Piłkarskie historie XIII: Wpływowy tatuś

Choć często za znakomitymi zawodnikami stoją lata spędzone w biedzie, czasem trafią się i tacy, którzy wychowywali się w Willi z Basenem łącząc treningi piłkarskie z przesiadywaniem na jachcie. Dziś o najbardziej kuriozalnym przykładzie „rozpieszczonego bachora” w świecie piłki nożnej -Saadiego Khadafiego.

Jeśli nazwisko piłkarza wywołuje u Was negatywne konotacje to świetnie bowiem jest to potomek jednego z najokrutniejszych tyranów naszych czasów. Ten wychowywany w luksusach młokos zapragnął zostać piłkarzem światowej klasy. Jak postanowił, tak też uczynił, i już niedługo, z niewielką pomocą wpływowego tatusia Saadi został piłkarzem Al-Ahly Trypolis. Oczywiście aby mieć pewność, iż stanie się gwiazdą zespołu jako jedyny posiadał numer i nazwisko na koszulce, w dodatku ustawiając mecze, które rozgrywał. Jako, że jego ojciec jednym kiwnięciem palca mógł skazać niesfornych piłkarzy rywali na śmierć Ci starali się nie przeszkadzać dziedzicowi tronu w kompletowaniu osiągnięć.

Sytuacja ta osiągnęła jednak kuriozum w roku 2001 gdy ten najpierw zdecydował się zrównać z ziemią obiekt piłkarski i bazę treningową rywali zbulwersowanych sędziowaniem w rodzimej lidze, a następnie całkiem przypadkowo został wiceprezesem Libijskiej Federacji Piłkarskiej, będąc przy okazji regularnym reprezentantem tego kraju.
Następnie Saadi znudzony ligową dominacją zapragnął gry w Europie. Dlatego też jego rodzina wykupiła pakiet własnościowy w Juventusie Turyn, na szczęście zbyt mały aby ekscentryk mógł się tam przenieść. W ten do Libijczyk dłoń wyciągnął Luciano Gaucci – prezes włoskiej Perugii.

Saadi w barwach Perugii, w starciu z Del Piero

Mimo starań prezesa klubu oraz samego Berlusconiego Kaddafi nie był ulubieńcem selekcjonera zespołu. Po całkowicie przesiedzianym na ławce sezonie „libijski diament” przeniósł się do Sampdorii Genua, swoją porażkę w Perugii komentując słowami:

Nie sprawdziłem się w Perugii, bo miałem za słabych kolegów w drużynie. Myślę, że w drużynie takiej jak Juventus lepiej pokazałbym swoje umiejętności techniczne.

W Sampdorii nawet nie zadebiutował stale imprezując i żyjąc na koszt ojca dyktatora. W efekcie przeniósł się do walczącego o awans do ekstraklasy Udinese. Tam zagrał oszałamiające 11 minut, po czym na polecenie ojca zakończył karierę. Spytany o europejską przygodę miał powiedzieć:

W Afryce rozgrywałem trudniejsze i bardziej zacięte mecze niż w Serie A.

Po powrocie do kraju musiał stanąć do walki o obronę tronu przed żądnymi sprawiedliwości rebeliantami, a obecnie Saadi zmaga się z problemami innej natury będąc więźniem zakładu karnego w Trypolisie.

Najbardziej pamiętne zdjęcie kariery Saadiego – starcie z Barceloną

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *