„Shazam!” – Bohater ostatniej akcji

Po ogromnym sukcesie Aquamana wytwórnia Warner Bros. kontynuuje swoją dobrą passę w adaptowaniu komiksów DC. Bohaterem najnowszego filmu Shazam! jest ktoś jeszcze mniej popularny, bardziej specyficzny, ale równie intrygujący!

W czasach dominacji superbohaterów twórcy muszą szukać nowych pomysłów i coraz bardziej eksperymentować, aby widownia nie zdążyła się znudzić. W przypadku adaptacji komiksów DC jest to szczególnie ważne, aby odzyskać zaufanie widzów rozczarowanych wcześniejszymi filmami. Filmy superhero silące się na mrok, powagę i egzystencjalne rozterki zostały zastąpione dużo lżejszymi, familijnymi i humorystycznymi, czego doskonałym przykładem jest Shazam!.

Głównym bohaterem jest Billy Batson, nastolatek z sierocińca, który trafił do rodziny zastępczej. W nowym domu spotyka wielu przyjaźnie nastawionych (i nieco zakręconych) ludzi. Chłopiec jednak nie jest zainteresowany nawiązywaniem nowych więzi, od lat dąży do odszukania swojej biologicznej matki. W międzyczasie dochodzi do nietypowej konfrontacji – spotyka czarodzieja imieniem Shazam, który wybrał Billy’ego na swojego championa, oddając mu swoje moce. Od tego momentu, kiedy chłopiec wypowie „Shazam”, przemienia się w superbohatera.

Foto: Multikino

Klasyczny i zarazem niekonwencjonalny superbohater

Z Shazamem! jest taka zabawna sytuacja, że jest to jeden z najbardziej klasycznych superbohaterów w historii komiksów, ale do dziś bardzo nietypowy. Wizja chłopca, który po wypowiedzeniu czarodziejskiego słowa zmienia się w dorosłego, archetypicznego superbohatera, bardzo skłania w stronę naszych dziecięcych fantazji. To historia, którą mógł wyobrazić sobie każdy, kto w dzieciństwie marzył o byciu superbohaterem. Superbohaterem, ale bez uciążliwego bagażu w postaci tragicznej przeszłości, egzystencjalnych rozterek czy morderczego treningu. Po prostu: dla posiadania wyglądu czy umiejętności typowego Supermana i czerpaniu z tego przyjemności.

Film teoretycznie osadzony jest w kinowym uniwersum DC, w świecie, w którym ludzie z supermocami są w porządku dziennym – jednak podchodzi do niego inaczej niż produkcje Marvela albo ubiegłoroczny Spider-Man: Uniwersum. Tutaj praktycznie żaden ze znanych superbohaterów osobiście się nie pojawia. Funkcjonują jako ikony popkultury, które inspirują innych, posiadają ogromne rzesze fanów oraz swój własny merchandising.

Foto: Digital Spy

Historia bohaterstwa i rodziny

Reżyser obrał ciekawą drogę w opowiadaniu etosu superbohatera. Co jest w peleryniarzach takiego fascynującego, dlaczego nas inspirują, co tak naprawdę czyni superbohatera superbohaterem. Za perspektywę obrał dwójkę przeciętnych nastolatków – Billy’ego i jego przybranego brata, Freddiego. Ten pierwszy jest problematycznym chłopcem, którego dręczy tęsknota za matką, a z kolei ten drugi jest niepełnosprawny i nielubiany przez rówieśników. Freddie fascynuje się superbohaterami, ponieważ posiadają wszystko, czego mu w życiu brakuje. Billy – jako ten, który faktycznie staje się superbohaterem – wykorzystuje umiejętności dla zabawy, czerpania zysku i sławy. Billy w swojej relacji z przybranym bratem stopniowo uświadamia sobie, że to wcale nie supermoce ani wygląd nie czynią go bohaterem – tylko bohaterskie czyny.

W filmach DC w reżyserii Zacka Snydera próbowano wyjaśnić etos superbohatera wielkimi, patetycznymi przemowami czy religijną symboliką. Davidowi F. Sandbergowi udało się to dużo inteligentniej opowiedzieć w formie prostego i ciepłego kina familijnego. Studio Warner Bros. obrało sobie ostatnio dziwną drogę, aby angażować do kręcenia lekkich, rozrywkowych filmów reżyserów od horrorów. Reżyserów, którzy jednocześnie czerpią inspiracje ze swojego dzieciństwa. W przypadku Aquamana było to kino nowej przygody, tutaj z kolei są to komedie i kino familijne z przełomu lat 80–90.

Koncepcja sama do złudzenia przypomina mieszankę Świątecznej Gorączki z Arnoldem Schwarzeneggerem i Dużego z Tomem Hanksem. Sam Zachary Levi jako superbohaterskie wcielenie Billy’ego przypomina zresztą połączenie obu aktorów – postura jak u Terminatora i niewinna, przyjacielska aparycja Foresta Gumpa. To jednak nie wszystko. Dużo jest w nim familijnego horroru pokroju Gremilnów albo Ghostbusters oraz samej estetyki świątecznych hitów. Film jest świadomie przerysowany, naiwny, prostoduszny i pełen ciepła. Sama akcja jest osadzona w okresie Bożego Narodzenia – wybór dziwny (tym bardziej patrząc na datę premiery), ale świetnie komponujący się z kolejną, myślą przewodnią filmu.

Shazam! jest także historią o wartościach rodzinnych. O miłości silniejszej od wszelkich więzów krwi, o czym przekonuje się Billy Batson w trakcie swojej przygody.

Foto: Syfy

Kolejna dobra rozrywka w wydaniu Warnera

Film pokrzepia, podnosi na duchu, dostarcza rodzinnych wartości, ale przede wszystkim bawi. Shazam! z całego, kinowego uniwersum DC najbardziej skłania się w stronę komedii. Główną siłą napędową jest Zachary Levi, który jako dorosły Billy jest absolutnie bezbłędny. Doskonale oddaje dziecięcą naturę swojego bohatera, jego reakcje, ekspresja, czy sposób mówienia – wszystko idealnie pasuje do siebie. Jack Dylan Grazer jako Freddie służy za okienko dla widzów (jako nastoletni fan superbohaterów) oraz głos rozsądku głównego bohatera. Razem tworzą znakomity duet postaci, które regularnie dogryzają sobie, wymieniają się złośliwymi komentarzami i dowcipami.

Film obiera podobny kierunek drogi w budowaniu komedii co Deadpool. Pomimo iż jest to film skierowany do całej rodziny, bez epatowania przemocą, czy wulgarnością, też mamy do czynienia z parodią kina superbohaterskiego. Billy pomimo supermocy jest wciąż nieudacznikiem, wiecznie wpadającym w tarapaty. Nie ma co prawda przełamywania czwartej ściany, ale on i Freddie mają świadomość istnienia superbohaterów i często komentują najróżniejsze schematy, klisze i archetypy związane z ich historiami. Nie zabraknie też kilku dowcipów popkulturowych, wliczając w to poprzednie filmy z uniwersum DC.

Shazam! niestety wpada w podobne problemy co wiele innych adaptacji komiksów. Doktor Sivana w wykonaniu Marka Stronga jest kolejnym, banalnym antagonistą, z kiepsko napisaną motywacją. Fabuła jest dosyć schematycznym origin story – wszelkie zwroty fabularne są przewidywalne, nie zabraknie też kilku absurdów, błędów logicznych, nieścisłości czy naciąganych zbiegów okoliczności.

Wbrew temu co zwiastuny mogły mówić, nie zabraknie też akcji. Pod względem kinowego widowiska Shazam! mocno przypomina klasyczne filmy z Supermanem (nawet oryginalna ścieżka dźwiękowa przywołuje na myśl Johna Williamsa). Nie zabraknie walki ludzi z umiejętnością latania i super siłą, wybuchów i potworów. Wszystko jednak na mniejszą skalę, co jest miłą odmianą od rozbuchanych blockbusterów. Budżet jak na standardy superhero był niewielki („tylko” 100 mln), co niestety skutkuje przeciętnymi efektami specjalnymi czy jeszcze gorszą charakteryzacją (czego przykładem może być fatalnie wyglądający Czarodziej). Wizualnie film pod względem zdjęć, kostiumów czy designu niczym się nie wyróżnia.

Podsumowanie

Shazam! jest kolejnym dobrym krokiem Warnera w odbudowaniu swojej reputacji. Nie jest to jednak kinowe wydarzenia na miarę Wonder Woman, czy Aquamana, jednak film nie miał takich aspiracji. Jest dużo skromniejszy, ale nadal skuteczny – dostarcza dużo humoru, świetną parę bohaterów oraz prostą, ale niegłupią historię o rodzinie i znaczeniu superbohatera. To jednocześnie doskonały tytuł na rodzinny seans, najlepiej z małymi dziećmi, a kiedy film wyjdzie na nośniki, jeszcze lepiej sprawdzi się na bożonarodzeniowy seans.

Ocena: 7/10.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *