Sieranevada – A to Polska właśnie

Jeden z najgłośniejszych filmów zeszłorocznego Cannes miał niedawno swoją polską premierę. Choć nie zdobył żadnych znaczących nagród, część krytyków błyskawicznie okrzyknęła go arcydziełem. Aktualnie wędruje po naszych kinach, bez szczególnego zainteresowania ze strony mainstreamowej widowni. Trochę to rozczarowujące, bo pomimo takich czynników jak niebotyczny czas trwania zestawiony z zawartością, nie jest to film hermetyczny, a problemy przez niego poruszane powinny być gwarantem zainteresowania polskiego widza. Jak to jest z tą Sieranevadą?

Senior rumuńskiej rodziny właśnie wyzionął ducha i reszta familii zbiera się, by zgodnie z tradycją zjeść posiłek na cześć zmarłego. Sytuację obserwujemy z perspektywy Larego (Mimi Brănescu) – wykształciucha w średnim wieku, który to pozbawiony obecności najbliższych (żona, typowa mieszczańska snobka jedzie na zakupy, a dzieci zostają w domu) musi sam sobie radzić z przetrawieniem obecności nieznośnych krewnych. Większość z nich tak naprawdę nie chce tam być, marzą o tym, by mieć uroczystość za sobą. Ciągle jednak jakieś nowe okoliczności powstrzymują sprawny przebieg stypy. A to ksiądz nie przychodzi, a to spokój zakłócają nieprzewidziani goście, a to tradycyjny rytuał pokoleniowego przekazania garnituru nieboszczyka nie może dojść do skutku, bo ten jest za duży na młodego…

Foto: IMDb

Więc jakaś fabuła tu jest, są problemy, konflikty, ale w filmie Puiu to wszystko drugorzędne. Centralnym punktem oparcia stają się postacie i relacje między nimi, będące swoistym mikrokosmosem postaw i nastrojów społeczeństw postkomunistycznych wschodniej Europy. Mamy wspomniane już nowobogackie małżeństwo, pragnące odcięcia od obskuranckiego pochodzenia męża i dostosować się do nowoczesnego świata. Jest i figura nieco egocentrycznej matki, wdowy po zmarłym, która chce by wszystko było jak dawniej, zachować świętość tradycji. Jej cechy uwydatnia skrajniejszy przypadek w osobie jednej z ciotek, radykalnej komunistki gloryfikującej stary system i oczerniającej kler w towarzystwie, by potem milknąć na widok duszpasterza. Wciąż powracające problemy nieszczęśliwego małżeństwa słabowitej, egzaltowanej kobiety i zdradzającego ją choleryka. Młode pokolenie szukające alternatywnych wzorców dla siebie – dziewczyna w wirze klubowych imprez, chłopak zafiksowany teoriami spiskowymi. W końcu siostra głównego bohatera, próbująca uszczęśliwić wszystkich, zachować jakieś pozory normalnych więzi rodzinnych.

Bohaterów poznajemy najpierw jako karykatury, ale z czasem zaczynamy ich stopniowo coraz lepiej rozumieć, jako ludzi z krwi i kości. Bo czy nie jest tak czasami w waszych spotkaniach rodzinnych, że widząc jakiegoś krewnego raz do roku, zapamiętujecie o nim tylko jakieś charakterystyczne bziki, chyba że odbędziecie z nim choć jedną poważniejszą rozmowę? Też zdarza się wam zapomnieć, kto jest kim dla kogo, w tym natłoku nieobecnych na co dzień w waszym życiu osób?

W filmie Puiu nie ma tradycyjnej ekspozycji. Zostajemy wrzuceni w centrum akcji, niczym podsłuchujący szpiedzy i samodzielnie analizujemy zawiłości ich wzajemnych relacji. Jeden dialog sprawi nam mylne wrażenie, że doskonale wszystko rozumiemy i możemy stawiać sądy, inny otworzy nam nowe pola interpretacji. Powoli wszyscy członkowie licznej obsady przekonują nas do siebie i zanurzamy się w ich świat, przestajemy dbać o rozwój dramaturgiczny. Trwamy z nimi w tych długich chwilach i zaczynamy rozumieć, że jak w prawdziwych rodzinach – nic tu nie jest jednoznaczne i trzeba wysłuchać racji każdego.

Foto: IMDb

Udaje się to wszystko dzięki nienagannemu warsztatowi reżysera, operatora i aktorów. Zdecydowana większość akcji rozgrywa się w klaustrofobicznej przestrzeni blokowego mieszkania, ale mimo ciągłego przebywania z tą samą grupą bohaterów w powtarzających się pomieszczeniach, nigdy nie odczuwamy ściśnięcia i ograniczeń. Kamera znajduje coraz to nowe sposoby świeżego podejścia do wędrowania po dramatach bohaterów w nieprzerwanych ujęciach i quasi-dokumentalnym kadrowaniu. Wszystko wypada wyjątkowo naturalnie od strony inscenizacyjnej i jednocześnie nigdy nie wkrada się monotonia, inna od tej, jaką przeżywają bohaterowie. Wróćcie pamięcią do długich ujęć z Ostatniej rodziny, tylko tym razem mniej statycznych, organicznie zaangażowanych w akcję filmu.

To dzieło miejscami zabawne, wręcz tragikomiczne, innym razem autentycznie gorzkie, stawiające przed nami dramaty w surowej formie, nigdy jednak bezrefleksyjne. Reżyser nie komentuje niczego, nie mówi nam jak mamy reagować na kolejne sceny. Nie ma tu nadmuchanych emocji, patetycznej muzyki czy manipulującego montażu. Pokazuje nam pewną sytuację i pozwala nam na własną rękę ją diagnozować  i zastanawiać się, co o tym wszystkim myśleć.

Nie wszyscy wykonawcy w filmie są szczególnie doświadczeni aktorsko, ale bez wyjątku spisują się na medal. Nigdy nie przestajemy wierzyć, że ich postacie są prawdziwymi ludźmi, a kwestie przez nich wypowiadane nie sprawiają wrażenia napisanych. Dzieło doskonale naśladuje zwyczajne życiowe sytuacje, w rodzaju gadatliwego księdza, którego wszyscy domownicy chcą się jak najszybciej pozbyć, czy bezsensownych kłótni o „logistyczne” drobnostki. Nigdy jednak udawanie dokumentu nie staje się celem samym w sobie, a zawsze pretekstem do odniesienia pojedynczych epizodów do mentalności całego zobrazowanego społeczeństwa.

Foto: IMDb

W przypadku polskiego widza filmu, nie ma praktycznie mowy o żadnej kulturowej barierze. Może z wyjątkiem różnic religijnych, wszystkie przywary przedstawione w Sieranevadzie można odnaleźć także w naszym narodzie po ’89. Wiem z autopsji, że doświadczenie na sali kinowej jest czymś dla publiczności naprawdę fascynującym i każdego zaskakuje, jak bliskie są zobrazowane przez Puiu problemy.

Mimo wszystko nie jest to rzecz dla każdego. Jeśli perspektywa trzech godzin spędzonych na stypie, podobnej wszystkim na jakich mieliście nieszczęście być, jest dla was odstraszająca – lepiej podchodzić do filmu z ostrożnością. Dla cierpliwych i nieoczekujących sensacyjnych fabuł czy ucieczki do innego świata, będzie to kawał intrygującego kina. Mistrzowsko zrealizowana panorama społeczna zamknięta w ciasnych przestrzeniach, mogąca służyć za auto-diagnozę także dla naszego społeczeństwa. Takich filmowych wydarzeń nie przeżywa się często.

Ocena: 8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *