Stylistyczne kataklizmy #1 – Renault Vel Satis

Szefostwo Renault na pewnym etapie swojej kariery zapewne stwierdziło, że nie są im potrzebni projektanci z czymś co nazywamy gustem, tylko z ekstrawagancją na wysokim poziomie.

13946125165_e49b8c75a1_k
Foto: flicker.com

Efekty mamy w postaci częściowo spapranej stylistycznie gamy modelowej na czele z Megane II (Tylko kombi jakoś wygląda). Modelem flagowym, istną wisienką na torcie miał być model Vel Satis. Niestety jego nieproporcjonalne kształty sprawiły, że wygląda raczej jak jeżdżąca komoda, niż reprezentacyjny samochód, mogący być alternatywą dla klasycznych limuzyn. Gama silnikowa jest naprawdę spora, bo mamy do wybór spośród 11 różnych pozycji (przy czym tylko 4 jednostki są benzynowe). Od najsłabszego, dwulitrowego diesla (115KM), aż do topowej wersji 3.5 litrowego, benzynowego V6 o mocy 245KM.

13923021532_23cb82ff8a_k
Foto: flicker.com

Ekstrawagancja nie zawsze jest w cenie, przynajmniej nie w nadmiarze. Mawiają, że dobra felga zawsze podnosi atrakcyjność auta. Jednak tego pojazdu nie uratują nawet przepiękne alu felgi w dużym rozmiarze, ponieważ każde zginą marnie przygniecione przez źle poprowadzoną linię karoserii. Auto prezentuje się bardzo ociężale i masywnie. Jest przepowiednią skutków Amerykańskiego konsumpcjonizmu. Przednie reflektory rozjechane, każdy w przeciwnym kierunku jakby miały zeza. Aż dziw bierze, że świecą prosto, a nie na boki. Tył również nie zachwyca. Mamy przełożony bagażnik od Megane II, który nijak nie współgra z niczym.

SONY DSC
Foto: flicker.com

Wnętrze też nie napawa optymizmem. Klin wycięty w desce rozdzielczej miał zapewne nadać świeżości i lekkości, co zostałoby spełnione gdyby nie analogowy zegarek, który przepięknie niszczy całą estetykę i właściwie cała uwaga skupia się tylko na tym szkaradztwie umieszczonym w złym miejscu. Komfort podróżowania jak to we francuskich samochodach – kanapowóz. I pod tym względem spełnia pokładane w nim oczekiwania, lecz jako auto reprezentacyjne, reprezentuje tylko totalne bezguście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *