Syn Szawła – Idź i patrz

Kino dotyczące holocaustu miało już wiele twarzy. Były to oblicza mało uczciwe, wręcz obrazoburcze, jak i te rodem wyjęte z kronik. Minęło 71 lat. Oczywiście o takich tematach trzeba rozmawiać, ale czy język taśmy filmowej jest dobrym medium na wyrażanie opinii o tak bestialskim czynie? Twórcy „Syna Szawła” twierdzą, że tak.

Rok 1944, Auschwitz-Birkenau. 48 godzin z życia Szawła Auslandera, członka Sonderkommando – oddziału żydowskich więźniów zmuszonych asystować hitlerowcom w wielkiej machinie Zagłady – na krótko przed wybuchem buntu. W rzeczywistości, której nie sposób pojąć, w sytuacji bez szans na przetrwanie, Szaweł spróbuje ocalić w sobie to, co zostało z człowieka, którym był kiedyś.

Fabularny debiut László Nemesa nie przybiera w słowach, nie bawi się z widzem w symbolikę tylko wykłada karty na stół. Cały film stosuje technikę „śledzenia” Szawła. Mianowicie kamera jest cały czas do niego przyklejona, a my widzimy tylko bliskie otoczenie wokół niego. Co za tym idzie jesteśmy wrzuceni wprost do obozu koncentracyjnego i tego co pokazują twórcy

A pokazują nam dużo, oj dużo. Nemes słusznie zresztą stwierdził, że w tego typu historii nie można bawić się w chowanie trupów pod dywan. Nagie ciała „ślizgają się” po bokach ekranu, egzekucje dzieją się wprost przed widzem, bicia, tortury, podpalanie wszystko to widz uświadczy w tym filmie. Węgier próbuje w swoim filmie przypomnieć nam, jak okropnym piekłem były obozy koncentracyjne. I wie, że nie może się przy tym  bawić półśrodkami. Do tego jeżeli dodamy dźwięk, na który składają się praktycznie przemieszane krzyki w językach: polskim, niemieckim i węgierskim to można już sobie mniej więcej wyobrazić wizje jaką nas raczą twórcy „Syna Szawła”. Ciasne kina studyjne w tym wypadku nie pomagają.

Zawsze w takich przypadkach, można zastanawiać się nad intencjami reżysera. Czy chce on zrekonstruować rzeź tylko po to, aby…. była rzeź, czy chce przekazać widzom coś głębszego. Na szczęście tutaj mamy do czynienia z drugim przypadkiem. Reżyser „Syna Szawła” stara się nam odpowiedzieć na pytania: Jakie są granice człowieczeństwa? Gdzie się one znajdują w sytuacjach ekstremalnych? I Czy istnieje szansa na przebaczenie? Na te wszystkie odpowiedzi widz dostaje gotowe odpowiedzi. Choć nie do końca.

Myślę, że obiór tego filmu zależy od tego kto go ogląda. Rok temu „Syn Szawła” nie dostał pozwolenia na udział w niemieckim festiwalu filmowym „Berlinare”. Już to wiele mówi.Tu w Polsce, kraju z takim wielkim przywiązaniem do historii zwłaszcza tej tragicznej film Nemesa musi zostać odebrany pozytywnie. Tutaj wszyscy jesteśmy świadomi co się wydarzyło tam w tych obozach, nam nie trzeba tego przypominać to nie powinien być film dla nas.

Jednakże takie obrazy są w końcu potrzebne. Ponieważ ich humanizm(który tutaj jest całkiem sprytnie wpleciony w neo-realistyczne ramy)jest na tyle uniwersalny, że wychodzi poza konkretne ramy historyczne i uderza widza pięścią w twarz. Wielkie kino.

Ocena:8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *