Pokój-Emocje…

Idą Oscary, więc wysyp filmów które próbują roztopić lodowate serca widzów nie powinien dziwić. Tutaj mamy klasyczny przykład obrazu, który próbuje za pomocą najprostszych oklepanych trików wzruszyć widza, ale jest w nim również coś ciekawego. Co takiego? Zapraszam do recenzji.

Jack ma pięć lat, gdy dowiaduje się od mamy, że pokój, w którym mieszka z nią od urodzenia, nie jest całym światem. Wychował się tu, myśląc, że po drugiej stronie ścian jest pustka. Teraz matka decyduje się powiedzieć mu prawdę i z jego pomocą podjąć walkę o wolność. Od prawie 6 lat są więzieni przez człowieka, który każe nazywać się Dużym Nickiem. Izoluje ich od świata, grożąc, że próba ucieczki zostanie ukarana śmiercią. Mama obmyśla niezwykle ryzykowny plan, którego głównym bohaterem ma być właśnie Jack. Wkrótce okaże się, że nie samo odzyskanie wolności jest największym wyzwaniem, ale konieczność odnalezienia się w niej i nauka życia na nowo.

Lenny Abrahamson dwa lata temu zaskoczył widzów ambitnym i ciekawym formalnie „Frankiem”, dlatego może dziwić, że Irlandczyk „Pokój” traktuje po macoszemu, i trzyma się bezpiecznie ram gatunkowych jednocześnie chwytając się niezręcznie tematów społecznych. Zakrywając swój brak warsztatu ogromną dawką lukru i emocji, które są tak przewidywalne że wystarczy pierwsze 30 minut filmu, aby potem bez trudu odgadnąć ciąg dalszy filmu.

„Pokój” ma w założeniu opowiadać o dwóch sprawach. Kwestii odkrywania świata, lub też „ponownych narodzin” Jacka oraz traumy emocjonalnej jaką musi dzierżyć jego matka. Film zdaje się mocno koncentrować na tych dwóch elementach, ale robi to tylko przez pierwsze 40 minut. A potem zostawia widza z standardową obyczajówką rodem z cyklu „prawdziwe historie” i próbuje tanich sposobów, aby przekabacić widzów na swoją stronę. Im bliżej końca filmu, tym te sposoby są coraz bardziej wymuszone. Dla filmów takich jak „Pokój” wymyślono termin szantażu emocjonalnego.

Na korzyść filmu działa jednak świetne aktorstwo. Brie Larson powinna otrzymać Oscara bez wychodzenia z domu(Choć to stwierdzenie piszę trochę na wyrost, bo wciąż nie widziałem „Carol” z ponoć piorunującą jak zawsze Cate Blanchett). Z kolei w rolę Jacka wciela się absolutnie genialny Jacob Tremblay, który daje najlepszy popis dziecięcego aktorstwa od lat. Aktorstwo to zdecydowanie główna broń filmu Lenny’ego Abarahmasona. Obsadę dopełniają William H. Macy, Joan Allen i Sean Bridgers.

Film czasem skręca w stronę krytyki społecznego ostracyzmu. Szczególnie zdarza się to w drugiej połowie. Która nie ukrywajmy jest ewidentnie słabsza, ale jednocześnie poszerza spektrum tematyczne filmu. Abrahamson próbuje wziąć się za bary z tematem, który ewidentnie go przerasta. Brakuje mu reżyserskiego doświadczenia, aby wyjść z tego pojedynku obronną ręką, co sprawia że depta sobie po stopach.

Jest jednak coś ciekawego w wizji świata opisywanego przez irlandzkiego reżysera. Wizja środowiska przede wszystkim informacyjnego, które ma za zadanie zabić niewinność Jacka i jego matki. Bohaterowie tego dramatu zanim uporają się z swoimi emocjami, muszą uporać się z emocjami świata wobec nich, które nie są zbyt przyjemne. Wydaje się, że nie tylko Jack tu poznaje świat. Ma poznaje go na nowo i musi się nauczyć w nim żyć Dopiero w ostatniej scenie(Która jest naprawdę świetna) matka i syn mogą zostawić cały ten dramat za sobą i spojrzeć swojej traumie w oczy.

„Pokój” to dziwny eksperyment. Formalnie przerasta autora, tak o dwa metry. Pozostaje nam do oglądania słodka wydmuszka, która nieustannie robi duże płaczliwe oczy do widza. Niektórzy połkną haczyk, niektórzy nie. Brie Larson w nocy z niedzieli na poniedziałek pewnie odbierze statuetkę, ale czy ktokolwiek będzie pamiętał o tym filmie za kilka lat? Wątpię.
Ocena 5/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *