Shin Gojira – Powrót Godzilli

Godzilla jest jednym z najsłynniejszych potworów w historii popkultury. Istnieje już ponad 60 lat w masowej świadomości, doczekał się najdłuższej serii filmowej w historii. Po 12 latach Japończycy powrócili do kultowej marki w filmie Shin Gojira (znanym również jako Godzilla Resurgance).

Reżyserem jest Hideaki Anno, twórca m.in. anime Neon Genesis Evangelion. W tamtym dziele wykazał się odważnym, oryginalnym podejściem – połączył widowisko o walkach wielkich robotów z poruszającym dramatem psychologicznym i chrześcijańskiej symboliki. W Shin Gojira również postanowił w nietypowy sposób podejść do tematu. Zależało mu na czymś bardziej poważnym i realistycznym, zamierzał przedstawić klasyczną historię Godzilli z perspektywy japońskich polityków i specjalistów. Hideaki Anno znany jest również z tego, że czasem miewa zbyt wielkie ambicje, nie zna umiaru, czego Shin Gojira jest przykrym przykładem.

MV5BYjYyNzBkZWUtMjY3YS00MWVkLTgyZTYtOGQyM2MwOTk2YjU1XkEyXkFqcGdeQXVyNTk0MzMzODA@._V1_SX1777_CR0,0,1777,960_AL_
Foto: IMDb

Tona postaci, zero charakteru

Film jest niczym innym, jak prawie 2 godzinną ekspozycją. Większość czasu spędzamy w zamkniętych pomieszczeniach, w których grupa polityków i ekspertów prowadzi długie dyskusje. Poruszane są chyba wszelkie najnudniejsze aspekty – jak ataki Godzilli wpłyną na gospodarkę, politykę zagraniczną itd. Mimo, iż zdecydowana większość filmu skupia się na dialogach nie uświadczymy nawet ułamka bohatera z krwi i kości.

Przewija się masa postaci, ale nigdy nie mamy szansy dobrze poznać kogokolwiek z nich. Nie posiadają osobowości, charakteru, nie wzbudzają zainteresowania ani sympatii. Jedyne co ich definiuje to stanowisko polityczne. Żaden z tych domniemanych bohaterów nie pełni nawet czynnej funkcji. Wszystkie postacie tylko siedzą bezpiecznie w zamkniętych pomieszczeniach i rozmawiają. Nikt nie jest ani przez moment zagrożony, nikt nie wchodzi w kontakt z Godzillą. Twórcy nie dają nam żadnego powodu dla którego chcielibyśmy przejmować losami tych gadających głów. Nie pomaga w tym kiepskie aktorstwo. Aktorzy albo są kompletnie wyprani z uczuć, albo mają skłonność do przesadnej ekspresji. Film prawie w ogóle nie pokazuje cywilów – czyli ludzi, którzy są najbardziej poszkodowanymi po atakach potwora. Twórcy w żaden sposób nie starają się wzbudzać emocji. Nawet sceny z udziałem Godzilli są mało emocjonujące, bo potwora zwykle oglądamy z dużego dystansu.

Łopatologiczne przesłanie

Shin Gojira posiada także naprawdę topornie wplecioną symbolikę. Film porusza problemy, które były do znudzenia wałkowane w serii. Znowu mamy rozliczenie z bombardowania na Hiroszimie i Nagasaki, znów Godzilla jest alegorią zagłady nuklearnej. Aluzje do drugiej wojny światowej podane są w bardzo niesubtelny sposób (np. „Amerykanie po raz trzeci nas zbombardują”), oraz tłumaczy wprost symbolikę potwora (nawet etymologię słowa „Godzilla”). Twórcy nie szanują inteligencji widzów, tłumaczą nawet największe banały.

Jakby tego było mało, film posiada niepokojąco skrajnie prawicowe przesłanie – potępiające politykę zagraniczną i gloryfikujące izolacjonizm. W trakcie ataków Godzilli kraje z Zachodu (z Stanami Zjednoczonymi na czele) narzucają Japonii swoją wolę i pragną pod pretekstem potwora zbombardować kraj bronią nuklearną. Reakcja japońskiego premiera („Amerykanie po raz trzeci nas zbombardują”) wyraźnie daje do zrozumienia, że Amerykanie zawsze byli wrogami Japonii, którzy tylko czekają na odpowiedni moment do ataku. Shin Gojira przekonuje, że nie powinniśmy współpracować z innymi krajami, że każdy obcy tak naprawdę pragnie nas zniszczyć i podporządkować.

Łyżka miodu w beczce dziegciu

Jedyne co mogę uznać za plus, to całkiem ładne zdjęcia i parę niezłych scen akcji. Ujęcia rozpadających się budynków i eksplozji robią naprawdę dobre wrażenie. Scena, w której Godzilla niszczy miasto atomowym oddechem wygląda spektakularnie. Szkoda, że jest tego tak niewiele.

Film próbuje wzbudzać odrobinę nostalgii – niczym w starych, japońskich filmach wykorzystano praktyczne efekty specjalne (aktor w gumowym stroju jako Godzilla, makieta imitująca miasto), oraz klasyczne utwory Akiry Ifukube. Nie jest to jednak żadna rewelacja – każdy dotychczasowych japoński film z Godzillą (nawet Godzilla: Ostatnia Wojna z 2004) stosował identyczne zabiegi.

MV5BYjk4NmM2MWUtMjcxNC00MjFmLWI4YWUtMmVjZjEzYzllY2NmXkEyXkFqcGdeQXVyNjQyMDMzNzc@._V1_
Foto: IMDb

Godzilla: Król Brzydali

Sam wygląd potwora rozczarowuje. Ma niewłaściwe dobrane proporcje, przez co potwór wygląda groteskowo (za duże nogi, za małe ręce, za długi ogon). Jeszcze bardziej zawodzi animacja. Godzilla porusza się bardzo nienaturalnie – przez większość czasu tylko lekko porusza nogami i macha ogonem. Nie widzimy żadnych ruchów łap, głowy, oczów – wygląda jak zwykła kukła. To nie wynika nawet z techniki, ponieważ we wszystkich poprzednich częściach Godzilla zachowywał się dużo bardziej dynamicznie i naturalnie.

Kopiuj Best anime soundtracks i wklej

Muzyka zawsze stanowiła wizytówkę serii. Poza klasycznymi utworami Akiry Ifukube słyszymy ścieżkę dźwiękową autorstwa Shirô Sagisu. Kompozytor słynie z epickich, wyniosłych utworów z muzyką chóralną i instrumentalną co pasuje do klimatu filmu. Problem pojawia się, kiedy zdążyliście zapoznać się z jego dotychczasową twórczość. Kilkakrotnie muzyk bezczelnie kopiuje własne utwory tworzone z myślą o zupełnie innym dziele. Mamy muzykę m.in. z Bleach (Black Angels to plagiat What can you see in their eyes) i Neon Genesis Evangelion (Organizational Formation to plagiat Decisive battle). Nie dość, że trąci to lenistwem, to jeszcze część tych utworów jest kiepsko dopasowana (jak epickie Organizational Formation w zwykłych scenach dialogowych).

MV5BOTg2NzcwODUtZjE2OC00OWNkLTg0N2UtYjM1Yjk0ZjkzMjk1XkEyXkFqcGdeQXVyNjQyMDMzNzc@._V1_SX1777_CR0,0,1777,708_AL_
Foto: IMDb

Podsumowanie

Shin Gojira miał być wielkim powrotem japońskiej serii. Filmem który z jednej strony odwoływał by się do korzeni Godzilli, a z drugiej ukazywał zupełnie nowe spojrzenie. Niestety zawiódł na całej linii. Nie jest to ani dobrych horror antywojenny w stylu Godzilli z 1954, ani tym bardziej kino rozrywkowe. Poza krótkimi scenami akcji i nostalgią, nie oferuje absolutnie nic – ani ciekawej historii, ani wiarygodnych bohaterów, ani emocji.

Ocena: 3/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *