Rzeczywistość prawa jazdy

Nie od dziś wiadomo, że droga przez którą trzeba przejść by uzyskać prawo jazdy nie należy do prostych. Trudność zdawania egzaminu byłaby uzasadniona gdyby szło to w parze z wiedzą jaką otrzymujemy. W tym aspekcie drogi rozjeżdżają się w zupełnie odmiennych kierunkach.

Kiedy ja zdawałem prawo jazdy, było to jeszcze na tzw. „starych zasadach”, czyli miało się pulę ogólnodostępnych pytań, których było może z 500, do tego egzamin praktyczny i na tym koniec. Na  tych zasadach kierowca po zdaniu egzaminu i odebraniu rzeczonego dokumentu, wsiadał do samochodu i co? I musiał od nowa przystosowywać się do tego, jak poruszać się po drodze, ponieważ przygotowania do zdawania prawa jazdy są ukierunkowane na sam egzamin, co ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

tvn24-pl
Foto: tvn24.pl

Obecnie pula jest dużo większa, zawierająca około 3 tysiące pytań, z czego niewielka część jest jawna.  Czy ma to odzwierciedlenie w jakości kształcenia? Jedno jest o tyle dobre, że kandydaci nie mogą nauczyć się na pamięć puli pytań, ponieważ jest ona zbyt duża no i niejawna. To zrodziło natomiast inne problemy natury technicznej. Ludzie stojący za przygotowywaniem pytań, czyli Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych oraz Instytut Transportu Samochodowego poszli w abstrakcję wpadającą z impetem w absurd. Pytania w stylu: „jakie wymiary powinna mieć tablica rejestracyjna jednorzędowa?” czy „ Jaką długość powinien mieć drążek od skrzyni biegów?”. Nie rozumiem sensu zadawania tego typu pytań. Ma to wyłącznie aspekt psychologiczny, a mianowicie spowoduje, że się wkurwimy widząc coś takiego.

Egzamin praktyczny to też jest po części loteria, ze względu na egzaminatora na jakiego trafisz. Od nich sporo zależy czy zdamy czy nie. To oni wybierają trasę jaką pojedziemy, ile będziemy jeździli, gdzie parkowali, a gdzie nie. Więc czynnik ludzki ma tutaj wielki wpływ, a jak będzie zdenerwowany, bo mu się w domu nie układa, to mamy jak w banku, że z takim panem daleko nie zajedziemy.

Samochód egzaminacyjny
Foto: wiadomości.wp.pl

Zastanawiające jest dlaczego nie mamy w WORDACH symulatorów szkolących młodych adeptów jak wychodzić z opresji w trudnych sytuacjach. Oprócz standardowego wyjeżdżenia 30 godzin za kierownicą, powinno być dodatkowe dziesięć w symulatorze. Wyrobiłoby to dobre nawyki w kierowcach, ponieważ często nie mamy zapasu czasu by rozważać nad podejmowaniem decyzji, żeby uniknąć zderzenia z innym pojazdem czy przeszkodą na drodze. Oczywiście symulator musiałby jak najdokładniej oddawać rzeczywistość na drodze, może nie pod względem wizualnym ale samych sytuacji, żeby to miało jakikolwiek sens.

Sądzę, że obecny system szkolenia kandydatów na kierowców jest niezłą maszynką do robienia pieniędzy, a niewiele ma to wspólnego z tym czego powinieneś się nauczyć. Dopiero jak otrzyma się ten dokument i wyjedzie na drogę człowiek zdaje sobie sprawę jak niewiele wie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *