Radiohead – 20 lat OK Computer. Część I

dnia

Dzisiejszy sposób rozumienia i odbierania kultury jest nastawiony przeciwko wielkim narracjom. Nic dziwnego, że album, który jest uważany za arcydzieło współczesnego rocka został wydany w 1997 r. na rozdrożu wieków, w technicznym i politycznym impasie. Można debatować nad wielkością OK Computer, ale uznaje, że ten album zasługuje na retrospektywę. Dlatego też z okazji dwudziestolecia krążka przygotowałem obszerny tekst opowiadający o tym albumie. Artykuł zostanie podzielony na trzy części. Dzisiaj poznacie okoliczności poprzedzające nagranie legendarnej płyty.

Radiohead na początku był kojarzony z  łatką One Hit Wonder. Brytyjczycy przez długi czas byli łączony tylko z jednym przebojem: Creep. Utwór ten był zarówno hołdem i przekleństwem dla młodego zespołu. Pomógł im zaistnieć wśród innych zespołów kopiujących Nirvanę, jednocześnie słuchacze przychodzili na ich koncerty tylko po to, aby usłyszeć ten utwór. Kwintet osobiście nienawidzi tego utworu, twierdząc, że to najgorsza rzecz jaką popełnili. Potwierdza to prześmiewcze wykonanie tego utworu z 1997 r.

Jednak debiut zespołu czyli Pablo Honey zasługuje na większe uznanie. Mimo, iż ten krążek znacznie odstaje od reszty dyskografii zespołu to już tutaj możemy usłyszeć znamiona wielkości RH. Ed O’Brien (gitarzysta) po latach przyznał, że na debiucie zespół próbował ‚zerżnąć’ jak najwięcej z Nirvany i Pixies. Słychać to gołym uchem. Na szczęście Radiohead już wtedy byli świetnymi instrumentalistami, a Thom Yorke bardzo dobrym songwritterem. Te czynniki oraz bardzo dobre wychowanie muzyczne rekompensowały niepewne pierwsze kroki w dyskografii zespołu.

W 1994r. została wydana EP-ka My Iron Lung, która była czymś więcej niż tylko komercyjnym zabiegiem i zbiorem niewydanych utworów. Wydawnictwo to stanowi pomost pomiędzy niepewnymi fascynacjami zawartymi na debiucie a dorosłym post britpopopem zawartym na następnej płycie. Dostaliśmy osiem fascynujących utworów pokazujące rozwój Brytyjczyków pod względem muzycznym.

Proces nagrywania drugiej płyty przebiegał dosyć mozolnie. Jak wspominał Jonny Greenwood (gitarzysta): „Przez dwa lata musieliśmy jeździć po świecie i grać w kółko dwadzieścia piosenek. Byliśmy wyczerpani. Chcieliśmy to wszystko rzucić w cholerę”.  Na szczęście zespół kiedy odpoczął postanowił zakupić studio w rodzimym Oxfordshire, co dało im mnóstwo swobody.

Materiał na The Bends był pisany podczas trasy koncertowej promującej debiut. Na występach w 1994r. można było już usłyszeć wczesne wersje nowych utworów. Po zakończeniu trasy Radiohead potrzebowali około czterech miesięcy na złożenie piosenek w całość. Zespół był wsparty przez weterana studia z Abbey Road czyli Johna Leckie.

27bdacb15bf806cda613261e575bb76a
Radiohead w 1995 FOTO: Rolling Stones

Album przyniósł mocne zmiany stylistyczne. W czasie kiedy Wielka Brytania żyła muzyczną wojną pomiędzy Blur a Oasis, wtedy Radiohead postanowili sięgnąć po gitarowe klasyki lat 80. przywołując na swojej płycie takich gigantów jak R.E.M., The Smiths czy też Sonic Youth. Nie dajmy się jednak zwieść. W przeciwieństwie do debiutu, tutaj już odwołania są tylko wisienką na torcie. Thom Yorke i spółka zdołali wymyślić swoje własne oryginalne brzmienie. Kwintet znakomicie opracował schemat głośno-cicho-głośno. Jazgoty gitarowe przeplatają się na płycie z uroczą nienachalną młodzieżową poetyką. Muzycy po raz pierwszy w swojej karierze wytyczyli nowe trendy.

The Bends sprzedało się na całym świecie w milionach kopii. Radiohead zyskali uznanie zarówno krytyków jak i fanów. Co więcej zespół supporotował swoich idoli czyli R.E.M. Michael Stipe (lider R.E.M.) powiedział o nich: „Oni są tacy dobrzy. Przerażają mnie”. A to był dopiero początek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *