Jak się obżerać, żeby nie być głodnym?

Żyjemy w kulturze przesytu. Truizm. Pytanie: jak w pędzącym na złamanie karku współczesnym świecie znaleźć czas, aby być na bieżąco ze wszystkimi wartymi uwagi filmami, serialami czy grami
(o muzyce i literaturze nie wspominając)? Odpowiedź jest równie trywialna – nie da się. Owszem, próbować można, ale poza zrujnowaniem sobie życia towarzyskiego, pogrążymy jedynie nasze zdrowie psychiczne, może w najlepszym wypadku mocno je nadwątlimy. Zatem jak w konsumenckim pędzie nie trafić do grona ignorantów, którzy w trakcie rzeczowej dyskusji nad meandrami nowego sezonu popularnego serialu potakują jedynie głową, głupio się przy tym uśmiechając?

Ponownie, na to remedium również nie istnieje. Daleki jestem od pochwalania, jak się wydaje, niezbywalnej postawy neuroz naszych czasów, tj. ignorancji. Nie zrozumcie mnie źle, nie znaczy to, że od razu roszczę sobie prawo do zostania jej moralnym adwokatem. W niniejszym felietonie postaram się dotrzeć do jej źródeł, żeby wspólnie z Wami choć odrobinę ukoić nasze zszargane sumienia. Jako subskrybent trzech największych platform VOD dostępnych w Polsce ( Netflix, HBO GO i Showmax) nie mam tu na myśli piracenia z  torrentów i innych praktyk korsarskich. Bardziej chodzi mi o to uczucie zażenowania towarzyszące wymianom doświadczeń z innymi konsumentami kultury, kiedy to czegoś się nie widziało czy nie słyszało, najoględniej mówiąc –  w dupie się było i w dupie się jest. To oraz chorobliwe wystrzeganie się spoilerów, które są największą bodaj zmorą takich konwersacji, na które jedni mają alergię, a inni mają je w głębokim poważaniu (licząc na swoją zawodną pamięć i zdolność do wypierania faktów).

Zacznę od krótkiego rachunku sumienia, swoistej litanii do kulturowego bożka, przedstawienia Wam mojej ,,kupki wstydu”, żebyście poczuli się lepiej:

  • z filmów nie widziałem: żadnego z Busterem Keatonem, z Marylin Monroe,żadnego filmu Kurosawy, żadnego reprezentującego Niemiecki Ekspresjonizm, widziałem zaledwie po jednym filmie Godarda i Orsona Wellesa, z kina współczesnego zaś nie widziałem Avatara, Władcy Pierścieni,  ani Hobbita ( o Avengersach i całym uniwersum Marvela nie wspominając). Nie wstydzę się tego.
  • z seriali obce są mi: Breaking Bad, True Detective, Fargo, Gra o Tron (!), House of Cards, Dexter, Zagubieni, Prison Break, The Wire, Rodzina Soprano. Nie wstydzę się tego.
  • nie zagrałem nigdy w: The Legend of Zelda, Metal Gear Solid, Final Fantasy, Mass Effect i w końcu naszą chlubę narodową – Wiedźmina 3: Dziki Gon. Nie wstydzę się tego.

Głównym ogranicznikiem nadrabiania wyżej wymienionych jest czas. Mimo najszczerszych chęci i szeregu poświeceń nie sposób być na bieżąco ze wszystkim. Wymagałoby to niezwykle uporządkowanego i rygorystycznie egzekwowanego planu, na który stać chyba tylko buddyjskich mnichów. Plan taki nie znosiłby improwizacji, nie dopuszczałby odstępstw, ani uchybień.

Skoro już wyzbyliśmy się złudnej nadziei na zaspokojenie wszystkich naszych potrzeb ( co swoją drogą jest kołem zamachowym żartów na fanpejdżu polskiego Netflixa), w jaki sposób dokonywać selekcji kolejności spożywanej w ilościach hurtowych kultury?  Obrać kryterium chronologiczne, czyli de facto skakać po kolejnych kamieniach milowych ewolucji wybranego medium? Na zasadzie – najpierw kino nieme, następnie po przełomie dźwiękowym – klasyczne, dalej nowofalowe itd. kolejno, dekadami. Siermiężnie akademickie, żmudne i zwyczajnie odstręczające. Inną taktyką jest podążanie za powszechnymi trendami, żeby móc swobodnie błyszczeć w towarzystwie znajomością perypetii makiawelicznego Franka Underwooda czy tym, kto zasiądzie na Żelaznym Tronie.  Zmuszanie się do oglądania czegoś, na co nie ma się większej ochoty, tylko po to, aby móc uczestniczyć w pozornym fandomie wydaję mi się być zgoła chore, a samo poczucie ekskluzywności i potrzeba natychmiastowego dostępu do premierowego odcinka – mocno przereklamowana.

Potwierdzam to klinicznie, wysokie oczekiwania to niemal zawsze wielkie rozczarowanie.  Niezwykle rzadko udaje mi się wyczekiwać z utęsknieniem premierowych wydarzeń ze świata kultury audiowizualnej. Takim wyjątkiem w ostatnim czasie objąłem m.in. wydarzenie, jak mi się wydawało bezprecedensowe, czyli powrót Davida Lyncha do miasteczka Twin Peaks. Twórca ten jest o tyle wyjątkowy, że nigdy nie wiadomo czego się po nim spodziewać, tym bardziej jeśli wraca do kultowego serialu po 25- letniej przerwie.  Dzięki transmisji w polskim HBO udało mi się obejrzeć podwójną premierę  (odcinka pierwszego i drugiego, trzeciego sezonu) równocześnie z widzami zza Oceanu, w nocy 21/22 maja, odpowiednio o 3 i 4 czasu lokalnego. Początkowa ekscytacja przerodziła się w rosnące zaintrygowanie, po czym nagle ustąpiła miejsca znużeniu. Zrzucam to na karb godzin seansu. Dotychczas do Twin Peaks nie powróciłem, czekam na kompletny pakiet 18 odcinków.

Podobnie było z trzecim sezonem Ricka i Morty’ego – flagową produkcją Adult Swim. Po pierwszym odcinku nowej serii, który nieoczekiwanie miał premierę w Prima Aprilis, świat ponownie wstrzymał oddech  w nocy z 30 na 31 lipca ( w Polsce o godzinie. 5.30) wraz z planowanym odcinkiem drugim. Transmitowany bezpośrednio na witrynie internetowej stream okazał się mieć, jednakże blokadę regionalną według adresu IP użytkownika. W związku z czym Amerykanie mogli swobodnie delektować się nowymi przygodami szalonego naukowca – alkoholika i jego wnucząt, podczas gdy reszta świata mogła obejść się smakiem ( w tym Kanadyjczycy). Administratorzy strony przestrzegali przed niewchodzeniem na stronę, aby nie spowalniać transferu uprawnionym do odbioru użytkownikom. Oczywiście poskutkowało to zgoła odmiennym efektem. W akcie zemsty zazdrosna Europa i reszta świata z uporem maniaka wchodziła w link ,tylko po to by uniemożliwić oglądanie Amerykanom. I oczywiście cała sytuacja  zogniskowała się na fanpejdżu Ricka i Morty’ego  wywołując tym samym wielką gównoburzę. Wulgarnością i kreatywnością niejednokrotnie przewyższającą dokonania twórców serialu. W ostatecznym rozrachunku poskutkowało to padnięciem serwerów i całkowitym zablokowaniem możliwości oglądania animacji poza terenem USA. Szczęśliwie serial będzie od najbliższego piątku do obejrzenia w telewizji na antenie stacji Comedy Central.

źródło: adultswim.com

Powyższe doświadczenia nauczyły mnie jednego – najbardziej satysfakcjonujące jest samo oczekiwanie i możliwość uczestniczenia w wiekopomnej chwili. Będę mógł z dumą powiedzieć – byłem tam, czuwałem wtedy, próbowałem obejrzeć, a następnie zrelacjonowałem to komuś.

Może najprostszą strategią jest po prostu wsłuchanie się w siebie i włączenie filmu, serialu czy gry, na którą ma się w danej chwili największą ochotę? Otóż, to również nie okazuje się wcale takie proste. Po pierwsze – mimo wszystko wciąż, jak się okazuje, nie do wszystkiego mamy natychmiastowy dostęp (mowa o legalnych źródłach). Po drugie – podszepty serca bywają zwodnicze. Ile to już razy przeszedłem od ochoty ,,na coś lżejszego” po Antonioniego i Bergmana, których oglądania się ostatecznie zląkłem z powodu świtającego słońca.   Zbyt wiele nocy upłynęło mi pod znakiem szukania inspiracji za pomocą technik paramedytacyjnych rodzaju ,,jednego meczyku” w Fifę na rozluźnienie, w rezultacie kończących się fiaskiem i nieobejrzeniem niczego. Problemy pierwszego świata.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *