Twarze, plaże – Decydujący moment

dnia

Na tegorocznym festiwalu Docs Against Gravity można było załapać się na pokaz jednego z najcieplej przyjętych filmów poprzedniego Cannes. Szczęściarze, którym to się udało, na pewno nie byli rozczarowani. Co do reszty widzów, pozostaje liczyć na życzliwość jakichś Gutków na przejęcie dystrybucji tego niezwykłego filmu w Polsce. Na szersze otwarcie kinowe nie ma raczej szans. A szkoda, bo to projekt równie bezprecedensowy, co spełniający kryteria idealnego „kina środka”.

Nominowane do Oscara Twarze, plaże to wspólna inicjatywa dwóch francuskich artystów, zrealizowana dzięki wsparciu finansowym fanów. Agnès Varda to oczywiście uznana reżyserka, jedna z czołowych postaci Francuskiej Nowej Fali, a później świetna dokumentalistka, fotografka i artystka instalacji. Możecie oczekiwać paru słów o niej w ramach mojej reżyserskiej serii. Natomiast J.R. to ceniony muralista i fotograf wielkoformatowy. Choć dzieli ich ponad 50 lat doświadczenia, łączą żywiołowe temperamenty, silne osobowości, podobne wrażliwości i poczucia humoru. Prawdziwe bratnie dusze.

Foto: Shangols – Canalblog

Zróbmy coś szalonego

Postanowili udać się na spontaniczny road trip po francuskich prowincjach i wprowadzić więcej radości i kolorytu w życie społeczności. Jak się do tego zabierają? Najpierw przez luźne rozmowy ze zwyczajnymi, niepozornymi mieszkańcami. Po rozjaśnieniu ich twarzy uśmiechami, te uwieczniają na fotografiach. A następnego dnia portrety delikwentów zajmują już całą powierzchnię frontowej ściany kamienicy… To w ogóle legalne? Okazuje się, że we Francji owszem, nie mogą cię tylko przyłapać z rusztowaniem, jak nie masz na nie pozwolenia. Konsekwentnie ukrywający tożsamość za ciemnymi okularami J.R., żartuje z policjantem, żeby wszystkie mandaty zapisywał na Agnès, a miłe listy adresować do niego. Prawdziwy rycerz.

W programie imprezy między innymi: wizyta w górniczym miasteczku z kobiecą bohaterką na pierwszym planie, pełni zaangażowania spece od BHP w zakładzie przemysłowym, ultra-wydajne gospodarstwo bezrogich kóz i oda do żony stoczniowca. A, i rekonstrukcja sceny Luwru na wyścigi z Amatorskiego gangu Godarda. Tym razem z wózkiem inwalidzkim!

Choć całe przedsięwzięcie to właściwie jeden pomysł powielany wielokrotnie, w różnych konfiguracjach, to za każdym razem jesteśmy zaskakiwani kreatywnością artystów. Wyborem bohaterów, silnie spersonalizowanym podejściem do nich, sposobem realizacji i w końcu zawsze pozytywnym, afirmującym tyle ich indywidualność, co wartość dla otaczających ludzi, przekazem. Reakcje tych skromnych jednostek na zrobienie z nich gigantycznych dzieł sztuki, są z reguły podobne. Przechodzą od konsternacji, trudu w zrozumieniu, dlaczego takiej rangi artyści chcieliby o nich opowiedzieć w ten sposób, po ciepłe wzruszenie ze szczyptą dumy – każdy jest trochę narcyzem.

Foto: Culturebox

Kac egzystencjalny

Ale pośród tych wszystkich coraz bardziej spektakularnych, wyczynowych instalacji jest też dużo miejsca na spokojniejszą, nierzadko gorzką refleksję. Mamy odwiedziny grobu Henriego Cartiera-Bressona, na skromnym rzadko uczęszczanym cmentarzu w prowansalskim lasku. Wybitny fotograf przez całe życie unikał szumu wokół siebie, nie dziwi więc nieobecność dziesiątek bukietów na jego mogile i możliwość dla Vardy i J.R., samotnego przystanięcia i spokojnej zadumy. Poddane bezlitosnym prawom natury dzieło sztuki na normandzkim wybrzeżu, staje się pretekstem do medytacji na temat przemijalności. Ludzie, którzy odeszli, plany niezrealizowane. Powraca to ze zdwojoną siłą wraz z planowanym spotkaniem z Godardem, przypominającym Agnès o wspólnej przyjaźni, a potem jej małżeństwie z inną legendą francuskiego kina, zmarłym w 1990 Jacquesem Demy.

Ale najmocniejszą siłę oddziaływania ma niewątpliwe wątek problemów reżyserki ze wzrokiem. Prawie dziewięćdziesiąt-letnia kobieta powoli traci pierwszorzędny dla swojego życia i drogi artystycznej zmysł. Jeszcze potrafi przywołać kontury bliskich jej twarzy, odróżni kolory, przyzwyczajenie nie pozwoli jej zapomnieć o stanie swojego starzejącego się ciała. Ale musi przyjąć do wiadomości, że ten projekt może być jej ostatnia zasługą dla kultury wizualnej. Nigdy już nie popatrzy na świat w ten sam sposób, a z tego co zobaczyła przez całe swoje niezwykłe życie, może niedługo pozostać tylko, albo aż, to co uchwyciły jej obiektywy.

Foto: Magazyn FILM

Na serduszku cieplutko

Wyjątkowo rozczulające jest oglądanie rozwoju tej nietypowej relacji starszej kobiety z energicznym trzydziestoparolatkiem. Ta dwójka ma doskonałą dynamikę i wydaje się stworzona do bycia razem przed kamerą w ramach tego typu artystycznego spontanu. Jeśli jest w filmie jakiś element inscenizacji, a z pewnością jest, to przez 90% czasu trwania zdaje się nieodczuwalny. Naturalne przejścia od komizmu do dramatyzmu, od werbalnych przepychanek po głębsze rozmowy o życiu i sztuce.

Wszystko składa się na naprawdę doskonały, unikalny ideowo, bo oparty w całości na pozytywnej ingerencji w życie bohaterów, dokument. Zbalansowane proporcje dającego kopa optymizmu, letniego feel-good movie, opowieści o międzypokoleniowej przyjaźni, lekkiej goryczki egzystencjalnej i w końcu prawdziwego dzieła sztuki o pięknie, zawartym w mijanych na co dzień ludziach. Jeśli znajdziecie kiedyś okazję ku temu, koniecznie rzućcie się na Twarze, plaże.

Ocena: 8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *