogo Pan podziwia?

Wie Pan, dla mnie młodzi to są po czterdziestce. Wielkim aktorem jest Robert Więckiewicz. Podziwiam swojego – ucznia poniekąd – Marcina Dorocińskiego czy też Adama Woronowicza. Bardzo cenię Magdę Cielecką, która debiutowała przy mnie w filmie Barbary Sass „Pokuszenie”. Talentów mamy w brud, aktorów o ciekawych osobowościach. To mnie cieszy.

8. Obecnie polskie kino jest na fali wznoszącej. Debiutanci zaskakują, natomiast sprawdzone nazwiska nie rozczarowują. Jak Pan myśli czy taki stan się utrzyma?

Ja w ogóle uważam, że minione lata nie były takie złe dla polskiego kina. Pokazywały suwerenność wyborów, tematów , różne sposoby narracji, różny język. Tych filmów jest cały gąszcz. Także filmy rozrywkowe, farsy. Na przykład film „To nie tak jak myślisz, kotku” – świetnie zagrany, inteligentny, z świetnymi puentami. W filmie tym wystąpili aktorzy, których możemy zobaczyć także w rolach dramatycznych. Największym probierzem tego jest to, że odkąd utworzono Instytut Filmowy, o który walczyłem na forum Sejmu to oglądalność polskich filmów z kilkuset tysięcy wzrosła do kilkunastu milionów. Oznacza to więc, że te filmy znalazły uznanie w oczach polskiej widowni. Wydaje mi się, że one są nawet pod pewnymi względami lepsze od filmów z Hollywood. Myśli się, że kino jest formą wieczną, ale ono jest bardzo ulotne. Teatr oczywiście jest jeszcze bardziej ulotną formą, bo znika on zaraz po oklaskach, na końcu przedstawienia. Jest taka mnogość produkcji filmowych na świecie, że fakt, iż jakiś film wszedł do klasyki kina to jest cud. Kiedyś te filmy z zachodu, które docierały do Polski były bardzo selekcjonowane. To były zawsze dzieła najwyższej próby reżyserskiej. Nie docierała tutaj klasa B, Hollywood nie atakowało. Także polskie kino ma się dobrze. Nasza rzeczywistość się tak zmienia, że w wyniku tego będą powstawały ciekawe filmy podejmujące rozmaite dyskusje. Gdyby chcieć zdefiniować tą dyskusje to mieści się ona pomiędzy neo – liberalnym poglądem, a pomiędzy dosyć tradycyjnie pojmowanym, narodowym spojrzeniem. Człowiek w oczach młodych polskich reżyserów jest traktowany bezlitośnie. Bez żadnej taryfy ulgowej dla jego człowieczeństwa, biologii, mentalności. Wcześniej w moim pokoleniu człowiek był opisywany niejako przez pisarza, który kreślił portrety, a nie badał ludzkie dylematy. Mam tutaj na myśli takie freski społeczne jak: „Ziemia obiecana” czy „Noce i dnie”. Ale sama istota dogrzebywania się relacji intymnych, które okazują się dzisiaj szokujące. Ta idea jest wciąż żywa.

fe589025-9ebe-4924-896d-547754d1bf0e
FOTO: Polskie Radio

9. Przez całą karierę znakomicie łączył Pan akcenty komediowe i dramatyczne. Które role były dla Pana bardziej wymagające?

Komedia to jest pewna matematyka. Trzeba dobrze spuentować, trzeba w odpowiednim rytmie dojść do tej puenty. Także to jest typowa warsztatowa robota, która nie wymaga penetracji, nie wymaga szukania na gruncie który jest dosyć płynny. Stąd te role dramatyczne są oczywiście trudniejsze.

10. Wystąpił Pan w ponad stu filmach, serialach, niezliczonych spektaklach teatralnych. Czy jednak istnieje rola, którą chciał Pan zagrać, a niestety się nie udało?

Z perspektywy lat nie mogę powiedzieć, że się nie udało tylko że zrezygnowałem. Ale to zawsze było czymś uwarunkowanym. Ale wie Pan, i tak miałem kolorowo.

11. Jeżeli miałby Pan wybrać ulubiony film z Pana udziałem. To jaki tytuł wskazałby Pan?

Jeżeli chciałbym kogoś zachęcić na wycieczkę do kina to byłby to film „Lekcja martwego języka” Janusza Majewskiego.

Ja bym wybrał „Sól ziemi czarnej”.

Bardzo mi miło. Warto dodać, że obecnie toczę walkę o uratowanie tego filmu. Na moim blogu blogstar.pl są posty na ten temat. Chcę aby ten film został odrestaurowany, ponieważ techniczny negatyw jest zniszczony, a jest to klasyka polskiego kina.

Dziękujemy CK Zamek za pomoc w zorganizowaniu wywiadu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *