Roma – Zimna wojna

Roma to film przełomowy i ważny z wielu powodów. Przez swoje Netflixowe konotacje może być gwoździem do trumny festiwalu w Cannes. Dla nas film zyskuje osobne znaczenie, ze względu na Zimną wojnę (to zaskakujące jak oba filmy są do siebie podobne, ale o tym później). Meksykański i feministyczny kontekst automatycznie odsyłają do Donalda Trumpa. W końcu sama postać Alfonsa Cuaróna i jego wkład w ten film to czysty dowód na to, że kino gatunkowe nie umarło i ma się całkiem dobrze. Dlatego zasiadając do Romy, byłem bardzo niepewny. To co ujrzałem, zatarło jednak wszelkie oczekiwania. 

Roma to barwny portret konfliktów rodzinnych i społecznej hierarchii pośród politycznego chaosu, opowiadający historię młodych służących pochodzących z indiańskiego ludu Misteków. Cleo (Yalitza Aparicio) i Adela (Nancy García García) pracują dla niedużej rodziny w zamieszkiwanej przez klasę średnią dzielnicy Meksyku Romie. Pani domu, matka czwórki dzieci Sofia (Marina de Tavira) usiłuje uporać się z przedłużającą się nieobecnością męża, natomiast Cleo musi stawić czoło druzgocącej prawdzie.

FOTO: IMDb

Cuarón to jeden z najciekawszych reżyserów tego wieku. Jego filmografia jest pełna sprzeczności.  Jego blockbustery w postaci Harry’ego Pottera i Więźnia Azbakanu, czy Ludzkich dzieci wykazywały się intymnością, doskonałym reżyserskim zmysłem, piękną estetyką (to on wprowadził na salony Lubezkiego) i zrozumieniem bohaterów. Roma natomiast to zupełnie inna bajka.

Jego najnowsze dzieło bowiem jest nakręcone z olbrzymią klasą. Przypomina mi tragiczniejszą wersję Amacord Federico Felliniego (są w Romie dwie sceny, które nawiązują do znanych motywów z dzieł sławnego Włocha. Podpowiem, że chodzi o performance i o morze). Cuarón tutaj zrywa z hollywoodzkim dorobkiem i wraca do korzeni swoich wcześniejszych filmów.  Jak sam przyznaje  ten film to obraz jego dzieciństwa, więc fabuła tutaj gra przez większość filmu tło. Tutaj ludzie są uwięzieni w społeczeństwie. Nie na odwrót. To kino skrojone ma miarę arcydzieła.

FOTO: IMDb

Z kolei Roma ma wszystkie cechy charakterystyczne dla meksykańskiego reżysera. Jak już wspomniałem, jest tutaj szczerość i poszanowanie dla filmowych bohaterów. Tutaj nie ma łzawych wymuszaczy, tylko artystyczna obiektywność, która świdruje postać Cleo. Mamy także intymność, która pozwala nam być naprawdę blisko bohaterów. No i mamy też obezwładniającą sferę wizualną.

Będzie to oczywistość, bo wszyscy o tym piszą, ale Roma to jeden z najpiękniej nakręconych filmów w historii kina.  Nie ma tutaj przesady. Od pierwszego kadru do ostatniego jesteśmy karmieni wizualną ekstazą. Co zaskakujące, nie ma tutaj czarodzieja Lubezkiego, jest za to sam Cuarón, który udowadnia, iż jest nie tyle reżyserem, ile wręcz malarzem. Jego wielowymiarowe kadry można by było oprawić i powiesić na ścianie Powiem tak, nie róbcie tego samego błędu co ja i obejrzyjcie ten film w kinie, a nie na Netflixie. Ja pokutuje.

Wspomniałem o podobieństwie Romy do Zimnej wojny.  Pomijając już techniczne kwestie (oba obrazy są czarno- białe i posiadają fantastyczne zdjęcia), zostaje nam dużo podobieństw tematycznych. Tam, gdzie Pawlikowski składał hołd swoim rodzicom, tam Cuarón uderza w podobne tony i przedstawia swoją historię z dzieciństwa. Cleo odzwierciedla postać jego niani z dzieciństwa, której zresztą jest dedykowany ten film. Stąd też właśnie wywodzi się naturalność tego filmu. Miłość twórcy Grawitacji do swojej protagonistki czuć w każdej scenie tego filmu.

Podobnie jest z miłością do kraju. Podobnie jak u Pawlikowskiego, Cuarón portretuje swój kraj w obliczu wielkiego kryzysu. Jednocześnie nie mamy tutaj ślepej krytyki. W Zimnej wojnie podobał mi się fakt, iż nie dostaliśmy kolejnej ślepej krytyki komunizmu. Po prostu film potraktował to jako zwyczajną rzecz i w centrum pozostawił bohaterów, którzy nie tyle walczyli z tym stanem, ile mu się bezsilnie poddawali. Praktycznie identycznie jest w Romie. Oba filmy to tragiczne ody do swoich krajów.

FOTO: IMDb

Roma ma wiele atutów, ale nie należy zapomnieć o jednej rzeczy, o aktorstwie. Filmy takie jak ten wymuszają na aktorach, pozostanie w cieniu, nie wychodzenie na pierwszy plan. Taka też w swojej roli jest Yalitza Aparicio, która utrzymuje stonowanie aktorskie, kiedy jednak trzeba okazać emocje, wtedy robi to mistrzowsko i kradnie cały show. Mam nadzieję, że ta rola będzie nominowana do Oscara. Zaskakuje pozytywnie również ekspresyjna Marina de Tavira.

Nowe dzieło Alfonso Cuaróna to obraz wyjątkowy. Takich filmów się już niestety dzisiaj nie robi. Idealnie łączy kinowy perfekcjonizm ze szczerością nostalgicznych uczuć. Jest to z pewnością mój ulubiony film roku i jeden z lepszych filmów tej dekady. Współczesne arcydzieło

Ocena: 9/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *