PO ŚLADACH DONIKĄD. „Reykjavik’74” w reżyserii Katarzyny Kalwat

dnia

Lubimy wiedzieć, być czegoś pewni, być przygotowani na każdą możliwość. I chociaż czasami przyznajemy, że spontaniczność jest „taka fajna”, bo wypatrujemy dreszczyku emocji i nowej przygody, to na dłuższą metę nieustanna niepewność wprowadza realny lęk przed następnym dniem. Jednak nie tylko spontaniczność może sprowadzić strach i niepokój – dążenie do wiedzy i pełnego poznania danej sytuacji nagle odkrywa złożoność sytuacji. Kiedy szukasz sedna nagle okazuje się, że możliwości jest jeszcze więcej, niż się sądziłeś. I może lepsza byłaby już przewidywalność, pewność i jedna jedyna prawda.

Wydawałoby się, że jeśli mówimy o faktach i prawdzie, to będą one miały jeden wymiar, będą przejrzyste i jasne. Niestety, jak się okazuje w większości spektakli reżyserowanych przez Katarzynę Kalwat, prawda jest pojęciem zmiennym, bardzo granicznym, na które ma silny wpływ tajemnica i pewnego rodzaju zmowa – można wywierać na nią presję, co spowoduje, że perspektywa szybko przestawi się na inny tor.

fot. Tomek Tyndyk

Kalwat nie zrezygnowała z podejmowanych przez siebie wątków – ponownie we współpracy z Martą Sokołowską (autorką scenariusza), zajrzały do dokumentów sprawy budzącej sprzeczne emocje, która od roku 1974 nie doczekała się jeszcze ostatecznego rozwiązania. Razem z aktorami (Matylda Podfilipska, Jolanta Teska, Tomasz Mycan, Paweł Tchórzelski, Bartosz Woźny) stworzyły grupę badawczą, która nie tylko ma przekazać publiczności historię o tajemniczym zaginięciu dwóch mężczyzn na Islandii w 1974 roku, których ciał nigdy nie odnaleziono. Ale także przeprowadzić własną rekonstrukcję zdarzeń przy pomocy zdobytych wiadomości, zdjęć, rozmów…

źródło: Nowości. Dziennik Toruński

Aktorzy raz posługują się własnymi imionami, zaznaczając też przez to, że sami próbują rozwiązać problem, że jeszcze za wiele pozostaje do uporządkowania, aby za chwilę przyjąć perspektywę bohaterów – zarówno tych oskarżonych, ale i tych oskarżających.

źródło: Nowości. Dziennik Toruński

W tym eksperymencie rozgrywającym się w umownie podzielonej przestrzeni (miejsce przesłuchań, klif, dom bohaterów…) wszystko odbija się w lustrze, które zniekształca to, co dzieje się na scenie. Dla mnie właśnie to lustro pokazuje trud zmagań bohaterów, trud podjęty przez twórców spektaklu czy ogólnie trud, jakim jest dotarcie do sedna sytuacji.

źródło: Nowości. Dziennik Toruński

Cały spektakl jest sumą opowieści o jednym wydarzeniu, gdzie każdy z uczestników próbuje dojść po odnalezionych śladach do celu – tylko właściwie nie dochodzi nigdzie. Bo każdy z nich ma swoją perspektywę i przepuszcza fakty przez swoje wspomnienia i doświadczenia. Chcieliby być czegoś pewni, ale istota rzeczy ciągle im się wyślizguje z rąk i akt…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *