Spider-Man: Homecoming – Hello Mr. Stark!

„Dokładnie tego mi było trzeba” – powiedziałem te słowa w duchu wychodząc z kina. Postać stworzona przez Toma Hollanda to Spider-Man na jakiego czekałem.

Pierwsze klatki filmu osadzają widza w czasie świeżo po pierwszym filmie Avengers. Dostajemy sceny, które mają nas uświadomić, że cały ten bałagan, który narobili herosi z pierwszej części mścicieli, musiał się odbić na mieszkańcach miasta. Robotnicy odgruzowują zaistniałe pobojowisko, mając bezpośredni kontakt z nowymi technologiami, które dosłownie spadły z nieba. Dodatkowo są oni sfrustrowani ciągłym pomiataniem przez wielkie korporacje, co rodzi idealne podłoże pod kręcenie interesów na boku.

foto: IMDb.com

W tym czasie Tony Stark (Robert Downey Jr.), próbuje bawić się w mentora, pokazuje młodemu Parkerowi, że musi się jeszcze wiele nauczyć, zanim stanie się bohaterem na skalę globalną. Proponuje mu, żeby szkolił się na swoim podwórku w Queens i tak jak dotychczas pomagał lokalnej społeczności. Jednak powiedzmy sobie szczerze. Kto z nas by wytrzymał będąc na jego miejscu? Ja na pewno nie. Postąpiłbym zapewne tak samo albo i jeszcze gorzej. Mając takie umiejętności do dyspozycji, bardzo trudno jest stać na uboczu, mimo że tak się powinno zrobić. A może jednak on miał rację? W końcu człowiek uczy się na błędach.

To co jest cudowne w najnowszej odsłonie człowieka pająka, to właśnie ludzka strona głównego bohatera i pokazanie od kuchni pewnych elementów marvelowskiego świata. I to są główne filary, na których oparty jest cały film. Nie jest to ciągłe podkręcanie akcji przez coraz bardziej efektowne sceny walk. Klimat filmu jest umiarkowany jak na filmy marvela, jednak nie są to przegadane sceny akcji jak z pierwszych części z Tobey’m Maguire’m. Mam wrażenie, że ta produkcja była tworzona w laboratorium, ponieważ wszystko jest tutaj idealnie wyważone. Dialogi, muzyka, sceny akcji, absolutnie wszystko.

foto: IMDb.com

Nawet antagonista nie zawodzi. Adrian Toomes aka Vulture, czyli postać grana przez Michaela Keatona, jest gościem zmuszonym przez sytuację życiową do zejścia na ścieżkę przestępczą. Nie jest to facet zepsuty do szpiku kości, chociaż nie możemy powiedzieć, że jest aniołkiem. To bardzo inteligentnie wykreowana postać zwykłego robotnika, który odnalazł swoją szansę zaistnienia dzięki konstruowaniu i sprzedawaniu broni na czarnym rynku.

Co do dialogów. Są one w tym filmie jednymi z najlepszych z całego universum Marvela, pod względem doboru słów do danej sytuacji. Każde zdanie jest przemyślane. Lekkie gagi i żarty sytuacyjne dodają świetnego, humorystycznego klimatu i utwierdzają mnie w przekonaniu, że dostałem to, czego oczekiwałem zanim wszedłem na salę kinową. A nawet o wiele więcej. Nie chcę się rozpisywać mocno na temat tej produkcji, bo mogę Wam przez przypadek coś wypaplać, a to by było straszne. Wszystkim lubiącym tego typu filmy i nie tylko, serdecznie polecam. Kawałek świetnego kina.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *