To: Rozdział 2: Morderczy klaun z kosmosu

To z 2017 roku okazało się popkulturowym fenomenem i najlepiej zarabiającym horrorem w historii. Kontynuacja była tylko kwestią czasu, nie tylko ze względu na sukces finansowy, ale też na zakończenie jedynki, oraz książkę Stephena Kinga. Oczekiwania urosły do ogromnych rozmiarów. Czy film je wszystkie spełnił?

Pierwsza część spotkała się ze świetnym odbiorem. Pojawiła się jednak pewna część krytyki, która na dobrą sprawę zapoczątkowała małą dyskusję-czy To w reżyserii Andy’ego Muschetti’ego można w ogóle kwalifikować jako horror? Film co prawda posiadał elementy horroru-potrafił przestraszyć, zawierał niepokojące sceny-jednak całość nie tworzyła wrażenia typowego horroru. Bliżej mu było do kina nowej przygody, przywoływał skojarzenia z takimi dziełami jak Goonies, Stań przy mnie, albo E.T.

Na pierwszym planie bynajmniej nie były elementy grozy, tylko bohaterowie-grupa nastolatków dorastająca w amerykańskim miasteczku w latach 80. Poznawaliśmy dokładnie ich charaktery, relacje między nimi i ich obyczajowe życie. Zmagali się z problemami, jakie dotykają wielu innych młodych ludzi w naszej rzeczywistości. Był to klub „Frajerów”, dzieci borykających się z kompleksami, brakiem akceptacji, obsesjami, fobiami, tragedią w rodzinie, lub molestowaniem. To wykorzystuje tylko estetykę horroru, aby opowiedzieć coś ważniejszego i bardziej przyziemnego, aniżeli historię o walce z demonicznym klaunem.

To tak naprawdę historia dojrzewania. Klaun Pennywise był personifikacją wszystkich lęków naszych bohaterów, metaforą do walki z kompleksami i dojrzewaniem. Na podobnej zresztą zasadzie działało kino nowej przygody-bohaterowie podróżowali po świecie, przeżywali fantastyczne przygody, spotykali istoty i zjawiska nie z tej Ziemi-wszystko to jednak służyło, aby opowiedzieć coś o nas samych.

Foto: Forbes

Rozdział 2, jaki potrzebowaliśmy

Pierwsze To było satysfakcjonującą historią z subtelną furtką na kontynuację. Druga część w przeciwieństwie do wielu innych, współczesnych sequeli ma swoje spore uzasadnienie. Stanowi rozwinięcie wątków bohaterów z części pierwszej, dowiadujemy się jak starcie z klaunem-a właściwie-ich osobiste lęki i traumy wpłynęły na ich dorosłe życie 27 lat później. Każdy z nich opuścił miasteczko Derry (poza Mikiem) i teoretycznie znalazł się w dobrym położeniu.

Bill (James McAvoy) jest autorem popularnych książek grozy, na bazie których powstają filmy, Beverly (Jessica Chastain) uciekła od ojca-pedofila i wyszła bogato za mąż, Richie (Bill Hayder) jest popularnym stand-uperem, Ben (Jay Ryan) pokonał nadwagę i stał się przystojnym biznesmenem itd. Wszyscy jednak wciąż są tymi samymi dziećmi z kompleksami, lękami i innymi problemami, co dotychczas. Wydaje im się tylko, że mają już ustawione życie, ale tak naprawdę wciąż czują się zagubieni, wykorzystywani, niezrozumiani i odrzuceni. Ich niezadowolone życie przerywają doniesienia o serii morderstw w Derry-Pennywise znowu grasuje. Nasi bohaterowie ponownie muszą zebrać się do kupy, odświeżyć przyjaźń, rozwiązać dawne problemy, aby zniszczyć klauna raz na zawsze.

Ponownie świetnie wypadli bohaterowie. Obserwujemy spore zmiany, jakie zaszły w ich życiu, jak trauma i kompleksy wpłynęły na dalszy rozwój. Chociaż są zagrani przez innych, dużo starszych i bardziej rozpoznawalnych aktorów, wierzymy, że to jest ta sama paczka dzieciaków co poprzednio. Wyśmienity dobór obsadowy, zarówno pod względem gry, jak i wizualnym. Każdy doskonale rozumie swoją postać. Ich sceny interakcji i wątki obyczajowe są napisane bardzo wiarygodnie i ani przez moment nie nużą. Raz jeszcze To dostarcza sporą dawkę nie tylko horroru, napięcia, ale też bezpretensjonalnego humoru, luzu i człowieczeństwa.

Foto: Fortune

Horror klasy A

Fantastycznie ponownie prezentuje się realizacja. Film zgrabnie łączy autentycznie niepokojący, psychologiczny horror dotykający prawdziwych lęków, jak i umowność graniczącą pomiędzy horrorem klasy B a dziecięcym koszmarem. Zdjęcia są dopieszczone, fantastycznie bawiące się kolorami i motywami kojarzącymi się z klaunami. Tworzą klimat z pozoru spokojnej, idyllicznej mieściny, pod którą ukrywają się najgorsze brudy. Projekty wnętrz, scen z udziałem Pennywisea i innych potworów wyglądają kreatywnie i odpowiednio niepokojąco (jeszcze większa w tym zasługa Billa Skarsgarda w roli klauna). Efekty specjalne wyglądają nieźle, chociaż momentami czuć przesadną ilość CGI.
Zaskakująco prezentuje się sam montaż. Film skupia się na ogromnej grupie bohaterów, przenosi się między różnymi lokacjami i dotyka wydarzeń z różnych okresów. Jednak ani przez moment nie czujemy się zgubieni, albowiem sceny są połączone bardzo organicznie, za pomocą naturalnych, pomysłowych i wysmakowanych przejść.

Foto: GQ

To za dużo

Niestety jest jeden, poważny problem, przez który To: Rozdział 2 ustępuje części pierwszej-przerost formy nad treścią. Twórcy, mając za sobą wyśmienitą jedynkę oraz ogromny fragment książki do zaadaptowania postanowili wcisnąć do filmu co tylko się dało. Mamy ogrom bohaterów, każdy z własnym wątkiem, dochodzą do tego nowe, oraz nieco zbyt rozbuchany rozmach całej historii. W porównaniu do jedynki film bardzo stara się o zaadaptowanie jak największej ilości wątków, rzucaniu jak najwięcej odniesień, nie tylko do książki ale też do ogólnej twórczości Stephena Kinga (który zresztą otrzymał własne cameo). Co sprawia, że seans urósł do niemal 3 godzin, ale jednocześnie spora część tych wątków i tak musiała zostać pocięta, aby film nie trwał jeszcze dłużej. To: Rozdział 2 co prawda nie dłuży się-dzięki fantastycznej kreacji bohaterów i Pennywisea-jednak czuć, że historia cierpi na brak umiaru, skupienia i chaotyczność scenariusza.

Drużyna „Frajerów” wypada bardzo dobrze, ale niestety przynajmniej dwójka z nich została potraktowana po macoszemu. Nie poświęcono im należytego czasu, nie napisano dobrego story arcu, przez co czuć pewien zgrzyt. Film wprowadza ogromną mitologię, która stoi za Pennywisem, ale jest ona podana w tak poszatkowanej formie, że jest niezrozumiała i nie potrzebna. Jest cała masa scen i wątków, która niczego nie wnoszą, jak prolog filmu, postać Henry’ego, albo wątek Indian. Przez to film wygląda jednocześnie jakby był rozciągnięty na siłę, jak i poszatkowany.

Podsumowanie

Na Andym Muschettim spoczywał ogromny obowiązek i mimo problemów z metrażem i scenariuszem, film wypadł zadowalająco. Nie tylko dostarczył odpowiedniej dawkę rozrywki i grozy, ale też dobrze zamyka wątki naszych bohaterów. Fantastycznie opowiedziano ich historię na przestrzeni obu części, widzieliśmy jak ładnie rozwijają się, oraz jak powstawały relacje między nimi. To niezły horror, ale jeszcze lepsze kino nowej przygody opowiadające o nas samych-o naszej walce z traumami, kompleksami, nietolerancją, sile przyjaźni i dojrzewaniu.

Ocena: 7/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *