Co warto obejrzeć na Halloween – top 10 najlepszych horrorów 2017

Dzisiaj mamy Halloween, czyli najlepszy dzień do oglądania horrorów. Ten rok był (i w sumie nadal jest) bardzo produktywny dla filmów grozy. Sporządziłem już listę najgorszych horrorów 2017 roku (link na końcu strony), czas na listę najlepszych. Zależało mi na różnorodności – pozycjach bardziej i mniej popularnych, poważnych i tych na pograniczu komedii. Samo podium zajmują filmy, które mógłbym ułożyć w dowolnej kolejności – wszystkie trzy pozycje są równie świetne, ale z nieco innych powodów.

Miejsce 10. Śmierć nadejdzie dziś (Happy Death Day), scenariusz: Scott Lobdel, reżyseria: Christopher Landon,

Foto: Den of Geek

Zacznę swoją listę od najświeższego filmu. Śmierć nadejdzie dziś jest horrorowym podejściem do konceptu Dnia Świstaka. Główna bohaterka przeżywa nieustannie jeden i ten sam dzień – dzień w którym została zamordowana przez zamaskowanego napastnika (i jednocześnie dzień jej urodzin, stąd zresztą tytuł Happy Death Day). Twórcy bawią się konwencją na różne sposoby – mamy teen slasher, teen dramę, komedię romantyczną, oraz nietypowy kryminał.

Film jest z duuużym przymrużeniem oka, wszystko jest zabawnie kiczowate, przerysowane i przesłodzone. Co jednak utrzymuje nas najbardziej w trakcie seansu, jest główna bohaterka, Tree Geldman. Początkowo jest antypatyczną postacią, arogancka i zdemoralizowana, jednak w trakcie swojej „przygody” zacznie się rozwijać, uczyć się, poznawać lepiej samą siebie. To rzadki przypadek slashera w którym większą atrakcją nie jest zabójca, tylko jego ofiara. Dobra realizacja i aktorstwo, dynamiczne tempo, wciągająca (i dosyć absurdalna) intryga, oraz emocjonujące sekwencje z mordercą. Planujecie pójść do kina w to Halloween? Upewnijcie się, że obejrzycie dzisiaj Śmierć nadejdzie dziś.

Miejsce 9. Autopsja Jane Doe (The Autopsy of Jane Doe), scenariusz: Ian B. Goldberg, Richard Naing, reżyseria: André Øvredal,

Foto: vulture.com

Kameralny horror z ciekawym pomysłem. Większość seansu spędzamy wyłącznie z dwójką (albo trójką, jeżeli doliczyć do tego zwłoki) bohaterów zamkniętych w jednym budynku. Film skutecznie kreuje interesujące, wiarygodne postacie i relację między nimi, dzięki czemu zależy nam na nich. Najciekawszym jednak elementem jest tytułowa Jane Doe – wszelkie zjawiska z nią związane, przypadłości są zarówno intrygujące, pomysłowe i niepokojące. Atmosfera z każdą chwilą robi się coraz gęstsza, napięcie i poczucie zagrożenia rośnie. Myśleliście, że w tematyce nawiedzeń widzieliście już wszystko? Warto się przekonać i sięgnąć po Autopsję Jane Doe.

Miejsce 8. Mięso (Grave), scenariusz i reżyseria: Julia Ducournau,

Foto: YouTube

Mięso jest jedną z tych ambitniejszych, europejskich produkcji romansujących z kinem gatunkowym. Film ukazuje życie nieśmiałej-wegetarianki, która stopniowo przemienia się w odważną, wyzwoloną dziewczynę ze skłonnościami kanibalistycznymi. Jest to studium psychologiczne, które wykorzystuje makabrę do ukazania historii dojrzewania. Otrzymujemy również skuteczną mieszankę surowego, realistycznego dramatu z stylowym, wysmakowanym horrorem gore na pograniczu snu i jawy. Zdjęcie prezentują się znakomicie, aktorstwo (szczególnie głównej bohaterki) jest jeszcze lepsze. W przeciwieństwie do poprzednich horrorów z francuskiej krwawej fali unika pretensjonalności rozluźniając od czasu do czasu atmosferę groteską i subtelnymi gagami sytuacyjnymi. Nie jest to typowy horror o kanibalach, niewiele tu aktów kanibalizmów, a więcej sugestii i psychologii postaci.

Miejsce 7. The Devil’s Candy, scenariusz i reżyseria: Seana Byrne,

Foto: Four Three Film

The Devil’s Candy jest kolejnym niezależnym horrorem autorstwa Seana Byrne (twórcy The Loved Ones). To jeden z tych horrorów w których tematyka satanistyczna ściera się z heavy metalem – co daje nam niepowtarzalny klimat. Aktorstwo stoi na zaskakująco wysokim poziomie, bohaterowie autentycznie wzbudzają sympatię. To kameralna produkcja, ale trudno tutaj mówić o nudzie – trzyma w napięciu. Porusza bardzo niepokojące wątki, ale nie sili się na epatowanie brutalnością, czy tanim szokowaniem. Mimo pewnych wątków nadprzyrodzonych, główne źródło zagrożenia jest bardzo realistyczne, przez co film jest jeszcze bardziej przerażający. Do tego otrzymujemy również dobrą warstwę wizualną i jeszcze lepszą ścieżkę dźwiękową. Pozycja godna polecenia dla fanów niekonwencjonalnych horrorów (najlepiej z wątkiem satanistycznym) i heavy metalu.

Miejsce 6. The Void, scenariusz i reżyseria: Steven Kostanski, Jeremy Gillespie,

Foto: Quentin.pl

Ekrany kin są ostatnio zalewane przez najróżniejsze produkcje hołdujące lata 80. Żaden z nich jednak nie oddał tak wiernie klimatu oldschoolowych horrorów co The Void. Jest to prawdziwa gratka dla fanów body horrorów Johna Carpentera i Davida Cronenberga, filmów z serii Hellraiser, twórczości H.P. Lovecrafta i Cliva Brakera. Również fani gier z cyklu Silent Hill powinni być zadowoleni (na pewno bardziej, niż adaptacjami). Jest to szalona jazda bez trzymanki po najróżniejszych schematach z wymienionych wyżej tytułów. Film swoim klimatem przypomina senny koszmar – jest dziwnie, surrealistycznie i bardzo tajemniczo.

Największym rarytasem dla fanów horrorów z lat 80 pozostaną jednak efekty specjalne. Mamy tutaj masę scen gore, transformacji, oraz groteskowych potworów, a to wszystko zrealizowane wyłącznie za pomocą efektów praktycznych, bez najmniejszego wsparcia CGI. Jeżeli (podobnie jak ja) jesteście fanami starych horrorów klasy B pełnych obrzydliwości i dziwności – będziecie zachwyceni. Reszta, której bardziej zależy na dobrym scenariuszu i aktorstwie niech lepiej przyjrzy się pozostałym produkcjom na tej liście.

Miejsce 5. Zombie Express (Train to Busan), scenariusz: Sang-ho Yeon, Joo-Suk Park, reżyseria: Sang-ho Yeon,

Foto: Daily Express

Teraz czas na pozycję dla fanów żywych trupów (i orientalnych klimatów). Zombie Express wychodzi z prostego, ale jakże dobrego pomysłu – apokalipsa zombie z perspektywy pasażerów pociągu. Zaczyna się jak zwyczajny dramat, by po krótkim czasie zamienić się w prawdziwy rollarcoaster – tempo nabiera rozpędu, przybywa zombiaków i ubywa ludzi. Bohaterowie są normalnymi ludźmi pozbawionymi broni, zaś zombie są szybkie i zwinne. Jest spora dawka akcji, ale nietypowej dla zombie movie – tutaj dużo bardziej liczy się spryt, niż siłą ognia czy rozmiar maczety. Postacie wzbudzają na tyle sympatii, abyśmy mogli przejmować się ich losem, film trzyma w napięciu. Twórcy mają sporo pomysłów na efektowne i emocjonujące sekwencje, nie ma chwili za złapanie oddechu. Efekty specjalne niestety rażą kiepskim CGI, ale na szczęście nie ma go zbyt wiele, a cała reszta realizacji prezentuje się naprawdę dobrze. Jeden z najlepszych filmów o zombie ostatnich lat.

Miejsce 4. To przychodzi po zmroku (It Comes at Night), scenariusz i reżyseria: Trey Edward Shults,

Foto: Roger Ebert

Teraz przechodzimy do dużo mroczniejszych klimatów. To przychodzi po zmroku nie jest typowym horrorem, nie jest też niczym co mogły sugerować  zwiastuny. Film nie opowiada (przynajmniej nie dosłownie) o walce ludzi z zombie, mutantami, czy innymi upiorami. To historia walki o przetrwanie w postapokaliptycznej rzeczywistości – świat opanowany jest przez niebezpieczny wirus (którego efekty nigdy nie są jasne), ludzie zaczynają tracić do siebie zaufanie, zabijają się nawzajem o jedzenie.

Jest to najbardziej powolny, nastrojowy film na tej liście. Realizacja jest fantastyczna, zdjęcia i subtelna muzyka idealnie tworzą przygnębiający klimat. Postacie są ludźmi z krwi i kości, trudno o równie wiarygodnych bohaterów w kinie grozy. To przychodzi po zmroku straszy (i jeszcze bardziej smuci) w zupełnie inny sposób – nie jumpscareami, krwią, czy duchami, tylko ponurą wizją świata, beznadziejną sytuacją w której znaleźli się bohaterowie. Najbardziej depresyjny horror ostatnich lat.

Miejsce 3. To (It), scenariusz: Gary Dauberman, Chase Palmer, Cary Fukunaga, reżyseria: Andres Muschietti,

Foto: The Sun

Czy To jest najlepszym horrorem 2017 roku? Można dyskutować, wiele było znakomitych pozycji w tym roku, ale mało która idealnie wpisywałaby się w klimat Halloween. Jest to wyśmienity hołd dla horrorów z lat 80, oraz kina nowej przygody. Niczym w najlepszych filmach Stevena Spielberga poznajemy losy dzieci, która musi wyruszyć w niezwykłą (i przerażającą) przygodę. Andres Muschietti wykreował znakomite kino rozrywkowe w wydaniu kina grozy – jest spora dawka humoru, przejmującego dramatu, widowiskowych i pomysłowych scen z udziałem klauna Pennywisea, oraz dużo napięcia. Aktorstwo jest znakomite, każdy aktor z dziecięcej obsady świetnie wywiązał się ze swojej roli.

To nie jest tylko horrorem o dzieciach walczących z strasznym klaunem, to także angażująca historia o dorastaniu i zwalczaniu swoich słabości. Bohaterowie się rozwijają, muszą zwalczyć swoje traumy, lęki i kompleksy, aby móc odnieść zwycięstwo. Pomimo bardzo długiego metrażu, film ani przez chwilę nie nudzi, bo za każdym razem albo bawi, albo straszy. Jeżeli jakimś cudem nie widzieliście najbardziej kasowego horroru w historii, to nadal możecie wybrać się do kina na jeden z nielicznych, wieczornych seansów.

Miejsce 2. Zło we mnie (February), scenariusz i reżyseria: Oz Perkins,

Foto: The Film Stage

Zło we mnie, czyli horror wyreżyserowany przez Oza Perkinsa (syna Anthonego Perkinsa, czyli legendarnego Normana Batesa z Psychozy) jest najbardziej niepokojącym horrorem tego roku. Reżyser w intrygujący sposób prowadzi historię – fabuła jest nielinearna, chronologia zaburzona, perspektywa przeskakuje między różnymi bohaterkami. Kiedy powoli zaczynamy łączyć ze sobą wątki i rozumieć ich sens, całość przeraża jeszcze bardziej.

Zło we mnie porusza temat samotności – ukazuje jego destrukcyjną siłę, do jakiej desperacji może zaprowadzić człowieka. W subtelny sposób porusza także temat satanizmu – nie wiadomo jednak, czy nadprzyrodzone zjawiska dzieją się naprawdę, czy tylko w głowie bohaterek. Film unika efekciarstwa i kładzie nacisk przede wszystkim na atmosferę rodem z sennego koszmaru. Klimat wylewa się z ekranu, jest to zasługa świetnych zdjęć i jeszcze lepszej ścieżki dźwiękowej (skomponowanj przez brata reżysera, Elvisa Perkinsa).

Miejsce 1. Uciekaj! (Get Out), scenariusz i reżyseria: Jordan Peele,\

Foto: ChicagoNow

Jeżeli miałby wybrać najlepszy przykład posthorroru, wybrałbym Uciekaj! bez najmniejszego zawahania. Dzieło Jordana Peelea po mistrzowsku bawi się najróżniejszymi horrorowymi tropami, kreując film który zaskakuje na każdym kroku. Tworzy poczucie niepewności i niebezpieczeństwa, unikając przy tym banałów. Przez pierwszy akt filmu wszystko na pozór wydaje się normalne, ale odczuwamy pewien dyskomfort. Atmosfera robi się coraz bardziej duszna, zjawiska jakie później będą miały miejsce będą coraz bardziej niepokojące.

Film jest pełen subtelnych aluzji i wątków, które z czasem składają się w większą, satysfakcjonującą całość. Uciekaj! porusza autentyczny problem jakim jest dyskryminacja na tle rasowym – nie mowa tu jednak o typowych aktach rasizmu, ale o wszelkich zmianach zachowania spowodowanych kolorem skóry. Poczucie niepewności nie pozwala nam się nudzić, atmosfera jest skutecznie rozluźniana porcją dobrego humoru. W drugiej połowie mamy prawdziwą jazdę bez trzymanki – dzieją się coraz dziwniejsze rzeczy, coraz więcej zwrotów akcji. Finał jest bardzo dynamiczny i naprawdę trzyma w napięciu. To świetny, trzymający w napięciu horror i naprawdę inteligentna satyra w jednym. Film niebanalny, zaskakujący i wzbudzający najróżniejsze emocje.

To było moje top 10 najlepszych horrorów 2017. To nie są jedyne filmy grozy warte uwagi, wielu z nich nie miałem jeszcze okazji obejrzeć. Jakie Waszym zdaniem były najlepsze tegoroczne horrory? Jakiego filmu zabrakło na mojej liście, a jaki nie powinien się znaleźć? Zachęcam do dyskusji. Polecam także moją listę 10 najgorszych horrorów 2017, która znajduje się poniżej. Życzę wszystkim udanego Halloween!

Czego unikać na Halloween – Top 10 najgorszych horrorów 2017

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *