Półka wstydu

dnia

Ostatnie pół roku obfituje u mnie w książki, które odkładam na potem. I nie oszukujmy się, nigdy już do nich nie wrócę, a to potem to tylko marna próba oszukania własnego sumienia. Na lubimyczytać, moja półka wstydu rośnie w zastraszającym tempie i nie wiem jak sobie z tym poradzić.

Coś jest nie tak.

Wzięłam do ręki Kinga, którego przez lata omijałam szeroki łukiem. Nie dokończyłam. Wzięłam Feliksa Kresa – poddałam się po kilku pierwszych stronach. Tak samo było z Drogą do Nawii, a teraz właśnie jestem na etapie bicia się z samą sobą, bo brnę przez Wielki Północny Ocean, choć mam wrażenie, że to raczej Wielka Rozlana Mazia Błocka.

Bardzo nie lubię tego stanu, bo to coś jak writer’s block, tylko w wersji czytelniczej – co biorę do ręki to klapa. Tym gorzej, że to wpływa mocno na moją ocenę i recenzje tych książek, a to przecież nie fair względem wszystkich. Potrzebuję książki, która przełamie złą passę, która wróci mnie do stanu sprzed pół roku, kiedy czytałam kilka książek w miesiącu, a nie kilka miesięcy jedną książkę.

Półka Wstydu

Zacznijmy od początku. Pierwsza w złej passie była „Ręka Mistrza”. W recenzjach szaleństwo i miłość, i w ogóle wszystko co najpiękniejsze. Więc bez strachu i namysłu wzięłam dzieło do ręki.

Wiecie, jak się czyta „King potrafi świetnie opowiadać. Tym razem także robi to bardzo dobrze. Po mistrzowsku snuje swoją opowieść o miłości, przyjaźni i życiowych zakrętach, a czytelnik bez reszty zatraca się w stworzonej przez autora rzeczywistości” albo „Nie wiem co w sobie ten autor ma, że pomimo takiej ilości pozycji na swym koncie – z czego większość jest raczej słusznych rozmiarów – wciąż tak doskonale potrafi odtworzyć przepis na sukces, unikając przy tym efektu kalki” to się oczekuje fajerwerków, jednorożców i tęczy. A dostałam długaśną opowieść o kolesiu, którym steruje jego własna ręka, nawiedzona przez ducha (to bardzo duże uproszczenie jest). I przez pierwsze sto stron myślałam, że to tak jak w Drodze Królów, długo się rozpędza a potem wszystko na raz. Niestety, to nie tego typu książka. Tutaj, cytując klasyka, nic się nie dzieje, siedzimy, nic się nie dzieje. Bardzo mnie boli, takie wewnętrzne rozczarowanie – to moje pierwsze spotkanie z Kingiem i czuję się oszukana.

Ręka mistrza/ lubimyczytac.pl

Po tym wielkim rozczarowaniu wróciłam na chwilę do fantastyki, jak Pan Bóg przykazał. Dzielnie wkroczyłam w półki biblioteczne, szukając czegoś o czym nigdy nie słyszałam. I trafiłam na Feliksa W. Kresa i jego Północną Granicę. Z recenzji wylewały się pochwały, ochy i achy. „Wielka wyobraźnia! Kompletny świat rządzący się własnymi zasadami, ciekawe państwa, z których każde ma swoją kulturę, no i bohaterowie – niesztampowi, przekonujący – czyli to, co wszyscy miłośnicy dobrej fantastyki lubią najbardziej” . Jedyne „och” jakie wydobyło się z moich ust było połączone z „jaka pomyłka”. Absolutnie było mi wszystko jedno co się wydarzy, co się stanie z bohaterami, w ogóle mnie oni nie interesowali, nie zaskarbili sobie mojej sympatii. Kartony bez osobowości. Nie wiem czy coś się zmienia później, bo tak jak poprzedniej – nie dokończyłam.

Północna Granica/ lubimyczytac.pl

Jest jeszcze jeden grzech na mojej półce wstydu, „Dziewięciu Książąt Amberu” Rogera Zelaznego. Ojej, cóż to była za droga przez mękę. Bardzo chciałam tą książkę przeczytać, wierzcie mi. Do tego stopnia, że nie mogąc przebrnąć przez papier, chwyciłam za audiobooka. Nie da się. Po raz pierwszy miała problem z zapamiętaniem kto jest kim, kto jest czyim bratem i gdzie kto się znajduje w danym momencie. Totalny odjazd jak na kwasie. Nie dotrwałam nawet do połowy, bo ciężko kibicować bohaterom, których nie można nawet przypisać do miejsca czy imienia. Obawiam się, że po kolejne Kroniki Amberu nie sięgnę już nigdy.

Dziewięciu książąt Ambery/ lubimyczytac.pl

Na tej półce znalazły się ostatnio jeszcze inne książki – moje drugie podejście do Kinga pod postacią „Doktora Sen”, „Komornik”, którego nie dałam rady dokończyć, jest też Droga do Nawii, Motylek Purzyńskiej, Północ i Południe- Gaskell i Mansfield Park Austen.

Klasyki?

Patrząc na część nazwisk przypomina mi się najbardziej wyświechtany cytat Słowacki wielkim poetą był!, bo wiecie część z tych niedoczytanych dzieł to klasyka. Zelazny, King,  Austen, Geskell, Kres. I czuję się winna, że nie mogę przez nie przebrnąć, że bardziej bawią mnie krótkie formy, fanfiction, opowiadania dla dzieci niż to co powinnam czytać jako dorosły, odpowiedzialny człowiek. Mam nadzieję, że to tylko chwilowy przestój, bo bardzo chciałabym wrócić do czytania rzeczy dużych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *