To – daj się ponieść

Stephen King jest jednym z najsłynniejszych pisarzy horrorów. Jego bogata twórczość doczekała się tak licznych ekranizacji, że filmowcom pozostało już chyba tylko powielanie tego samego materiału źródłowego. To, czyli bestseller z 1986 roku doczekał się już miniserialu w 1990, a teraz do kin weszła nowa, kinowa adaptacja.

Akcja dzieje się w 1989 roku. Derry na pierwszy rzut oka wydaje się zwyczajnym, amerykańskim miasteczkiem. Jedyne co je wyróżnia to największa w kraju ilość zaginięć dzieci. Bohaterami filmu jest grupa młodych nastolatków, która odkrywa że za zniknięciami odpowiada demoniczny klaun Pennywise, który potrafi materializować najskrytsze lęki swoich przyszłych ofiar.

To jest kolejnym współczesnym filmem hołdującym lata 80 – nie mówię tu tylko o realiach, czy licznych nostalgicznych odniesieniach (plakaty kultowych horrorów, albo salony gier), ale też o samą konwencję. Wbrew pozorom więcej tu nie typowego kina grozy, ale kina nowej przygody w stylu Stevena Spielberga. Obserwujemy barwną grupę młodych bohaterów, która musi wyruszyć w niebezpieczną podróż pełną ekscytacji, dreszczu i humoru. Dla współczesnego pokolenia widzów pierwszym skojarzeniem może być serial Stranger Things – podobny punkt wyjścia, konwencja, realia, oraz odniesienia. Nie zapominajmy jednak, że jedną z głównych inspiracji dla produkcji Netflix była właśnie twórczość Stephena Kinga z To na czele. Na dodatek jeśli wierzyć doniesieniom twórców, obie produkcje były kręcone w mniej więcej tym samym czasie.

Jak na dobry film przygodowy przystało, bohaterowie muszą jednocześnie odbyć wewnętrzną drogę. Wszyscy członkowie tzw Klubu Frajerów są dziećmi skrzywdzonymi, dotkniętymi traumą i pełnymi kompleksów. Każdy z nich w celu pokonania Pennywisea, będzie musiał zmierzyć się ze wszystkimi swoimi słabościami – pogodzić się ze stratą najbliższych, zwalczyć lęki, nabrać odwagi i pewności siebie. Pod historią o walce z potworem ukrywa się historia o dorastaniu.

Foto: IMDb

Wbrew temu co zwiastuny sugerują, pełno tu też elementów komediowych. Bohaterowie są różnorodni, każdy z nich dostarcza różnych emocji- część z nich (jak np: znany z Midnight Special Jeaden Lieberher) dostarcza więcej dramatu, a część (jak np.: znany z Stranger Things Finn Wolfhard) humoru. Pełno tu zabawnych odniesień, czarnej komedii i wulgarnych dowcipów. Elementy humorystyczne pochodzą nie tylko od protagonistów, ale również od samego Pennywisea (bądź co bądź jest klaunem). Jest zabawnie i poważnie kiedy trzeba, dzięki czemu seans nie jest monotonny i dostarcza bogatych wrażeń.

Dramat i humor nie wybrzmiałby, gdyby nie aktorstwo. Wszyscy młodzi aktorzy spisali się znakomicie – są różnorodni, charakterystyczni, zapadają w pamięci i wzbudzają sympatię. To nie jest mięso armatnie jak w slasherach, tylko bohaterowie z krwi i kości którym chce się kibicować– każdy przechodzi swoją drogę, uczy się i pełni rolę w fabule. Bill Skarsgård w roli Pennywisesa spisuje się znakomicie, niczym Tim Curry w To z 1990 roku, albo Robert Englund roli Freddy’ego Kruegera w Koszmarze z ulicy Wiązów jest energiczny, potrafi być zarówno zabawny jak i niepokojący. Podczas spotkań z dziećmi zachowuje się jednocześnie jak typowy klaun (zachowuje się infantylnie, rzuca żartami) i jak krwiożerczy potwór gotowy rozszarpać swoją ofiarę.

Gorzej niestety jest z postaciami dorosłych, którzy w niczym nie przypominają ludzi. Z niezrozumiałych powodów nikt nie przejmuje się znikającymi dziećmi (nawet rodzice ofiar), są kompletnie oderwani od rzeczywistości, pozbawieni sympatii i ślepi na otaczające wydarzenia. W niektórych momentach to pomaga budować atmosferę beznadziei i wyobcowania, ale momentami jest to po prostu irytujące i nielogiczne.

Film też momentami ma problemy z montażem. Książka To liczy w sobie ponad1100 stron. Twórcy wpadli na sprytny pomysł, aby podzielić historię na dwie części. Recenzowany film jest tak naprawdę pierwszym rozdziałem (ale na szczęście można go potraktować jako zamkniętą, satysfakcjonującą historię). Mimo to nadal czuć liczne cięcia montażowe, część wydarzeń jest niejasna (jak np: zamknięcie wątku postaci granej przez Sophię Lillis), nie jest też zrozumiałe skąd w ogóle wziął się Pennywise i co dokładniej robi ze swoimi ofiarami (wiadomo tylko, że się „unoszą”). W sieci krążą informacje o wyciętych scenach, już zapowiedziano wersję reżyserską na Blu-ray.

Foto: IMDb

Film teoretycznie popełnia błędy współczesnych horrorów – pełen jumpscearów, efektów specjalnych, jest przerysowany i groteskowy. Jednak tutaj wszystkie te zabiegi mają uzasadnienie i tylko potęgują przekaz. Antagonistą jest potwór który siłę czerpie ze straszenia dzieci. Jego specjalnością jest materializowanie dziecięcych lęków i koszmarów sennych, które właśnie charakteryzują się tym, że wydają się dla nas dziecinne, przerysowane i groteskowe. Wbrew pozorom, To nie jest horrorem dla najmłodszych – nie zabraknie wulgaryzmów, sprośnych dowcipów i gore (a nawet wątku pedofilskiego). Bardzo dobrze to także współgra z klimatem lat 80. Niczym w kultowych horrorach z serii Martwe zło, albo Koszmar z ulicy wiązów mamy tutaj jazdę po bandzie. Potwór przybiera różne postacie, jego sposoby straszenia są bardzo widowiskowe, pomysłowe i dostarczają sporo rozrywki.

To posiada energię której dawno brakowało w kinie grozy. Mimo 2 godzin i 15 minut trwania, nie ma dłużyzn, cały czas przeskakujemy między angażującym dramatem,  komedią, a szalonymi sekwencjami grozy. Idealnie dobiera proporcje, dzięki czemu seans dostarcza sporo emocji i frajdy.

Foto: IMDb

Jest to bardzo udane połączenie horrorów z lat 80 z kinem nowej przygody. Dostarcza dużo różnorodnych wrażeń – trzyma w napięciu i jednocześnie bawi. Jeżeli spojrzymy na ten film jak na remake miniserialu z 1990 roku, powiedziałbym że jest od niego dużo lepszy – posiada zdecydowanie lepsze tempo, bohaterowie są bardziej naturalni i sympatyczni, a sceny z udziałem Pennywisea są bardziej pomysłowe, efektowne i emocjonujące. Nie jest to w pełni poważny horror, który ma autentycznie szokować, tylko bardo dobra i niegłupia rozrywka w wydaniu kina grozy.

Ocena: 8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *