Sprzymierzeni – Pan i Pani Smith

Kiedy w początkowych scenach Robert Zemeckis cytuje „Lawrence’a z Arabii” nie zaciskamy z oburzenia  zębów ani paznokci. Dobrze wiemy, że twórca „Forresta Gumpa” to reżyser, który jako jeden z niewielu wyrobników w Hollywood posiada specjalne prawa. Nic więc dziwnego, że „Sprzymierzeni” to film zrobiony małym kosztem – zarówno gatunkowym jak i finansowym. Nie przeszkadza mu to jednak  być absolutnie dobrym widowiskiem.

1942 rok, Afryka Północna. Max Vatan (Pitt), oficer wywiadu, spotyka na swej drodze działaczkę francuskiego Ruchu Oporu Marianne Beausejour (Cotillard), zaangażowaną w śmiertelnie niebezpieczną misję na tyłach wroga. Po udanej misji zakochują się i biorą ślub, lecz to dopiero początek ich kłopotów.

„Sprzymierzeni” to laurka dla złotych lat Hollywoodu. Wojna jest tu tylko pretekstem do opowiedzenia historii miłosnej i wysnucia prostych, acz interesujących wątków na temat życia małżeńskiego w czasach zagłady. Zemeckis rzadko sięga po typowe kuglarskie środki przekazu. A jeżeli już to robi, to używa ich tylko i wyłącznie dla dobra narracji. Odróżnia to twórcę „Powrotu do przyszłości” od dzisiejszych reżyserów blockbusterowych produkcji. Dobra kultura kręcenia filmów, którą Zemeckis zaczerpnął przy współtworzeniu nurtu kina nowej przygody w latach 80. nadal jest wyznacznikiem stylu Amerykanina.

mv5bmtu3njk1nzqwnf5bml5banbnxkftztgwodmwnde2mdi-_v1_sx1777_cr001777888_al_
Foto: Daniel Smith / Paramount Pictures

Przeciętny widz może w tym filmie nie odnaleźć nic więcej poza  prostą historię miłosną, których były już tysiące. Ale o to po części tutaj chodzi. „Sprzymierzeni” to obraz, który  uchyla kapelusza do widza doświadczonego. Nie można też powiedzieć, że opisywany tutaj film to kontrapunkt dla współczesnego kina. Film Roberta Zemeckisa czerpie z nowożytnego kina wszystko co najlepsze. Czerpie ostrożnie. Wyczuwam tutaj fascynację najnowszymi blockbusterami, pohamowaną jednak, tradycją reżyserską sięgającą filmografii takich autorów jak Alfred Hitchcock.

Odwołań jest tutaj sporo. Główna oś fabularna rozpoczyna się na dachach Casablanci, a kończy się czymś co mógłby nakręcić dzisiaj Michael Mann, gdyby zachował resztki swojego stylu sprzed lat. U Zemeckisa melodramat idzie pod rękę z klasycznym kinem szpiegowskim, a nawet z kinem akcji. W filmie znajduje się nawet odwołanie do „Bękartów wojny” Quentina Tarantino. Całość jest jednak na tyle dobrze skrojona, że ogląda się to z uśmiechem. Zresztą Zemeckis to jeden z lepszych rzemieślników kina przełomu wieków, więc podczas seansu znajdujemy się w dobrych rękach.

mv5bmji5ndc0mtuzof5bml5banbnxkftztgwnze1mde2mdi-_v1_sy1000_cr0014981000_al_
Foto: Daniel Smith / Paramount Pictures

W tej stylizacji możemy obserwować kreacje Brada Pitta i Marion Cotillard. Trudno w tym przypadku nie poruszyć tematu kontrowersji związanych z rozwodem gwiazdora filmu z Angeliną Jolie. Ale jeżeli prawnicy Brada przegrają z prawnikami Angeliny, to niewykluczone że „Sprzymierzeni”to jeden z jego ostatnich występów w mainstreamowym kinie. Pitt już nie ma takiej pozycji w Hollywood co dekadę temu. Recenzowany tutaj film przypadkowo odzwierciedla tą sytuację. Brad Pitt gra tutaj z estymą gwiazdora u zmierzchu kariery. Szorstki, nieprzyjemny, ale  z wielkim sercem, twardo stąpający po ziemi, honorowy gość. Amerykanin w swojej roli znakomicie odzwierciedla klimat kina z pogranicza lat 40. i 50. Marion Cotillard ma zdecydowanie mniej materiału na ekranie. Ale jej rola jest równie udana. Wykorzystuje ona każdą scenę, każdą kwestię aby zbudować swoją postać. Na zgubnych mieliznach oklepanego scenariusza Cotillard buduje postać, która jest czymś więcej niż hołdem i kliszą gatunkową.

„Sprzymierzeni” to film intrygujący. Czerpiący beznamiętnie z klasyki gatunku, jednocześnie zafascynowany nowoczesnym dialogiem kina rozrywkowego. Nawet kiedy Zemeckis przegina i szarżuje, to wyraźnie to zaznacza. Ogląda się to z przymrużeniem oka. Jeżeli kochacie filmy z przełomu lat 40. i 50. XX wieku to gwarantuje wam, że docenicie ten film. Z kolei jeżeli nie przepadacie za tego typu kinem, to wciąż zostaję wam strawne romansidło bez tanich chwytów. To całkiem sporo jak na dzisiejsze standardy.

Ocena:6/10

0 Comments Add yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *