Recenzja „Modern holocaust” Marii Peszek.

dnia

Wiadomo że Maria od zawsze była “Bardzo”.  Czasami tak „Bardzo”, że niektóry mogli nie wytrzymywać dłuższych kontaktów z jej dyskografią. Ale nie przeginała pały więc spoko.  Jednak granica została przekroczona i tutaj w tym miejscu już nie możemy przymykać oka.

Muzycznie mamy do czynienia z tworem z półki post The Prodigy, który nawet na najsłabszych płytach kultowej formacji  zająłby miejscy b-side’u. Beat jest infantylny niczym z taniej dyskoteki(oczywiście to ma podkreślać jakże ambitną wymowę utworu, do której zaraz przejdziemy). Muzycznie Pani Peszek nie ma absolutnie nic do zaoferowania. Rozmyty refren, który wprowadziłby w konsternacje nawet dogorywające dinozaury synthpopu takie jak Depeche Mode pozostawię bez komentarza.

No ale nie oszukujmy się tutaj nie chodzi o muzykę, tylko o teksty(dziwne przecież to nie książka). Na początek mała dygresja. Istnieje taka niepisana zasada, że jeżeli jedna osoba podważa wartość jakiegoś dzieła, to druga osoba będzie uważała że jego oponent nie zrozumiał przekazu. Moim ulubionym przykładem tej tezy jest sytuacja, kiedy wytknięto mi brak wykształcenia z nauk ścisłych, kiedy krytykowałem „Interstellar”(tak, to się naprawdę wydarzyło). No i z Marią jest podobnie. Ostatnio usłyszałem, że mój kolega po kilkukrotnym przesłuchaniu „Modern Holocaust”, stwierdził elokwentnie, że ten utwór ma coś w sobie…

Niestety tutaj wszystkie karty są wyłożone bezczelnie na stół i nie ma nic do ukrycia. Słynny już wers porównujący palenie tęczy przez Sebixów do największej zbrodni ludzkości jest nie tyle obsceniczny co po prostu w nie dobrym smaku. Każdy kto uważa, ze to dobre porównanie powinien obejrzeć film, który był puszczany nazistowskim oprawcom podczas procesu w Norymberdze(jest na Youtube, można znaleźć. Tylko ostrzegam , rzecz naprawdę mocna). Ja rozumiem, że to jest patrzenie w przyszłość i mówienie, że wszystko zaczęło się od słowa. No ale takich porównań się po prostu nie robi.

Jednak grzechem tego singla, a raczej przekazu  jest powielenie stereotypów. Peszek próbując użyć prostego kluczu interpretacyjnego, próbuje nawrócić i uświadomić dresiarzy, a tak naprawdę daje im jeszcze więcej argumentów. Maria po prostu rzuca na ślepo wyrwane z kontekstu merytorycznego nośne frazy nie dając od siebie konkluzji. Można by wysunąć stwierdzenie, że zniża się do poziomu swoich adwersarzy. Podobną rzecz zrobił kilka miesięcy temu Krzysztof Gonciarz w  swoim słynnym filmie „mowa nienawiści” opublikowanym na Youtubie. Tylko, że popularny youtuber umiał wykorzystać konwencje narzuconą przez prosty dialog społeczny, co zaowocowało jednym z najlepszych  filmów w historii polskiego Youtube’a. Natomiast Maria tylko krzyczy. Robi tylko to.

Idei tworzenia politycznie zaangażowanych piosenek zazwyczaj przyświecają dwie idee. Pierwsza to chęć zdobycia kasy, druga natomiast to chęć powiedzenia czegoś mądrego. Maria chyba całkowicie wybiera pierwszą wersje. Już bardziej chyba bym kupił 10 minutowy zapętlony loop perkusyjny na tle którego Peszek czytałaby cytaty politycznych socjologów  takich jak: Noam Chomsky. Zamiast tego wokalistka dorzuca oliwy do ognia.  Internetowi napinacze będą mogli sobie dodać nową obrazę do swojego słownika, a lewica nadal w  Polsce będzie kojarzona z czymś bezsensownym. Ehh dzięki Maria za przestrzelenie tego rzutu karnego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *