The Staircase – trudny przypadek pisarza

dnia

Na początku czerwca Netflix udostępnił na swojej platformie dokument francuskiego reżysera, Jean-Xaviera de Lestrade’a, pod tytułem The Staircase. I z ręką na sercu – naprawdę próbowałam.

Dokument jest zapisem procesu Michaela Petersona, autora powieści takich jak Gorzki pokój czy Czas wojny, oskarżonego o zamordowanie swojej drugiej żony. Kamera śledziła wszystkie kroki obrońców, rodziny pisarza i jego samego, od początku jakim było postawienie zarzutów aż do chwili wygłoszenia wyroku. Jednak ostatni odcinek jest poświęcony temu co działo się później, ponieważ orzeczenie sądu nie było ostatnim aktem w tej sprawie.

Po co mi to było?

Nazwisko Peterson nie było mi obce – kojarzyłam je z dzieciństwa, pamiętam doskonale jak mój tato czytał jego książki. Polskie okładki tych powieści są dość specyficzne. Poza tym o samej sprawie pamiętałam jak przez mgłę, w końcu miałam trzynaście lat kiedy go skazano, wszystko działo się za wielką wodą, więc umówmy się, niewiele z tego zostało w mojej głowie.

Poza tym ostatnio dużo czytam i oglądam filmów o sprawa kryminalnych – od książek, reportaży przez seriale aż po filmy na youtube. Sięgając po ten konkretny byłam przekonana, że czeka mnie coś w stylu American Crime Story. OJ vs People.

Podeszłam do The Staircase trochę jak do filmu z czasów dzieciństwa, co to pokazuje jak się ludzie wtedy ubierali, co jedli i o czym rozmawiali, taka wiecie, podróż sentymentalna. I bardzo szybko poczułam, że to był błąd.

Po pierwsze i najważniejsze – nie dałam rady obejrzeć serialu do końca. Znam historię, wiem jak się kończy, ale za nic nie zmuszę się do spędzenia kolejnych godzin na oglądaniu kogoś tak okropnego jak Michael Peterson. I nie mam na myśli faktu jego winy czy niewinności, to jest zupełnie osobna kwestia. Chodzi mi o to jakim człowiekiem jest ten pisarz – zadufanym ,egocentrycznym z zupełnym zanikiem pokory. Niezbyt miła perspektywa, jeśli się wie, że seria ma trzynaście odcinków. Jeśli jest ktoś był w stanie przetrwać całość – składam pokłony. I to niskie. Bo niestety jedyne co łączy OJ i Petersona jest zagmatwanie spraw, ich przekonanie o własnej niewinności i impertynenctwo połączone z arogancją.  Okropni ludzie.

To co jest natomiast bardzo ciekawe w całości to fakt, że obrońcy i sam Petersen zgodzili się, aby kamery towarzyszyły im przez cały czas. Wszystkie rozmowy, ustalanie strategii, przygotowania i dyskusje zostały nagrane. Ale to co zrobiło na mnie ogromne wrażenie jest możliwość zobaczenia jak działa amerykański system sprawiedliwości, jak przedstawia się fakty przed ławą przysięgłych, jak się tą ławą manipuluje.

Dawno nic mnie tak nie odpychało od siebie, a jednocześnie dawało do myślenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *