Thor: Ragnarok – Apokalipsa po której umrzecie… ze śmiechu!

Ten rok jest wyjątkowo produktywny dla studia Marvel. Powstały aż trzy filmy kinowe tej wytwórni- Strażnicy Galaktyki vol. 2, Spider-Man: Homecoming i omawiany dzisiaj Thor: Ragnarok. Czy najnowszy film Taiki Waititi jest godnym zwieńczeniem trylogii o nordyckim bogu piorunów?

Thor (Chris Hemsworth) od wielu lat walczył ze swoim bratem, Lokim (Tom Hiddelston) o panowanie nad Asgardem. Ostatnio krążą mroczne przepowiednie o Ragnarok – nieuniknionej apokalipsie, która zniszczy całe królestwo. Rywalizację między braćmi przerywa wieść o istnieniu ich starszej siostry, Heli (Cate Blanchett). Okazuje się ona dużo poważniejszym zagrożeniem, siłą przejmuje władzę nad Asgardem, a dwójka bohaterów zostaje uwięzienia na planecie Sakar. Miejsce do którego trafili jest rządzone przez szalonego Arcymistrza (Jeff Goldblum), którego pasją są walki gladiatorów. Thor zostaje porwany i zmuszony do walki na arenie przeciwko swojemu dawnemu przyjacielowi, Hulkowi (Mark Ruffalo).

Foto: IMDb

Seria Thor mimo bardzo charyzmatycznych ról Chrisa Hemswortha i Toma Hiddelstona, była jedną z najsłabszych w Marvel Cinematic Universe. Pierwsza i druga część cierpiały na nieciekawe wątki rozgrywające się na Ziemi, sztampową komedię fish out of water, oraz mdły romans Thora z Jane Foster (Natalie Portman). Taika Waititi najwyraźniej sam był podobnego zdania, bo wszystko co było najgorsze w tamtych filmach zostaje porzucone, a wszystko co było najlepsze, spotęgowane. Tutaj spędzamy na Ziemi tylko chwilę, w pierwszym akcie, nie pojawia się już żadna ziemska postać z poprzednich części. Co zamiast tego otrzymujemy? Szaloną jazdę bez trzymanki rodem z kiczowatych fantasy i science-fiction z lat 80 zmieszaną specyficznym poczuciem humoru reżysera.

Foto: IMDb

Jest śmiesznie!

Humor wyróżnia się na tle filmów Marvela. Dużo częściej opiera się na improwizowanych dialogach pełnych zabawnej niezręczności i cringeu. Reżyser jak to ma w swoim zwyczaju poukrywał tutaj całą masę odniesień do popkulturych – wyjątkowo wyszukanych i niespodziewanych. Mamy tutaj odwołania nie tylko do komiksów, ale także najróżniejszych klasyków filmowych. Thor: Ragnarok mimo, iż jest jednym z najśmieszniejszych filmów Marvela, posiada także najwięcej dramatycznych zwrotów akcji. Stawka jest wyjątkowo duża, dochodzi do wielu wydarzeń które będą miały ogromny wpływ na status quo. Mimo, iż dzieje się sporo poważnych wydarzeń, a nawet tragedii, zabrakło w nich autentycznych emocji, za bardzo kontrastowały z humorem i kiczowatą otoczką. Filmowi dużo lepiej wychodzą sceny czysto rozrywkowe.

Foto: IMDb

Jest ślicznie!

Film wybija się także wizualnie. Same efekty specjalne trzymają poziom typowych produkcji Marvela – solidny, ale trudno mówić o rewelacji. Sceny akcji są spektakularne, bardzo dobrze zmontowane ze świetną choreografią. Dużo ciekawiej prezentuje się jednak warstwa artystyczna. Spece od kostiumów, scenografii, czy ogólnie designu czerpali masę inspiracji ze starych science-fiction (pokroju Flash Gordon), oraz komiksów Jacka Kirbyego. Wszystko jest pstrokate, kiczowate, a nawet psychodeliczne, co idealnie tworzy campowy klimat. Sama muzyka, poza paroma markowymi utworami (jak Immigrant Song Led Zeppelin) jest dosyć rozczarowująca. Niby oryginalna ścieżka dźwiękowa opiera się na syntezatorowych brzmieniach typowych dla kina lat 80, ale jest ona tak przyciszona i mało charakterystyczna, że natychmiast wypada z pamięci.

Foto: IMDb

Jest fajnie!

Najważniejszym elementem produkcji Marvela są bohaterowie, nie inaczej jest w tym przypadku. Postacie które znamy z poprzednich filmów przeszły sporą zmianę, a relacje między nimi rozwijają się. Chris Hemsworth, Tom Hiddelston, czy Mark Ruffalo tworzą tutaj swoje najlepsze kreacje w MCU, jeszcze nigdy nie posiadali w sobie aż tyle uroku. Pojawiają się także zupełnie nowe twarze – wszyscy trzymają wysoki poziom. Każdy z nich jest bardzo charakterystyczny, wzbudza sporo sympatii i dostarcza masy humoru. Jest to ogromna zasługa świetnej obsady. Aktorzy spisali się rewelacyjnie. Każdy jest charyzmatyczny w swojej roli i autentycznie zabawny. Antagoniści (jak to w filmach Marvela bywa) są banalni, ale odtwórcy ról wykazują się taką swobodą, pewnością siebie i poczuciem humoru (szczególnie w przypadku Jeff Goldbluma – fani aktora będą zachwyceni), że nieszczególnie to przeszkadza.

Podsumowując:

Thor: Ragnarok nie jest filmem z ambicjami. Fabuła jest sztampowa, trudno tu mówić o skomplikowanych, wzruszających dramatach, czy głębszych przemyśleniach. To przede wszystkim bezpretensjonalna rozrywka pełna świetnego humoru, spektakularnych scen akcji, oraz przesympatycznych postaci. Fani Marvela, superbohaterów, ale także starych, kiczowatych science-fiction, fantasy, czy po prostu dobrej rozrywki będą bawili się przednio.

Ocena: 8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *