Stylistyczne kataklizmy – Nissan Primera III

Co projektantom tego auta przyszło do głowy, że zaczęli budować tak paskudne samochody?

W poprzednim odcinku wyżywałem się na siostrzyczce, Micrze III, która również jest z tego samego miotu produkcyjnego. O ile miejskiemu hatchbackowi udało się przetrwać okres brzydoty (przez ludzi z zaćmą jest nawet uważana za ładną), tak już większemu braciszkowi nie bardzo i po tej serii, wykreślili z menu w Nissanowej restauracji punkt – Primera. Właściwie to nie jestem zdziwiony, ponieważ konstrukcja nadwozia Primawery to jakaś tam sobie bryła wyciosana tępym dłutem przez pijanych stylistów mających przepaski na oczach.

This slideshow requires JavaScript.

Patrząc na tego sedana czy tam liftbacka albo gran coupe, mniejsza. Tam nie ma jasno określonych proporcji, nie wiadomo nawet gdzie to ma przód a gdzie tył! I to do tego stopnia, że właściciele tych modeli podpisują na karoserii gdzie jest przód, a gdzie tył. Legendy głoszą, że wychodził on w trzech wersjach nadwoziowych. Sedan, liftback i kombi. O ile kombi idzie jakoś odróżnić od reszty (widać też, czy wsiadasz z dobrej strony), o tyle reszta to kompletnie pozlewane ze sobą kształty, które niczym się nie różnią. Po prostu do klapy sedana dospawali szybe, albo na odwrót.

Cała ta bryła futurystycznego pojazdu opancerzonego sprawia, że choćbyś spróbował wcisnąć tam 22 calowe felgi z dystansami, to i tak ich nie będzie widać, przez co jeżdżąc nim, wyglądasz jakbyś wypatroszył okna w pancerniku (tym małym zwierzaku, przypominającym chodzący hełm). Oprócz militarnych aspiracji, Primera stylistycznie jest po prostu cholernie nudna. Próżno szukać tu dodatków aerodynamicznych. Żaden tuner nie jest w stanie uratować tego samochodu, zmiana zderzaków nie wiele da, spoiler może być ew. praktyczny jakbyś chciał na nim pokroić cebulę.

Wnętrze jest na pewno porównywalnie o ile nie bardziej mdłe. W konsoli centralnej mamy jakiś komputer z lat 90′, tylko trochę mniejszy, ale równie toporny. Kierownica po prostu jest (ani to super ładne, brzydkie też nie), chociaż gdyby przykręcić drugą na przeciwko fotela pasażera, pewnie miałbym problem czy siedzę po dobrej stronie.  Idąc tym tropem, gdyby zamontować deskę z tyłu, To nie wiedziałbym czy wrzucając pierwszy bieg pojadę do tyłu czy do przodu. Fenomenalne.

Nie mam pojęcia po co montowane są zegary na środku deski rozdzielczej. Przecież tam są informacje ważne dla kierowcy. Pasażer ma się cieszyć, że jeszcze nie doszło do wypadku i nie spoglądać na wskazówkę licznika, obrotomierza czy właściwie czegokolwiek. Może się zająć zmienianiem radia z Radio Zet Gold na coś bardziej żywiołowego.

 

 

2 Comments Add yours

  1. Jaca napisał(a):

    Chciałem kiedyś kupić taki samochód… (przy 120 można nawet zapomnieć o słuchaniu własnych myśli)

    1. Krzysztof Pawlak napisał(a):

      To dobrze, że tego nie zrobiłeś. Miałbyś tylko jedną myśl w głowie… „Co mnie skłoniło, żeby kupić ten jeżdżący karton?” Poprzednie generacje są bardziej emocjonujące niż ta, która jest w środku swoistym office boxem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *