Czy ryba coś zmieni? Dramat „KARAŚ” Mariny Dadyczenko

dnia

Współczesna dramaturgia zdecydowanie różni się od dramatów (tragedii i komedii) poznanych jeszcze na etapie edukacji szkolnej, kiedy większość uczniów wypożycza lektury z opracowaniem, gdzie ich redaktorzy zamieszczają magiczne wskazówki, jak powinno się myśleć o każdym detalu czy też jakie przesłanie skierował do odbiorców autor. Takie podejście do tekstu na tym etapie raczej nie zachęca do samodzielnego poszukiwania znaczeń, bo z tyłu głowy pojawia się myśl, że i tak trzeba kierować się kluczem, a nie własnym rozsądkiem. Z tego powodu współczesny dramat stosunkowo rzadko wchodzi do mainstreamu – jego czytelnikami są głównie osoby związane z teatrem, które poszukują nowych form na scenę. Jednak w tym wypadku fascynująca się perspektywa zupełnie samodzielnej analizy.

fot. Wojtek Szabelski

Okazję do zetknięcia się ze współczesną dramaturgią stworzył festiwal „Za kulisami. Toruńskie spotkania wokół dramatu”, organizowany przez Wydział Filologiczny Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Warto zaznaczyć, że myśl była poświęcona głównie dramatowi rosyjskiemu i ukraińskiemu.

Do takich aktualnych utworów trudniej już znaleźć klucz – tutaj jest wskazana wyobraźnia i wrażliwość na niuanse, poszukiwanie odniesień w kulturze masowej, wydarzeniach politycznych oraz społecznych. Dlatego kiedy pojawia się możliwość spotkania z takim tekstem, warto sprawdzić nawet siebie samego – na ile taka konstrukcja sprawdza się w przekazaniu mi jakiejś idei.

fot. Wojtek Szabelski

Szansą na kontakt z dramatem (w ramach festiwalu) było czytanie performatywne 11 kwietnia w Teatrze im. Wilama Horzycy. Został zaprezentowany m.in. utwór „KaraśMariny Dadyczenko, rosyjskiej autorki, w realizacji Aleksandry Jakubczak. Jednym z istotnych elementów dla jego zrozumienia jest opis, który pojawił się w repertuarze teatru:

Katia ma 26 lat. Skończyły się jej pieniądze, a nie chce już jeść słodyczy. Marzy o smażonym karasiu – potrawie, którą pamięta z dzieciństwa. Kupuje żywą rybę, ale pojawia się problem: w jaki sposób ją zabić? Katia dzwoni po poradę do matki, która właśnie wraz z przyjaciółką podróżuje nad Ganges – rzekę, nad którą ludzie przychodzą umierać. Czym jest dla nas umieranie? – czym dla młodych, czym dla starszych; jak postrzegana jest śmierć na Zachodzie, a jak na Wschodzie. Jaka jest jej społeczno-kulturowa rola? „Karaś” to także dramat o próbach budowania porozumienia na odległość, za pomocą komunikatorów internetowych. Marina Dadyczenko oswaja śmierć poprzez śmiech. Jak się okazuje, u niej śmierć nie jest taka poważna, a może tylko tak się nam wydaje. Tekst skrzy się lekkim językiem i zawartym w nim komizmem.

To, co ciekawe w samym dziele, to obraz głównej bohaterki – zagubionej, jakby ospałej i nieporadnej życiowo, żywiącej się czekoladowymi cukierkami z powodu braku pieniędzy (tylko powstaje pytanie – dlaczego akurat cukierki?), tęskniącej za matką i tkwiącej jedną nogą w swojej szarej rzeczywistości, a drugą we wspomnieniach. Kiedy zauważa w sklepie karasia, postanawia go kupić. Problem pojawia się jednak po powrocie do domu – ryba ląduje na stole, w reklamówce. Zakup był prosty, ale co teraz? Jedyną deską ratunku wydaje się matka, która pojechała do Indii. Na linii matka – córka dochodzi do kilku spięć, obie zmieniły podejście do życia, sama rozmowa przez Skype’a zwiększa między nimi dystans. Starsza kobieta nie chce słyszeć o zabijaniu, co jej koleżanka kwituje krótko zwracając się do Katji – „i tak zjesz trupa”. W tej krótkiej walce słownej córka pragnie od matki uzyskać przepis na karasia, którego smak pamięta właśnie z dzieciństwa. Warto wsłuchać się lub też wczytać we fragment, kiedy matka dość szczegółowo opisuje co zrobić z rybą, udziela porady jak zabić zwierzę, co i tak okazuje się potem niepotrzebne – karaś sam przestał się ruszać.

fot. Wojtek Szabelski

Mimo wszystko nie mogę się zgodzić do końca z opisem samego dramatu – brak tutaj oswojenia śmierci przez śmiech, jest raczej ciągłe jej odpychanie, odsuwanie od siebie myśli o niej, nikt nie chichocze, nie słychać nawet gorzkiego śmiechu. Zabawnym elementem może być tylko sama absurdalność sytuacji, spotkania przeszłości z teraźniejszością w mało spodziewanej sytuacji. Ciągłe balansowanie na granicy zostało dobrze oddane przez aktorów Teatru Horzycy – udało im się uchwycić ten moment, w którym o krok dalej robiłoby się już tylko słabą parodię.

Jak się okazuje współczesna dramaturgia może zaskoczyć nas tematem, ale nie tylko – nie spotkamy się już z klasycznym podziałem na przedstawienie, rozwinięcie, perypetię, punkt kulminacyjny i rozwiązanie. Jest to raczej próba nawiązania kontaktu z odbiorcą czy pretekst do opowiedzenia sobie wyrwanej z kontekstu historii o czymś, co nagle wywraca życie do góry nogami. Tak się składa, że choćby karaś może wszystko zmienić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *