Wendeta w Brimstone

Ocena: 7,5/10Kino nie jeden raz uczyło, że nie istniało bardziej bezwzględne miejsce na świecie, niż Dziki Zachód w XIX wieku. Świat w którym przetrwają tylko najsilniejsi i najbardziej bezwzględni, w którym jakiekolwiek pojęcie sprawiedliwości nie istnieje. 

Brimstone (albo jak to wspaniałomyślni dystrybutorzy przetłumaczyli, Wendeta) rozpoczyna się enigmatycznie i całkiem interesująco. Liz jest młodą (Dakota Fanning), niemą kobietą – żyje spokojnie razem ze swoją małą córką, mężem i jego synem z poprzedniego małżeństwa. Do miasta przyjeżdża nowy Wielebny, mężczyzna o niezbyt przyjaznej aparycji, który najwyraźniej dzieli z główną bohaterką tajemniczą i mroczną przeszłość.

MV5BMDA2ZTc0NWMtNzdiYy00OTExLWI4OGQtOWFiNTY1MWNiN2Q3L2ltYWdlXkEyXkFqcGdeQXVyNjEwNTM2Mzc@._V1_SX1777_CR0,0,1777,744_AL_
Foto: IMDb

Jesteśmy początkowo wrzuceni w sam środek wydarzeń. Liz panicznie reaguje na widok nowego pastora, a ten zachowuje się jeszcze bardziej podejrzanie. Wkrótce zaczyna dochodzić do serii szokujących wydarzeń. Jaka jest tego przyczyna? Dowiemy się dopiero potem. Film jest podzielony na cztery rozdziały, z czego drugi i trzeci jest retrospekcją, w której poznamy przeszłość głównej bohaterki i Wielebnego. Niestety, w trakcie odkrywania kolejnych tajemnic, okazuje się że mamy do czynienia z wyjątkowo banalnym i absurdalnym filmem.

Reżyser i scenarzysta, Martin Koolhoven od samego początku stara się szokować. Sięga niemal po wszelkie możliwe chwyty. Gwałty, tortury, dzieciobójstwo, pedofilia, kazirodztwo – to tylko czubek góry lodowej. Holenderski reżyser nie zna tutaj umiaru. Każda kolejna próba szokowania jest coraz bardziej wymuszona i przerysowana. Niemal wszystkie kontrowersyjne sceny są spotęgowana kilkoma innymi czynnikami, które mają uczynić je jeszcze bardziej kontrowersyjnymi. Samobójstwo kobiety w kościele? Najlepiej w trakcie mszy, pełnej fanatyków religijnych, którym nie drgnie nawet powieka na widok śmierci.

Jeszcze lepszym przykładem jest postać Wielebnego, czyli głównego antagonisty. Postać grana przez Guya Pearca z każdą kolejną sceną dokonuje coraz to bardziej absurdalnych aktów przemocy i dewiacji seksualnych. Sam aktor sięga po coraz bardziej kiczowate chwyty w kreowaniu psychopaty (udawanie wycia wilka, niepokojące cytowanie biblii i śpiewanie psalmów). Jakby tego było mało, Wielebny jest doskonałym tropicielem i strzelcem, a swoją nadludzką wytrzymałością, umiejętnością skradania i krwawego zabijania przypomina Jasona Voorheesea z Piątku trzynastego.

MV5BOTQ1MzM3OTQzMF5BMl5BanBnXkFtZTgwNTUzNTM2OTE@._V1_SX1500_CR0,0,1500,999_AL_
Foto: IMDb

Cały film składa się z serii absurdalnych zwrotów fabularnych. Akcja dzieje się na przestrzeni kilkunastu lat, ma miejsce w wielu różnych, odległych od siebie lokacjach, ale postacie będą na siebie wpadały jakby to była jakaś mała wieś. Wiele wydarzeń (w tym koszmarnie przedramatyzowane zakończenie) jest efektem serii niemożliwych zbiegów okoliczności. Część wątków (jak nieudany poród na początku filmu), albo postaci (Samuel grany przez Kit Haringtona) jest całkowicie zbędna i tylko niepotrzebnie przedłuża seans do dwóch i pół godzin. Koolhoven stosuje wszystkie te niedorzeczne rozwiązania fabularne, tylko po to, aby zaserwować nam kolejną serię bezsensowej przemocy i wymuszonego dramatyzmu. Czemu innemu miało by to służyć? Pokazaniu jakimi kompletnie bezdusznymi draniami byli/są chrześcijanie, a może jakie nadludzkie właściwości posiadali/posiadają psychopatyczni pastorzy?

To wszystko można było by przebaczyć, gdyby film posiadał chociaż odrobinę dystansu. Zamiast tego traktuje siebie z całkowitą powagą. Reżyser stosuje niekonwencjonalną narrację, bardzo ładne zdjęcia przyrody, cytaty z biblii, jakby opowiadał ważną historię z głębokim przekazem. A zamiast tego mamy banalną fabułkę o kobiecie ściganej przez psychopatę.

MV5BMTA3Y2U5NTctMjExYS00MTE1LThkMTctOTkxZWE5MGZmMDQ4L2ltYWdlL2ltYWdlXkEyXkFqcGdeQXVyNTU4NDA1NDA@._V1_
Foto: IMDb

Martin Koolhoven ponoć przez 7 lat przygotowywał scenariusz. Patrząc na efekt końcowy zgaduję, że przez te wszystkie lata tylko szukał coraz to bardziej przegiętych sposobów na szokowanie, oraz demonizację postaci Wielebnego. Wendeta to rozciągnięty do granic możliwości, pusty, pretensjonalny bełkot, który udaje że jest czymś więcej, niż tanim exploitation. Nie jest nawet dobrym shockerem, bo z czasem wszelkie brutalne sceny zaczynają tylko męczyć i irytować.

Ocena: 4/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *