Przełęcz ocalonych – powrót Mela Gibsona

Mel Gibson po 10. latach wraca do kręcenia filmów. Po raz kolejny serwuje nam poruszające, historyczne widowisko, zrealizowane z rozmachem . Hicksaw Rigde, w Polsce znany jako Przełęcz ocalonych, jest dramatem wojennym, opowiadającym prawdziwą historię niezwykłego żołnierza, w czasie drugiej wojny światowej.

Desmond Doss to człowiek nietypowy, z żelaznymi zasadami. Jest głęboko wierzącym chrześcijaninem, jego życiowy cel to niesienie  pomocy potrzebującym, wyznaje wartości pacyfistyczne. Mimo to koniecznie chce zaciągnąć się do wojska, uważa, że jako sanitariusz najbardziej potrzebny jest na froncie.

hacksaw0002
Foto: ComingSoon.net

Film podzielony jest dwie części. Pierwsza opowiada o życiu Desmonda Dossa przed wejściem na front – o jego życiu rodzinnym i szkoleniu w obozie. Dowiadujemy się jak główny bohater poznaje zasady, którymi będzie się kierował w życiu, jakie były jego relacje z najbliższymi, oraz jak spotyka wybrankę swojego serca. Aktorstwo prezentuje się bardzo dobrze. Andrew Garfield w roli głównej przypomina nieco Toma Hanksa w roli Foresta Gumpa – prosty, naiwny człowiek z wielkim sercem, z ciężkim dzieciństwem, kierujący się zasadami których nauczyła go matka. Na uwagę zasługują jeszcze Vince Vaugh jako Sierżant Howell, oraz Hugo Weaving w roli ojca Desmonda Dossa. Mel Gibson w pierwszej połowie Przełęczy Ocalonych skupia się na wątkach melodramatycznych z drobnymi elementami komedii. Wszystko  było by w porządku, gdyby nie zbyt powolne tempo i wyniosły ton. Pierwsza godzina to niepotrzebnie rozciągnięta ekspozycja, pełna przewidywalnych zwrotów fabularnych (np.: proces sądowniczy). Reżyser charakteryzuje się tworzeniem patetycznych filmów. Historia Desmonda Dossa teoretycznie pasuje do jego wyniosłego stylu, ale w tym filmie przeszedł  samego siebie. Oczywiste aluzje religijne, albo ckliwe wątki melodramatyczne są tak nagromadzone, że zwyczajnie drażnią. Mimo wszystko warto przeczekać tą pierwszą,  godzinę filmu, ponieważ później robi się znacznie ciekawiej.

10_945ee0c818
Foto: Multikino

Kiedy Desmond Doss trafia na pole bitwy, jego przekonania zostają wystawione na próbę. Dawno w amerykańskim kinie wojna nie została przedstawiona w tak makabryczny sposób. Duża w tym zasługa świetnej realizacji. Niezwykle przekonujący montaż, praca kamery, efekty specjalne, inscenizacja. Sceny batalistyczne są nie tylko epickie, ale przede wszystkim szokujące. Non stop ktoś ginie w niezwykle brutalny sposób, niebezpieczeństwo jest odczuwalne do samego końca. Tworzy to świetny kontrast do sielankowej rzeczywistości jaką poznaliśmy we wcześniejszej części filmu. Przez dłuższy czas patos jest rozsądnie wykorzystany, aż do finału gdzie znowu reżysera „poniosło”.

Na uwagę zasługuje sam obraz bohatera, oraz ideały którymi się kieruje. Jego heroizm nie polega na zabijaniu wrogów, tylko ratowaniu ludzkiego życia, niezależnie od strony konfliktu. Dla Desmonda Dossa każdy zasługuje na pomoc, życie jest najważniejsze. Wszystko co robi jest bezinteresowne, zasługi przypisuje Bogu. Jego czyny i postawa naprawdę robią wrażenie. Film posiada proste, ale piękne antywojenne przesłanie, według którego przemoc nigdy nie jest dobra, a każdy ma prawo do życia.

Przełęcz ocalonych posiada swoje wady, ale sama historia, aktorstwo, czy realizacja zasługuje na uznanie. Udany reżyserski powrót Mela Gibsona.

Ocena: 7/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *