Uciekaj! – I am not your negro

dnia

Szczęśliwie żyjemy w czasach, gdy poglądy rasistowskie nie są społecznie akceptowane w naszej kulturze, a wręcz potępiane. Czy to jednak oznacza, że w mentalności człowieka postępowego niepożądane reakcje na obcość nie istnieją w ogóle? Czy możemy całkowicie wyzbyć się przypisywania nieznajomym pewnych cech, podświadomego odmiennego ich traktowania ze względu na różnice w pigmentacji skóry? O tym problemie i nie tylko, w groteskowym stylu opowiada Jordan Peele w swojej debiutanckiej horroro-komedii.

Chris (Daniel Kaluuya) jest fotografem w szczęśliwym związku z Rose (Allison Williams). Kobieta postanawia przedstawić swojego chłopaka rodzicom, którzy jednak nie wiedzą, że ten jest czarnoskóry, ale w teorii nie powinni mieć z tym żadnego problemu. Złe omeny prześladują parę już w drodze do rodzinnego domu, a na miejscu z każdym krokiem bohater otrzymuje coraz więcej sprzecznych sygnałów. Z jednej strony otwarcie na inność, z drugiej pewna ukradkowo przemycana protekcjonalność czy dziwne, fetyszyzujące odniesienia do ciemnoskórego ciała. Zapewnienia o odcinaniu się od konserwatywnej tradycji rodziny zestawione z wciąż zatrudnianą, nienaturalnie stale uśmiechniętą czarną służbą. Co to wszystko może znaczyć?

mv5bywzknzzhntitmdexny00ytljltlmyzktotzhymmznje4mdvhxkeyxkfqcgdeqxvymjy5odi4ndk-_v1_sy1000_cr0016111000_al_
Foto: IMDb

W miarę rozwoju fabuły mnożą się tropy gatunkowe, mrugnięcia do widza i bardziej oczywiste odwołania do historii nietolerancji (mrożąca krew w żyłach gra w bingo przypominająca aukcję niewolników). Tak naprawdę większość kluczowych momentów grozy zdradza trailer filmu (notabene bardzo dobry), przez co traci na znaczeniu wiedza o tym, co nastąpi w akcji, a ważniejsze staje się to, jak do tego dojdzie. Nie ma tu więc za wiele zaskoczeń prócz jednego kluczowego, ale za to sporo naprawdę ciekawych smaczków, małych szczegółów, które wzbogacają całość po odkryciu kart. Jeśli mamy dobrą pamięć, część na pewno wyłapiemy po analizie wydarzeń ze wczesnych scen filmu, a do odnalezienia niektórych pozostałych niuansów, możemy potrzebować drugiego seansu, co zawsze jest dużym plusem.

Bardziej jednak niż treść, kluczem dla sukcesu Uciekaj! jest umiejętne wykorzystanie i gra ze schematami współczesnych i klasycznych straszaków, folkloru czy nawet komedii nieporozumień. Mimo jednak, że znajdziemy tu groteskowe mordy, złowrogą hipnozę i eksperymenty szalonych naukowców, najgroźniejszy potwór, najbardziej niszczycielska siła tkwi.. w rozmowach bohaterów. Nietrudną sztuką jest wywołać w widzu emocjonalną reakcję na rasizm. Od niezręczności, przez szok po współczucie. Nie spotkałem się jednak wcześniej z filmem, w którym rasizm budziłby taką grozę, był pełnoprawną techniką straszenia. Autentycznie boimy się tego, co może zostać powiedziane do głównego bohatera, każdy najmniejszy pasywno-agresywny komentarz staje się narzędziem podkręcania napięcia, które pozornie ulatuje w bardziej intymnych czy humorystycznych scenach, ale zawsze jest podskórnie obecne, nawet gdy nic niezwykłego nie dzieje się na ekranie.

mv5by2zlyjqzotgtzdjmnc00otvklwiyzdutmmy3odcxotm0ytu3xkeyxkfqcgdeqxvymjy5odi4ndk-_v1_sy1000_cr0012911000_al_
Foto: IMDb

Naprawdę robi wrażenie to, jak debiutującemu reżyserowi udało się doskonale zbalansować te z pozoru niepasujące do siebie składniki. Film jest dziwny, ale równocześnie bardzo znajomy i przystępny. Straszny, pełen napięcia, ale i zabawny, lekkostrawny. Autentycznie przedstawiający prawdziwe problemy amerykańskiej codzienności, lecz nie stroniący od satyrycznych przerysowań. Nienaganny realizacyjnie, pełen wizualnej inwencji, świetnie zagrany (główna rola, ale w równym stopniu świetny drugi plan – Catherine Keener jako WASP-owa pani domu czy przezabawny LilRel Howery). Na wyróżnienie zasługuje ciekawy, psychodeliczny soundtrack Michaela Abelsa, przywodzący na myśl starą szkołę muzyki kina grozy, z dziwacznym, pseudo-ludowym motywem przewodnim na czele.

Trudno wprowadzić coś rzeczywiście świeżego do gatunku tak silnie skonwencjonalizowanego. Sam zachęcony wybitnie entuzjastycznym odbiorem filmu, mogłem mieć co do niego trochę zawyżone oczekiwania. Dzieło Peele’a nie jest w żadnym wypadku przełomowe dla horroru i czerpie z jego tradycji garściami, jednak przykrywa to wszystko warsztatową finezją, umiejętnym wplataniem nowoczesnych rozwiązań w sprawdzone klisze i dużym stopniem samoświadomości. W czasach, gdy ten gatunek tak często idzie na łatwiznę, pokazanie że można zrobić bezpieczny, ale przy tym kompetentny film, który sprawia przyjemność pomimo braku zaskoczeń i fundamentalnej nieoryginalności, okazuje się dokładnie tym czego kino grozy potrzebuje.

Ocena: 7/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *