Bo trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym…

LCD Soundsystem oficjalnie powrócili i wydali nową płytę. Tak samo zrobili w tym roku Slowdive. Przykładów powrotów wielkich i tych mniejszych muzycznych ekip mamy w tej dekadzie od zatrzęsienie. Jedne są lepsze, drugie gorsze ale jedno jest pewne – chcesz zarobić na emeryturę? Rozwiąż zespół i reaktywuj go po kilku latach.

Moda na wielkie powroty wybuchła w 2013r. To wtedy świat muzyki alternatywnej zadrżał w posadach. Dwa ważne zespoły z lat 90’s, które przeprowadziły niemałą rewolucję w swoich gatunkach muzycznych powróciły. Piszę tutaj oczywiście o Boards of Canada i My Bloody Valentine. Zespoły wydały długo oczekiwane płyty mierząc się z swoją własną legendą. Co ciekawe, wydawnictwa te nie były pustymi przechwałkami. Oba albumy zostały znakomicie przyjęte przez krytyków i są wymieniane jednym tchem w kategorii najważniejszych płyt tej dekady.

Od tego czasu do życia powróciło wiele projektów (Blur, Aphex Twin, Pixies). Nie wszystkie były udane. Oprócz stabilizacji rynku i podsycania apetytu fanów, została uznana nowa zasada marketingowa. Dzisiaj lepiej wydać płytę raz na pięć lat.  Dlaczego tak?  Chodzi o sprzedaż płyt? Nie, w 2017r. Chodzi o medialny szum.

Ostatnio Ed Droste, lider zespołu Grizzly Bear przyznał że nie poznaje rynku muzycznego. Amerykanie wrócili w tym roku po pięciu latach przerwy. Wystarczająco długo, aby fani mogli zapomnieć, zatęsknić a także sobie przypomnieć o autorach Two Weeks. Efekt? Występ w popularnym talk show, rekordowe odtworzenie klipów na YouTubie i pewnie zapełniony terminarz trasy koncertowej.

Takie zespoły jak Grizzly Bear czy też Radiohead, wypuszczające swoje płyty w pięcioletnim odstępie, jestem w stanie zrozumieć. Perspektywa bycia starzejąca się gwiazda indie rocka osiągającej półwiecze nie jest zbyt optymistyczna. A to trzeba dziećmi się zająć, a i kompozycje już nie te. Ale lepiej nagrywać rzadziej a porządnie.

Z kolei takim zespołom jak Blur czy Pixies trudno wybaczyć. Trasy koncertowe wyliczone na każdy dolar poparte płytami, które mogą służyć tylko w kontekście żartu. Nie chciałbym tutaj głosić że zespoły okradają swoich wiernych fanów, bo pewnie takim powrotom zazwyczaj towarzyszy radość samych muzyków. (przynajmniej jeżeli chodzi o Blur), no ale wiecie niesmak pozostaje.

Cały ten felieton uzasadnia fakt, że obecnie rynek muzyczny przypomina zaplanowany terminarz rozciągnięty na kilka dekad. Pamiętacie jak The Beatles wydali te wszystkie ikoniczne płyty w przeciągu siedmiu(!!!) lat. W dzisiejszych czasach wasz ulubiony zespół może przez ten czas zagra jeden koncert na Glastonbury. Może.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *