Przebudzenie dusz – Opowiem Wam coś strasznego…

W dobie małego renesansu niezależnych horrorów przyszedł czas na gotycki horror od naszych ukochanych, posępnych i dystyngowanych Brytyjczyków. W dodatku niecodzienny horror, albowiem łączący różnorodne konwencje.

Profesor Goodman (Andy Nyman) jednocześnie jest i nie jest tak dobrym człowiekiem, jak sugerować może jego nazwisko. Zawodowo zajmuje się badaniem zjawisk powszechnie uważanych za nadprzyrodzone. Tropi i demaskuje najróżniejszych oszustów podszywających się pod medium i jednocześnie rujnuje światopogląd niewinnych, przesadnie religijnych obywateli. Całą filozofię i praktyki zawodowe zainspirował od profesora Camerona, który 15 lat temu zniknął w tajemniczych okolicznościach… do czasu, aż nie dostaje od niego listu. Prosi Goodmana o pomoc w rozwiązaniu trzech spraw, które przerosły nawet i jego.

Fabuła jest interesującym wstępem do mieszanki pełnometrażowego filmu fabularnego z nowelą. Wewnątrz głównego wątku opowiadającego o profesorze Goodmanie zamknięte są trzy, krótkie historie. Każda skupiająca się na innym bohaterze, utrzymana w nieco innym stylu.

Foto: Radio Times

Gotycki horror na miarę XXI wieku.

Nic dziwnego, że gotyckie horrory najlepiej kojarzone są z Wielką Brytanią. W końcu Anglicy przy swojej specyficznej mentalności idealnie nadają się do mrocznych opowieści o eleganckich lordach zamkniętych w opustoszałej posiadłości otoczonej mrocznymi lasami, co dobitnie potwierdza Przebudzenie dusz. Duet reżyser i scenarzystów, czyli Jeremy Dyson i Andy Nyman (jednocześnie odtwórca głównej roli) czerpali masę inspiracji, nie tylko z ojczystych horrorów, ale także innymi klasykami grozy, których nie do końca byśmy się spodziewali.

Oryginalny tytuł, czyli Ghost Stories idealnie oddaje specyfikę filmu. Zaiste przypomina zbiór historii o duchach, które można byłoby opowiadać w środku nocy przy ognisku. W przeciwieństwie jednak do nowel filmowych pokroju V/H/S albo The ABC of Death, historie chociaż zamknięte i różne stylistycznie, ostatecznie zazębiają się, tworząc razem spójną całość. Pierwsza opowiada o dozorcy (Paul Whitehouse) pilnującym porządku w dawnym szpitalu psychiatrycznym, w którym zaczyna dochodzić do niepokojących zjawisk.  Druga ukazuje losy nastolatka (Alex Lawther) wracającego samochodem do domu przez wielki las, który przypadkowo potrąca… bliżej nie wiadomo co. Trzecia skupia się na właścicielu luksusowej willi (Martin Freeman), którego żona przebywająca w szpitalu lada chwila urodzić ma dziecko. Każda z tych historii dotyczy osobistego problemu przedstawionych postaci – tragedia rodzinna, konflikty z rodzicami, albo założenie rodziny. W trakcie śledzenie trzech opowieści główny bohater powoli zaczyna rozmyślać nad swoim dotychczasowym życiem, aby na końcu, po pewnym twiście fabularnym osiągnąć swego rodzaju katharsis.

Film porusza temat percepcji odbierania rzeczywistości. Czy zjawiska wykraczające prawom fizyki mogą być faktycznie ingerencją sił nadprzyrodzonych, czy jedynie wytworem naszej wyobraźni i czy w ogóle jest sens obalania którejś z tez? W trakcie poznawania kolejnych historii protagonista zacznie stopniowo zagłębiać się w głąb samego siebie i rozumieć sens swoich postępowań.

Foto: Ghost Stories

Strach, śmiech i drama

Na duże uznanie zasługuje różnorodność, praktycznie w każdym aspekcie. Film stanowi naprawdę udane połączenie filmu fabularnego z nowelami, cały czas sprytnie balansuje między dramatem, strachem i humorem. Elementy czarnej komedii autentycznie bawią i rozładowują atmosferę, jednak wciąż udaje się zachować odpowiednią dawkę grozy i powagi, aby nie popaść w pastisz. Jednocześnie sprytnie łączy elementy gotyckiego horroru ze współczesnymi realiami. Z jednej strony mamy np. humorystycznie wpleciony wątek rosyjskiego (a może raczej polskiego?) emigranta, a z drugiej bohatera granego przez Martina Freemana, który swoim ubiorem i manierą przypomina brytyjskiego lorda z epoki wiktoriańskiej.

Twórcy dbają, aby każda historia była trochę inna, ale jednocześnie współgrała z resztą. Pierwsza łączy komedię obyczajową z klasycznym (żeby nie mówić, sztampowym) ghost movie, druga jest szaloną jazdą inspirującą się serią Martwe zło, ostatnia zaś współczesną wariacją powieści Edgara Alano Poe.

Foto: Horror Freak News

Realizacja prezentuje się po prostu znakomicie. Niczym za czasów w największych hitów Hammera udaje się świetnie oddać klimat posępnej Anglii. Zdjęcia utrzymane w ponurej palecie barw i oświetlone w niskim kluczu, co idealnie oddaje atmosferę nihilizmu, wszechobecnego cierpienia i śmierci. Scenografia łączy brudne, zaniedbane domostwa, z zimnymi, sterylnymi i bardzo stylowymi wnętrzami apartamentowców. Muzyka skutecznie podnosi nastrój, a montaż sprawnie przechodzi pomiędzy różnymi liniami czasowymi i wątkami. Przebudzenie dusz bardzo dobrze buduje klimat i suspens, niestety gorzej wychodzi mu samo straszenie. Momentami za bardzo opiera się na przewidywalnych, kiczowatych (raczej niezamierzenie) jump scareach, a sam wygląd duchów jest zwyczajnie oklepany. Jedynym wyjątkiem jest naprawdę znakomity, środkowy segment inspirujący się filmami Sama Raimiego – utrzymany w dynamicznym tempie i w narastającym napięciu, z groteskowo wyglądającymi upiorami, które jednocześnie wzbudzają niepokój (dzięki oświetleniu i montażowi). Świetnie zachowano w nim balans między kiczowatym horrorem rodem z lat 80, a autentycznym filmem grozy.

Aktorstwo prezentuje się dobrze, a momentami wręcz wybitnie. Martin Freeman skutecznie wykorzystuje swoje techniki aktorskie, nie popadając jednocześnie w swoje emploi, zaś znany z The End of the F***ing Word Alex Lawther jako lekko niezrównoważony Simon pokazuje, że jest jednym z najlepiej zapowiadających się aktorów swojego pokolenia.

Podsumowanie

Przebudzenie dusz to miły powrót do grozy w brytyjskim wydaniu. Posiada swoje wady, jak dosyć słabe jump scary, czy mało oryginalne zwroty akcji, jednak wciąż jest to film inteligentny, niebanalny, z dobrym aktorstwem, świetnie budującym klimat grozy i napięcie, które czasami rozluźnia dawką niewymuszonego humoru. Może to nie jest najlepszy horror tego roku, ale wciąż wysmakowany kasek dla fanów gatunku.

Ocena: 7/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *