W starym, dobrym stylu – Lepiej późno niż wcale

Michael Caine, Alan Arkin, Morgan Freeman – każde z tych nazwisk gwarantują z reguły nie tylko sukces komercyjny, ale także i artystyczny. Najnowszy film Zacha Braffa (tak tego co grał w Hożych Doktorach) ma w obsadzie wszystkie wymienione  wyżej nazwiska. Mimo tego produkcja nie ma ambicji  podbicia kas kinowych. Braff chciał wykreować ciepłą letnią komedyjkę. Szkoda że i to mu nie wyszło zbyt dobrze.

Trzej najlepsi kumple – Willie, Joe i Al decydują się przełamać stereotyp spokojnych emerytów i po raz pierwszy w życiu zejść ze ścieżki prawości, kiedy ich fundusz emerytalny zostaje zlikwidowany. Aby samodzielnie opłacać swoje rachunki i nie stać się ciężarem dla najbliższych, trzej zdesperowani przyjaciele stawiają wszystko na jedną kartę i postanawiają napaść na ten sam bank, który pozbawił ich pieniędzy.

W starym, dobrym stylu próbuje być komedią w starym dobrym stylu. Wiecie, takim bezpiecznym filmidłem, który nawet nie będzie Was próbował zaskoczyć. Nawet jeżeli opis fabuły zapowiada satyrę na klasyczny heist movie, to nie dajcie się oszukać. Tutaj każdy uśmiech, każdy gest, dialog i zwrot akcji jest idealnie skrojony i umieszczony w odpowiedniej minucie filmu. Bardziej ekscytujące od oglądania tej komedii  jest granie w sapera na najniższym poziomie trudności

FOTO: IMDb

Nie samym jednak zaskoczeniem człowiek żyje. Film Zacha Braffa stara się nas rozluźnić i odprężyć, sprawić że widz poczuje się w sali kinowej jak w własnym salonie. To się nawet udaje. Żarty w filmie są opowiedziane po raz setny, ale nigdy nie przekraczają granicy dobrego smaku. Cały storytelling też jest oparty na słusznych i moralnych fundamentach. Motywacje bohaterów też są prawdziwe.  W starym dobrym stylu jest szczere i prawdziwe. Nikt tu nie próbuje okraść widza. Dostajemy dokładnie to czego się spodziewamy po zobaczeniu trailera.

Można się czepiać natomiast reżyserii. To właśnie ona jest wbrew pozorom najstarsza na planie. Zach Braff odniósł sukcesy zarówno jako aktor jak i reżyser komediowy, więc nadzwyczajnie dziwi brak wyczucia humoru w filmie. Reżyser tak bezpiecznie bazuje na schematach, że możemy mieć wrażenie iż oglądamy obraz debiutanta, który właśnie ukończył szkołę filmową. Wróć, nawet tam znajdziemy więcej eksperymentów.

FOTO: IMDb

Największym plusem filmu, jest jego magnes promocyjny czyli obsada. Freeman, Arkin i Cane mimo tego że nie wysilają się na ekranie to i tak wprowadzają do komedii mnóstwo energii. To w ich ustach suche i ograne żarty nabierają posmaku śmieszności. To oni również sprawiają że historia przedstawiona w filmie ma jakiekolwiek znaczenie i nie zostawia widza całkowicie obojętnego. Na dodatek na drugim planie dzieli i rządzi wciąż rześki Christopher  Lloyd, który jak zwykle swoimi komediowymi umiejętności podnosi ocenę filmu.

Powiem tak, jeżeli znajdziecie kiedyś ten film w koszu w supermarkecie za pięć złoty, kupcie go.  To idealny film do kotleta. Ale proszę nie idźcie na to do kina. Szkoda pieniędzy. No chyba że checię odpocząć od głośnych i hucznych blockbusterów, wtedy W starym, dobrym stylu może być idealnym filmem dla Was

Ocena: 4/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *