Wonder Woman – cudowna kobieta

Studio DC/Warner Bros tworząc Wonder Woman stanęło przed nie lada wyzwaniem. Nie tylko przywrócić reputację studia po filmowych wpadkach pokroju Batman v Superman i Legion Samobójców, ale również filmom o superbohaterkach. Tym bardziej że jest to pierwszy w historii film kinowy o Wonder Woman, najbardziej ikonicznej superbohaterce w historii popkultury.

Tysiące lat temu bogowie greccy stworzyli Amazonki, cywilizację złożoną wyłącznie z pięknych, walecznych i długowiecznych kobiet. Żyją one beztrosko na Rajskiej Wyspie znanej jako Themiscira. Główną bohaterką jest Diana, córka królowej Hipolity. Harmonię zakłóca rozbicie się brytyjskiego szpiega, Stevea Trevora. Dowiadują się od niego, że w świecie śmiertelników panuje I Wojna Światowa. Księżniczka uważa, że jest to sprawka największego wroga Amazonek, Aresa-greckiego boga wojny, którego musi odnaleźć i zniszczyć. Razem z żołnierzem wyrusza do ponurego, pogrążonego w konflikcie świata rządzonego przez mężczyzn.

Foto: IMDb

Poprzednie filmy DCEU cierpiały na przerost formy nad treścią. Starały się za wszelką cenę wprowadzić jak najwięcej wątków, postaci i zapowiedzi Ligii Sprawiedliwości. W przypadku Wonder Woman w końcu skupiono się na opowiedzeniu konkretnej historii i przedstawieniu bohaterki.

Film wykonuje podobną robotę, co klasyczny Superman w reżyserii Richarda Doonera – oddaje esencję głównej bohaterki. Diana również stanowi źródło inspiracji, niesie nadzieje i miłość. Nie bez powodu Wonder Woman trafia do świata pogrążonego w wojnie – to jest miejsce w którym ludzie najbardziej potrzebują bohatera, ikony która mogła by ich zainspirować, podnieść na duchu w ciężkich czasach. Reżyserka, Patty Jenkins pamiętała o jeszcze jednej, najbardziej charakterystycznej cesze– o współczuciu. Księżniczka Amazonek jest pełna empatii, miłości do drugiego człowieka – nie potrafi przejść obojętnie koło cierpiących ludzi, zawsze jest gotowa ruszyć z pomocą. Diana w trakcie swojej podróży musi się jednak wiele nauczyć, dojrzeć do przemiany w superbohaterkę. Dzięki relacji z Stevem Trevorem zaczyna coraz lepiej rozumieć ludzi – dowiaduje się, że świat nie jest czarno biały, jest pełen niedoskonałości, odcieni szarości, a nie każde ludzkie życie można uratować.

Duet bohaterów jest najmocniejszą stroną filmu. Duża w tym zasługa obsady. Gal Gadot i Chris Pine może nie są wybitnymi aktorami, ale w swoich rolach spisali się znakomicie. Aktorka łączy w sobie kobiecą delikatność z walecznością, jest pełna wdzięku, uroku i charyzmy. Jest naiwna, prostoduszna, ale nie głupia. Drugą najmocniejszą postacią jest Steve Trevor. Pełni on niejako rolę przewodnika Diany– stara się wytłumaczyć prawa jakimi rządzą się ludzie, nawet jeżeli sam ich nie do końca rozumie. To postać pełna humoru, niedoskonałości, z bardziej realistycznym (jeśli nie pesymistycznym) podejściem do świata. Bohaterowie mają między sobą chemię, ich relacja wychodzi naprawdę naturalnie i przekonująco. To dla nich przede wszystkim warto obejrzeć Wonder Woman. 

Foto: IMDb

W przeciwieństwie do poprzednich produkcji DCEU, film w końcu dostarcza odpowiedniej dawki człowieczeństwa. Bohaterowie zachowują się jak ludzie – są niedoskonali, popełniają błędy, ale są też pełni uczuć, empatii i posiadają wyraźne motywacje. Film, podobnie jak tytułowa Wonder Woman dostarcza pozytywnych wartości, podnosi na duchu.

Fabularnie bardzo przypomina połączenie pierwszego Thora z Kapitanem Ameryką. Podobnie jak w filmie Kennetha Branagha mamy tu typową historię „Fish out of water” – protagonistka (również mityczna wojowniczka) trafia do świata śmiertelników, nie potrafi się odnaleźć, co prowadzi do licznych gagów sytuacyjnych. Elementy komediowe może nie wzbudzą bólów brzucha, ale skutecznie rozluźniają atmosferę i rozwijają bohaterów. Podobnie jak w Kapitanie Ameryce mamy też historię inspirującej superbohaterki (również ubrana w barwy flagi USA) w świecie Wojny Światowej. Tutaj niestety leży dosyć poważna wada filmu. Fabuła za mocno inspiruje się filmami Marvela, przez co jest przewidywalna i odtwórcza. Wiele rozwiązań fabularnych będzie wydawała się bardzo znajoma. Złoczyńcy prezentują się podobnie jak w przeciętnych filmach superbohaterskich – są kiczowaci, banalni, nie stanowią prawdziwego wyzwania dla protagonistki.

Od strony technicznej prezentuje się przyzwoicie – Themiscira jest piękna i bajkowa, a Londyn, czy front wygląda odpowiednio ponuro. Sceny akcji w większości prezentują się całkiem efektownie – nie ma przesadnie przyciemnionych kadrów, chaotycznego montażu, ani trzęsącej się kamery.

Foto: IMDb

Film mimo licznych popraw względem produkcji DCEU nadal posiada problem z tempem i przesadnym efekciarstwem. Najmocniej jest to widoczne w finale. Końcowa walka jest niepotrzebnie wydłużona– znikąd pojawiają się kolejni złoczyńcy, coraz więcej zbędnych wybuchów i CGI. Nie ma momentu na załapie oddechu, albo chwilę refleksji. Mimo ogromnej rozwałki, nie czuć wagi sytuacji – brakuje relacji między bohaterką a złoczyńcami, oraz autentycznego poczucia zagrożenia.

Wonder Woman nie jest najlepszym filmem superbohaterskim ostatnich lat. Brakuje oryginalności i konsekwencji w scenariuszu, ale i tak jest poprawą względem poprzednich produkcji DCEU. Nie jest kolejnym teledyskiem, chaotycznym zlepkiem wątków, tylko zamkniętą historią o bohaterach z charakterem, których naprawdę da się lubić. Mimo wad jest to ważna produkcja. Oddaje esencję głównej bohaterki – jej symbolikę i osobowość. Jest to pierwsza produkcja za ponad 100 mln dolarów nakręcona przez kobietę. To także pierwszy dobry film o superbohaterce – nikogo nie obraża, nie przedstawia protagonistki jako obiekt seksualny, ale jako bohaterkę, ikonę, symbol nadziei i miłości. Dzieło Patty Jenkins dostarcza odpowiedniej dawki rozrywki i pozytywnych wartości.

Ocena: 7,5/10

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *