„Słodki koniec dnia” – Klatka powinności

dnia

Ciężkie i niebezpieczne są ścieżki, które w Słodkim Końcu Dnia wybiera Borcuch. W końcu nie poprzestaje na niuansowaniu gdzieś już przebrzmiałym dramatem jesieni życia, ale uparcie i skutecznie żeni ze sobą, na błoniach włoskiej prowincji, brzmienie sinatrowskiego „My Way” ze światem, który chyba bierze się trochę za bardzo na poważnie.

Maria Linde (Krystyna Janda) zbudowała sobie archetyp życia idealnego – przebolewając śmierć rodziców w Holokauście emigrowała do Włoch, została nagrodzoną Noblem poetką, stworzyła kochający dom między toskańskimi pagórkami. Nie uświadczymy tu jednak oczekiwanych klisz – bohaterka nie osiądzie na laurach, nie znajdzie szalonej, nowej miłości, nie odhaczy kilku ostatnich punktów przysłowiowej bucket list. Co znajdziemy, to pokłosie po znanych sposobach egzekwowania tych motywów na łamach kultury – będzie bunt bez punktów zwrotnych, konsekwencje bez rozdmuchanego rozemocjonowania i czasami przeforsowane pytania o nakreślanie przez konwenanse i oczekiwania społeczne, granice wolności.

FOTO: IMDB

To, co tworzy bohaterkę jaką poznajemy, wybrzmiewa poza kadrem, sugerowane w subtelnościach. Otwierająca film sekwencja zawiera w sobie przecież pijacką paradę po polach prowincji z medalem Nobla pod baldachimem zachwytu przyjaciół bohaterki, niespecjalnie przejętej możliwym ryzykiem i prawdopodobnym losem nagrody. Nie inaczej jest chwilę później, kiedy w konsekwencji dziecięcych zabawach znika wnuk – Maria nie przyjmuje postawy troskliwej babci, nie tonie w panice, nie odgrywa oczekiwanej od niej roli.

FOTO: FILMWEB.PL

Nie trudno się w narracyjnym schemacie odnaleźć, nie potrzeba do tego sorrentinowskiego, pulsującego seksem i obłudą Rzymu. Wystarczy wyczuta, opanowana Janda, przekształcająca nie stroniący od politycznych wydźwięków obraz, w monodram. Kiedy film nabiera rozpędu, bohaterka wywołuje powszechne zmieszanie wokół swojej osoby wypowiedzią komentującą poprzedzający galę wręczenie tytułu honorowego obywatela, atak terrorystyczny, legenda kina moralnego niepokoju, trzyma swoją postać w ryzach. Bo teraz wszyscy oczekują wytłumaczeń. Cały literacki świat, media plotkarskie i wreszcie widzowie, przed którymi ani twórcy ani odtwórczyni głównej roli, nie chce wyłożyć odpowiedzi na blat. Poczucie skonfundowania jednak szybko ustępuje, niezależnie od tego co Linde mówiła, nie służy to wartości merytorycznej. Wyrażając swoje zdanie o zamachu i społecznych reakcjach, poetka daje upust własnym frustracjom – zamknięciu w ramach konwenansu społecznego, oczekiwań do spełniania roli autorytetu moralnego, dobrej żony, babci i kobiety wyrzekającej się jawnej namiętności w stosunku do egipskiego emigranta, który w Volterrze z dnia na dzień staje się obiektem społecznych ataków.

FOTO: IMDB

Jeśli dla nowego filmu Borcucha szukać tropów interpretacyjnych, nie przyjdzie nic łatwiejszego niż podsuwany w filmie tak czy inaczej, Sintara, słowami Paula Anka podsumowującego swoje dotychczasowe życie. Postać Marii na dotychczasowym życiu jednak nie przestaje, nadal żyje romansem, wolnością, zakupem nowego Porsche. Ciągłością witalnego, nieskrępowanego życia kontestuje niezgodę z powinnościami, samej nazywając swoje stare ciało tylko jedną z sukienek.

Można Słodkiemu końcowi… zarzucać pozorną mnogość i pobłażliwość w traktowaniu poruszonych tematów, ale nie można by powiedzieć, jakoby cierpiała na tym spójność fabularna. W komentarzu kondycji współczesnej Europy widnieje przecież znacznie więcej niż znaczenie polityczne. Poetka po powszechnie podburzającej przemowie zasypywana jest gradem pytań, oczekiwana do wystąpienia naprzeciw i wytłumaczenia się z, jak niektórzy mogliby to nazwać, oszczerstw, a tutaj na przód występuje błyskotliwość scenariusza. Bowiem jaki inny czas, niż targany kryzysami XXI wiek byłby cięższym okresem do spędzenia schyłku życia, żyjąc jego pełnią, nie zważając na oceny i nie mając nic do stracenia. Czy kultura zachodu była kiedykolwiek w momencie tak jasno ustalonych wymagań społecznych i potrzeby wobec każdego, do obrania jasnego stanowiska w ciągłym konflikcie światopoglądowym?

FOTO: IMDB

I choć piękno subtelności w finale przecieka Borcuchowi przez palce zaciśniętej do wbijania przyciężałych metafor pięści, to Słodkiemu Końcowi Dnia nie umyka swoje pesymistyczne sedno – nasze życia nie przeminą pod znakiem urodzajnej wolności w świecie, który targany społecznymi napięciami nie chce pozwolić sobie na przestrzeń niedookreślenia.

Ocena: 7/10.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *