Ranking filmów o superbohaterach 2017

Rok temu sporządziłem ranking filmów superbohaterskich 2016, teraz przyszła kolej rok 2017. Biorę pod uwagę wyłącznie kinowe produkcje. Większość pozycji została już zrecenzowana przeze mnie, lub moich kolegów z bezszyldu.pl – jeżeli będziecie chcieli lepiej zapoznać się z naszą opinią, polecam kliknąć na odnośnik pod opisem filmu (o ile został zrecenzowany).

Foto: The Hollywood Reporter

Miejsce 10. Guardians: Misja superbohaterów

Czyli rosyjska odpowiedź na Avengers – brzmi jak parodia, ale niestety twórcy podchodzą do filmu z większą powagą niż Marvel. Guardians są niczym innym, jak tanią podróbką filmów superbohaterskich ostatnich lat. Mamy rosyjski odpowiednik organizacji S.H.I.E.L.D., Hulka, Magneto, Invisible Woman, kogoś pomiędzy Nightcrawlerem i Zimowym Żołnierzem, a przeciwko nim złoczyńca będący mieszanką Banea i Electro. Fabuła to jeden, wielki zbiór schematów wałkowanych przez Hollywood od dawna. Efekty prezentują się dokładnie tak jak można było się spodziewać po tego typu produkcji, czyli na poziomie filmów klasy B. Może się wydawać, że mamy do czynienia z filmem tak złym, że aż dobrym. W pewnych momentach tak jest, szczególnie na początku i na końcu. Niestety, przez większość czasu Guardians jest najzwyczajniej nudne, przegadane. Niewiele tu akcji i zdecydowanie za dużo ekspozycji bohaterów (którzy i tak są archetypami wałkowanymi tysiące raz). Kiepska próba szybkiego zarobienia na sukcesie filmów Marvela.

Sprawdź naszą recenzję.

Foto: Den of Geek

Miejsce 9. Power Rangers

Serial Power Rangers z lat 90 był hitem telewizji, oglądał go chyba każdy kto urodził się na przełomie lat 80/90. Dzisiaj już nie cieszy się taką popularnością, budzi bardziej uśmiech politowania swoją naiwną, schematyczną fabułą, fatalnym aktorstwem i tandetną realizacją. Najnowszy film kinowy został wsparty całkiem wysokim budżetem i miał szansę naprawić wizerunek serii. Niestety, ale nowi Power Rangers na tle współczesnych superprodukcji prezentują się po prostu żałośnie.

Film przegrywa jako kino rozrywkowe. Scen akcji jest zdecydowanie za mało, dopiero w samym finale filmu bohaterowie przemieniają się w Power Rangers. Kiedy w końcu akcja nabiera tempa, nadal nie ma nic do zaoferowania. Efekty specjalne mimo 100 milionowego budżetu przywodzą na myśl współczesne produkcje telewizyjne, CGI razi sztucznością. Walki są chaotycznie zmontowane, pozbawione ciekawej choreografii i napięcia. Design potworów i wszelakich mechów gorszy niż w serialu z lat 90 – brakuje stylu, charakteru, tylko kopiują pomysły z popularniejszych filmów (Megazord w stylu Transformersów od Michaela Baya, Rangersi wzorowani na Iron Manie). Fabuła nawet w porównaniu do konkurencji prezentuje się banalnie, nielogicznie i absurdalnie.

Są też i dobre strony. Fabuła zawodzi, ale udało się zgrabnie zaadaptować wiele elementów z serialu. Wszystko co było znane w poprzednich Power Rangers, pojawia się też i tutaj. Próbowano też nadać nieco poważniejszy ton. Każda z postaci musi dojrzeć do miana bohatera, boryka się z własnymi problemami, a aktorzy poradzili sobie całkiem nieźle (zwłaszcza RJ Cyler jako Billy). Fani być może docenią liczne poukrywane odniesienia – kultowy motyw przewodni, cameo aktorów znanych z serialu itd.

Foto: ew.com

Miejsce 8. Kapitan Majtas: Pierwszy wielki film

Kto pomyślał, aby zaadaptować na duży ekran tak kuriozalną książkę, jakim jest Kapitan Majtas autorstwa Davea Pilkeya? Tytuł filmu mówi sam za siebie – to absurdalna, zwariowana komedia, która wygląda jakby urwała się z wyobraźni nadpobudliwego dziecka. Fabuła jest pretekstem do masy dziwacznych i zamierzenie infantylnych gagów. Co chwilę zaskakuje coraz to bardziej absurdalnymi rozwiązaniami. Zahipnotyzować dyrektora, kazać mu paradować w samych gaciach i wmówić że jest superbohaterem z komiksu? Drobiazg. Inwazja olbrzymiego, monstrualnego sedesu? Whatever. Kapitan Majtas to istna jazda bez trzymanki. Animacja i poczucie humoru utrzymane w duchu pierwowzoru.

Problem w tym, że poza fanami książek i dziećmi, trudno komukolwiek polecić ten film. Kapitan Majtas jest bardzo infantylny – wpisuje się to w konwencję, ale nie oszukujmy się, to nie jest rozrywka najwyższych lotów. Dowcipy w dużej mierze opierają się na klozetowym humorze, który rozbawić może tylko najmłodszych. Ale jest też kilka bardziej wyszukanych (i całkiem zabawnych) gagów dla starszej widowni. Jeżeli macie odpowiedni nastrój i czujecie w sobie wewnętrzne dziecko to istnieje szansa, że możecie czerpać odrobinę frajdy z seansu. Tym bardziej, że w oryginalnej obsadzie wystąpiło wiele znanych aktorów komediowych i komików, m.in.  Jordan Peele, Nick Kroll (których ostatnio słyszeliśmy w animacji Big Mouth), Kevin Hart, Ed Helms, albo Thomas Middleditch.

Foto: Leonard Maltin’s Movie Crazy

Miejsce 7. Liga Sprawiedliwości

Jedna z najsłynniejszych drużyn superbohaterów po raz pierwszy na dużym ekranie. Film, który miał szansę na wielki sukces, ale niestety przeszedł przez piekło produkcyjne i okazał się wpadką. Wieczne konflikty na planie, zmiany wizji, reżysera, scenarzysty i liczne dokrętki – wszystko niestety odbiło się na jakości filmu.

Liga Sprawiedliwości cierpi na masę problemów narracyjnych, scenariuszowych i realizacyjnych. Tempo nierówne, wiele scen i wątków urwana w połowie, efekty mimo 300 mln wyglądają słabo, a ton źle zbilansowany. Na szczęście w filmie bije też serce prawdziwych miłośników materiału źródłowego. Bohaterowie znani z komiksów zostali wiernie zaadaptowani. Oddano ich esencję, szczególnie Supermana. Przyjemnie się ich ogląda na ekranie – jak dokonują bohaterskich czynów, wchodzą między sobą w interakcje i stanowią wzór do naśladowania. Są potężnymi superbohaterami, ale też zachowują się jak zwykli ludzie – mają swoje charaktery, chwile słabości, często dowcipkują. Sceny akcji, mimo kiepskiego CGI są nieźle sfilmowane. Pełno tutaj też drobnych nawiązań i easter eggów, które mogą rozbawić niejednego fana DC. To nie jest dobry film, ale dostarcza sporo frajdy jeżeli po prostu lubicie niewymagające kino o superbohaterach. Wielokrotnie na forach dyskusyjnych pada argument „Film dla fanów, nie dla krytyków” i trudno mi znaleźć bardziej adekwatne podsumowanie Ligii Sprawiedliwości.

Sprawdź naszą recenzję.

Foto: GeekLife

Miejsce 6. Spider-Man: Homecoming

W ciągu 15 lat doczekaliśmy się aż trzech wersji Spider-Mana, ale dopiero Homecoming oddaje młodzieżowego ducha komiksowego pierwowzoru. Film posiada wszystko, co gwarantuje dobrą rozrywkę – spektakularne sceny akcji, charyzmatycznego bohatera i złoczyńcę, oraz dużą porcję humoru. W porównaniu do pozostałych produkcji ze świata MCU jest bardziej kameralny – żadnego ratowania świata, tylko jeden nastolatek ratujący dzielnicę i borykający się z problemami typowymi dla rówieśników. Fantastycznie poradzili sobie aktorzy – Tom Holland jest najlepszym człowiekiem pająkiem, a Michael Keaton jednym z najlepszych złoczyńców ze świata Marvela. Spider-Man: Homecoming dobrze rozumie konwencję kina młodzieżowego – bohaterowie zachowują się jak prawdziwi nastolatkowie (i są w końcu grani przez nastolatków), a teen drama przyjemna w śledzeniu.

Chociaż jest to pierwszy film z nowym Spider-Manem w roli głównej, niestety za dużo tu odniesień fabularnych do poprzednich produkcji Marvela (szczególnie Kapitana Ameryki: Wojny bohaterów) co pewnie utrudni seans wielu niedzielnym widzom. Sama fabuła jest zbyt prosta i wtórna. Brakuje autentycznego napięcie, dramatyzmu, poczucia zagrożenia. Po prostu lekki, przyjemy i solidnie zrealizowany blockbuster.

Sprawdź naszą recenzję.

Foto: Time

Miejsce 5. Wonder Woman

Najsłynniejsza superbohaterka w końcu doczekała się własnego filmu kinowego. Filmu, który oddaje jej należyty hołd, ukazuje jako prawdziwą heroinę (a nie obiekt seksualny, jak to było w poprzednich filmach o superbohaterkach). Jest to także pierwsza, wysokobudżetowa produkcja wyreżyserowana przez kobietę, Patty Jenkins, która jednocześnie osiągnęła wielki sukces. Reżyserka podeszła do materiału źródłowego z dużym szacunkiem oddając esencję Wonder Woman. Przywiązuje dużą wagę do bohaterów, relacji między nimi i aspektu ludzkiego, co jest bardzo istotne w przypadku księżniczki amazonek. Duet aktorów spisał się znakomicie. Gal Gadot i Chris Pine mają prawdziwą chemię między sobą, są to bardzo wiarygodne postacie, charakterystyczne, z własnymi przemyśleniami. Aktorka w roli Diany Prince jest pełna charyzmy, wdzięku i uroku. Film wykorzystuje motyw fish out of water, który był wałkowany w kinie superhero aż do znudzenia, ale został tutaj odświeżony realiami pierwszej wojny światowej.

Efekty specjalne może nie powalają, ale wizualnie dużo nadrabia ładnymi zdjęciami, scenografią i kostiumami. Szarobury Londyn z początku XX wieku, albo kolorowa Temiskira- każda lokacja ma swój własny styl. Sceny akcji są bardzo efektownie sfilmowane, wiarygodnie oddano potęgę amazonki. Wonder Woman dostarcza to, czego brakowało w kinie superbohaterskim od czasów Supermanów Richarda Donnera– pokazuje bohaterkę jako źródło inspiracji, gloryfikuje wartości którymi powinniśmy się kierować i pokrzepia. Jedno z największych zaskoczeń roku 2017, które wylądowałoby wyżej na tej liście, gdyby nie kiczowaty i pozbawiony sensu finał.

Sprawdź naszą recenzję.

Foto: Sci-Fi Party Line Podcast

Miejsce 4. Strażnicy Galaktyki vol. 2

Pierwsi Strażnicy Galaktyki okazali się niespodziewanym sukcesem. Była to szalona przygoda czerpiąca inspiracje z klasycznych komiksów Marvela i kiczowatych space oper rodem z lat 70 i 80. Film wykreował niepowtarzalny świat, fantastyczne postacie, dostarczył masy humoru i świetnej, pop-rockowej muzyki. Druga część idzie według klasycznej zasady sequeli – więcej i mocniej. James Gunn, który pracował przy obu częściach Strażników Galaktyki miał tutaj jeszcze większą swobodę kreatywną, co odbiło się na jeszcze bardziej zwariowanej wizji kosmosu. Masa pomysłowych i fantastycznie zaprojektowanych obcych, technologii, planet, szalonych sekwencji akcji i humoru. Ścieżka dźwiękowa po raz kolejny nie zawodzi. Realizacja stoi na najwyższym poziomie, twórcy idealnie balansują efekty komputerowe z praktycznymi – pełno tu kolorowych, oryginalnie udekorowanych scenografii i charakteryzacji (co idealnie oddaje klimat campowej space opery).

Reżyser pamięta jednak o najważniejszym elemencie poprzedniej części – o bohaterach. Postacie mocno się rozwijają, poznajemy lepiej relacje między nimi, duży nacisk jest położony na więzi rodzinne. Fantastyczne kreacje i chemia między nimi dostarcza jeszcze więcej frajdy z oglądania. Pozycja obowiązkowa dla każdego fana kina rozrywkowego, space opery i campu.

Sprawdź naszą recenzję.

Foto: wtop.com

Miejsce 3. Thor Ragnarok

Thor był dotychczas moją najmniej lubianą serię ze świata MCU. Pierwsze dwie części posiadały co prawda charyzmatyczną postać Thora i Lokiego, oraz ślicznie wyglądający świat Asgardu, ale niestety seans psuł oklepany humor, schemat fish out of water i mdły romans z Jane Foster. Thor: Ragnarok bierze wszystko co było najlepsze w poprzednich filmach, udoskonala, a całą resztę zastępuje czymś innym, dużo lepszym.

Reżyser filmu, Taika Waititi poszedł w podobną stronę co James Gunn przy Strażnikach Galaktyki – również odwiedzamy kosmos pełen dziwacznych kosmitów i pokręconych światów, jednak tym razem wykorzystał swoje specyficzne poczucie humoru. Gagi polegają na improwizowanych dialogach, pełnych niezręczności i kontrastów. Jest to najśmieszniejsza produkcja w dorobku Marvela, ale nie brakuje też dramatyzmu. Mimo ogromnej dawki humoru, pełno tutaj tragicznych zwrotów fabularnych, które na stałe zmienią status quo. Bohaterowie znani z poprzednich części przechodzą długą drogę, ulegają przemianie. Aktorzy spisali się rewelacyjnie – najlepsze kreacje Thora, Lokiego, a nawet Hulka w filmach Marvela. Dlaczego postawiłem film wyżej niż Strażników Galaktyki vol. 2? Może przez fantastyczną rolę Jeffa Goldbluma <3

Sprawdź naszą recenzję.

Foto: Wallpaper Abyss – Alpha Coders

Miejsce 2. Lego Batman: Film

Film na pierwszy rzut oka wydawać się może głupią kreskóweczką skierowaną do najmłodszych żerującą na popularności Mrocznego Rycerza. Nic bardziej mylnego. Jest to m.in. ślicznie wyglądająca animacja, która w niezwykle kreatywny sposób bawi się konceptem świata klocków Lego. Jest to także jedna z najlepszych parodii ostatnich lat. Parodii, która wcale nie opiera się na prymitywnych żartach i szyderstwach, tylko składa fantastyczny hołd materiałowi źródłowemu. Twórcy wykazali się ogromną wiedzą z zakresu postaci Batmana. Odnoszą się do całej popkultury związaną z tytułowym superbohaterem – komiksów, filmów, seriali i kreskówek.

Nie tylko dostarcza ogromnej dawki świetnego fan serwisu, ale także idealnie odzwierciedla głównego bohatera. Ten mały, niepozorny, plastikowy ludzik posiada w sobie więcej Batmana, niż Michael Keaton, Christian Bale i Ben Affleck razem wzięci. Duża w tym zasługa oryginalnych aktorów głosowych. Will Arnett jako Batman z manią wielkości jest genialny, podobnie jak Michael Cera w roli Robina i Ralph Finesse jako Alfred. Jest to produkcja familijna, gloryfikująca wartości rodzinne, jednak każdy kto zna lepiej komiksy z Batmanem wie, jak bardzo jest to zgodne z pierwowzorem. Lego Batman: Film to inteligentna, wartościowa komedia pełna odniesień do popkultury i zabawy konwencją. Rozrywka doskonała dla każdego fana obrońcy Gotham – dużego i małego.

Sprawdź naszą recenzję.

Foto: themusic.com.au

Miejsce 1. Logan: Wolverine

Trylogia, która rozpoczęła się od jednego z najgorszych filmów superbohaterskich (X-Men: Geneza Wolverine) została zakończona jednym z najlepszych. Logan: Wolverine to nie tylko świetne, wręcz wzruszające pożegnanie z Hugh Jackmanem w roli Wolverinea (i w pewnym stopniu ze światem X-Men), ale także oryginalne i dojrzałe podejście do filmów o superbohaterach. Film utrzymany jest w konwencji neo-westernu i kina drogi, obserwujemy samotną podróż trójki bohaterów w dystopijnej przyszłości w której mutanci znajdują się na skraju wyginięcie. Jest to luźna adaptacja świetnego komiksu Old Man Logan (Staruszek Logan), jednak dostosowana pod uniwersum filmowe.

Klimat niezwykle duszny – obserwujemy bezkresne pustkowia opanowane przez bezwzględne organy władzy. Sceny akcji kładą nacisk nie na efekciarstwo, ale na brutalność. Jeszcze w żadnej adaptacji komiksów Marvela, lub DC nie było tak odczuwalne poczucie zagrożenia – każda walka ma swoją stawkę, każdy zadany cios ma znaczenie. To kameralna historia – żadnego ratowania świata, wielkich drużyn superbohaterów, tylko walka ostatnich mutantów o przetrwania.

Większość z opisanych wyżej filmów kładła duży nacisk na bohaterów, ale nie rozwijała ich tak jak Logan. Reżyser, James Mangold dokonuje dekonstrukcji superbohatera. Wolverine i Profesor X, którzy w poprzednich filmach z cyklu X-Men byli wielkimi bohaterami, tutaj są jedynie cieniami dawnych siebie. Są to postacie bardzo uczłowieczone, pełne słabości, wad – obserwujemy jak się starzeją, słabną, popełniają błędy, stają się bardziej zgorzkniali i wulgarni. Fantastycznie spisali się aktorzy – Hugh Jackman i Patrick Stewart zawsze byli świetni w swoich rolach, jednak tutaj przebijają samych siebie. Nie ustępuje im Dafne Keen, jako Laura. Film jest pełen mroku, bólu, cierpienia, ale także nadziei, człowieczeństwa i dawki dobrego, wisielczego humoru. Logan: Wolverine jest jednym z najbardziej dojrzałych i wzruszających filmów superbohaterskich, który zostanie zapamiętany na długie lata.

Sprawdź naszą recenzję.

Podsumowanie

To był szczególny rok dla fanów „trykociarzy” – masa ciekawych tytułów, w tym parę wybitnych. Nie obyło się bez rozczarowań, ale nie tak znowu dużych jak w poprzednich latach. Miejmy nadzieję, że ten rok okaże się przynajmniej równie udany. W 2018 polską premierę mają: Czarna Pantera (14 lutego), Nowi Mutanci (13 kwietnia), Avengers: Wojna bez granic (26 kwietnia), Deadpool 2 (1 czerwca), Iniemamocni 2 (13 lipca), Teen Titans Go! Movie (27 lipca), Ant-Man i Osa (3 sierpnia), Venom (amerykańska premiera 5 października, polska nieznana), X-Men: Dark Phoenix (2 listopada), Aquaman (21 grudnia), Spider-Man Uniwersum (25 grudnia) i Batman Ninja (data premiery nieznana). 20 lipca polską premierę ma jeszcze Alita: Battle Angel – co prawda nie jest to adaptacja komiksu o superbohaterach, tylko mangi z nurtu cyberpunk, ale sporo zależy też od konwencji filmu. Wszystkie te tytuły planuję obejrzeć i omówić za rok w Rankingu filmów o superbohaterach 2018. Jaki Waszym zdaniem jest najlepszy, albo najgorszy film superbohaterski 2017 roku? Premierę jakiego filmu oczekujecie najbardziej w 2018? Zachęcam do komentowania.

2 Comments Add yours

  1. Michał Chmelowiec napisał(a):

    No, wreszcie ktoś docenił The Lego Batman Movie! Brawo!

    1. Michal Nadolle napisał(a):

      Dzięki. Powiem więcej, długo zastanawiałem się, czy nie umieścić The Lego Batman Movie na pierwszym miejsce. Tak naprawdę cenię ten film na równi z Loganem, ale nie wypada umieszczać dwóch pozycji na jednym miejscu (zwłaszcza na pierwszym).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *