Wielcy przegrani ostatniego mundialu

dnia

Mundial – największy turniej piłkarski, ten czas, w którym oczy całego świata zwrócone są w kierunku garści boiskowych herosów. W obliczu takiej presji często mamy do czynienia z przegranymi, ale też nadzwyczaj często w takich okolicznościach rodzą się bohaterowie.

Ostatni mundial zostanie zapamiętany pod wieloma względami, jednak Mistrzostwa Świata w Brazylii „wydały na świat” sporą ilość piłkarskich talentów. Dziś przyjrzymy się sylwetkom kilku piłkarzy, którzy brylowali na Mundialu w 2014, a dziś nie udźwignęli swej sławy.

Bohaterski Kostarykanin

Nikt chyba nie mógł podejrzewać, że spisywana na straty Kostaryka zabrnie tak daleko w tak pięknym stylu, a tym bardziej, że głównym architektem jej sukcesu stanie się stosunkowo mało znany bramkarz. Ten, grający wówczas dla hiszpańskiego Levante piłkarz popisał się genialnymi paradami, którymi nie powstydziliby się tacy mistrzowie jak Buffon czy Casillas. Dlatego też kwestią czasu było wyłowienie z Levante Keylora Navasa. Zgłosił się po niego Real Madryt. O ile zainteresowanie królewskich nie było dziwne, o tyle aprobata piłkarza na ten transfer wydawała się niepokojąca. W bramce stołecznego klubu osadzony był Casillas – żywa legenda klubu. 1,5 sezonu zajęło Keylorowi wywalczenie miejsca w pierwszym składzie, a i te jest bardziej dziełem „pozbycia się” Ikera oraz Diego Lopeza będących naturalnymi konkurentami Kostarykanina. Bądź co bądź Keylor niemalże nieustannie reprezentuje Real, jednak zarówno kibice jak i eksperci są zgodni co do tego, że Realowi przydałby się lepszy bramkarz, a i sam klub wielokrotnie dawał odczuć Navasowi, że szuka następcy w trybie natychmiastowym.

Navas jako piłkarz roku 2014 w strefie CONCACAF
Navas jako piłkarz roku 2014 w strefie CONCACAF

Tarcza Meksyku

Niesamowity bramkarz, czysty geniusz, heros – tak zapewne brzmiały nagłówki wszystkich gazet po genialnym mundialu w wykonaniu Guilermo Ochoi. Ten niewysoki bramkarz pokazał podczas Mundialu niezwykłe umiejętności akrobatyczne zatrzymując między innymi ataki Neymara. Trudno się dziwić, że po meksykanina zgłaszały się wielkie kluby. Ten ostatecznie wybrał bezpieczną opcję – Malagę. Wydawało się to strzałem życia dla obu stron – Malaga miała zyskać świetnie dysponowanego bramkarza na lata, Ochoa miał zyskać stabilizację i grę dla w miarę znanego klubu, z którego mógł w razie potrzeby odejść do większego klubu. Niestety dla niego w klubie był już bramkarz, który swoją dyspozycją niemalże zabarykadował drogę do pierwszego składu. I tak Carlos Kameni błyszczał świetną dyspozycją podczas gdy Ochoa cierpiał na zachwiania formy. Spory zjazd jego formy ukazuje fakt, iż reprezentuje on dziś barwy Standardu Liege.

Ochoa w czasie Mundialu
Ochoa w czasie Mundialu

Niespełniony talent

19-latek, piłkarz Bayernu Monachium, któremu wróżono cudowną przyszłość,a  do tego brylancik w amerykańskiej kadrze. Julian Green, bo o nim mowa, nie zrobił jednak spektakularnej kariery. Tuż po Mundialu, w którym parokrotnie zabłysnął Julian rozpoczął tułaczkę bo słabszych zespołach, by na dzień dzisiejszy bić się o utrzymanie w drugiej lidze niemieckiej wraz z zespołem SpVgg Greuther Furth, strzelając w jego barwach jedynie 1 bramkę.

Młodziutki Julian w kadrze USA
Młodziutki Julian w kadrze USA

Magik, który zniknął

Wówczas kluczowy piłkarz Arsenalu, dumnie wspierający kadrę Hiszpanii. Dziś człowiek z bardzo grubą kartoteką medyczną. Pasmo kontuzji jakie spadło na Santiego Cazorlę to niebywały dramat, a co gorsza niewiele wskazuje na to by ten mial na poważnie wrócić do futbolu. Niedawno świat obiegły przerażające zdjęcia kontuzji ciągnącej się za Cazorlą od niemal trzech lat. Trzech lat podczas których piłkarz stracił część ścięgna i sporo wiary w kontynuację kariery. Obecnie Santi zastanawia się nad przedłużeniem umowy z Arsenalem, gdyż nie jest pewien czy będzie w stanie godnie reprezentować ten klub. Całkiem możliwe, iż powróci do Hiszpanii, aby rozegrać ostatni sezon (może dwa) w barwach któregoś spośród słabszych klubów.

Santi Cazorla w koszulce Arsenalu
Santi Cazorla w koszulce Arsenalu

Nieco zapomniany mistrz

Mario Goetze zdecydowanie mógł zaliczyć rok 2014 do niezwykle udanych. Właśnie zanotował przyzwoity debiutancki sezon w barwach Bayernu Monachium zdobywając już z nim superpuchar Europy, Klubowe Mistrzostwo Świata oraz mistrzostwo Niemiec. Utalentowany młodzik skazywany był na sukces i bardzo stanowczo pukał do pierwszego garnizonu kadry Narodowej. Powołanie na mundial było oczywistością, a Goetze odwdzięczył się m.in zdobywając bramkę na wagę Mistrzostwa Świata w finale przeciwko Argentynie. Wydawało się, ze ten ma świat u stóp. Jednak załamanie formy i problemy zdrowotne przywiodły go z powrotem do Borussi, gdzie mimo noszonej „10” delikatnie mówiąc nie bryluje na boisku.

Goetze w barwach narodowych
Goetze w barwach narodowych

Kameruńczyk, ale wariat

Co prawda 26 letni wówczas Alex Song zaliczył zauważalny zjazd gdy jego transfer do Barcelony okazał się niewypałem, jednak nadal była to „solidna półka”, która miała odbudować się w angielskim West Hamie. Zawodnik zasłynął jednak brutalną grą, a nieustające napięcia w szatni niemalże same wyeliminowały Kameruńczyków z Mundialu. Po tamtej kadrze niemalże nie został żaden ślad, podobnie jak rozpłynęły się jej filary. Najdotkliwiej odczuł to jednak sam Song, który od miesiąca pozostaje bez klubu.

Niepokorny Song otrzymuje czerwoną kartkę za faul na Mandzukicu
Niepokorny Song otrzymuje czerwoną kartkę za faul na Mandzukicu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *