Pieniądze, pieniądze, pieniądze

Nie od dziś możemy zaobserwować w futbolu niepokojącą tendencję do nagłych wzrostów cen piłkarzy oraz niekiedy zawyżonych płac zawodników. Niestety tendencja ta nie dość, że jest coraz bardziej zauważalna, to nieustannie przesuwa owe kwoty na coraz bardziej niewyobrażalny poziom. Czy w tym szaleństwie jest jeszcze miejsce na honor?

To smutne, ale go nie ma. Obecnie próżno szukać piłkarzy pokroju Puyola, Zanettiego czy Tottiego, którzy za żadne pieniądze świata, w żadnym momencie kariery, niezależnie od okoliczności nie odejdą ze swojego ukochanego klubu. Znakiem naszych czasów są mało lojalni gracze, którzy potrafią deklarować miłość do klubowych barw, aby następnie odejść z zespołu bez skrupułów.

965px-javier_zanetti_et_cristiano_ronaldo
Źródło: Javier Zanetti i Cristiano Ronaldo

Oczywiście, nie śmiem twierdzić, że zmiana klubu jest czymś, co zasługuje na potępianie jednak przy wcześniejszych deklaracjach przywiązania taki czyn zyskuje mocno dwulicowego charakteru. Takowy zarysowuje się mocniej jeżeli mowa głównie o pieniądzach, które często są jedynym czynnikiem decydującym o przeprowadzce. Dlaczego?

Ostatnie kilka lat to istny wysyp bogatych klubów, które zarządzane przez miliarderów chcą szybko powtórzyć sukcesy swoich pierwowzorów – francuskiego Paris Saint Germain czy choćby angielskiego Manchesteru City. Są to kluby, które utożsamiane były raczej z przeciętnym poziomem sportowym do momentu zainwestowania w nie przez ekscentrycznych biznesmenów, którzy na potęgę inwestują w coraz droższych graczy oferując im niebotyczne pensje.

Takie kluby nie tylko „zabijają” rynek transferowy sztucznie zawyżając poziom cen poszczególnych piłkarzy, ale też nierzadko „ograbiają” mniejsze i słabsze kluby z najlepszych piłkarzy. Przykładem jest tu choćby włoski Juventus Turyn, który choć uczciwie (wieloletnimi sukcesami sportowymi) zbudował potęgę finansową, teraz podkrada innym włoskim klubom graczy stając się praktycznie bezkonkurencyjnym na półwyspie apenińskim.

I ponownie warto zaznaczyć, iż taka praktyka nie jest sama w sobie zła- zły i niepokojący jest jej rozmiar. Tworzą się bowiem ligi, w których najbogatsze kluby bez zawahania skłonne są wydać dziesiątki milionów na transfer pojedynczego gracza, a biedniejsze posiłkują się nierzadko darmowymi graczami bez kontraktu, łatając dziury w zespole.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/3f/Carlos_Tévez_ManCity2.jpg

Jednak na szczęście przewrotność losu pokazuje, że nie zawsze bogatszy jest lepszy, co sporadycznie manifestowane jest przez mniejsze kluby które odnoszą sukcesy (Leicester City zwyciężające w lidze angielskiej, czy choćby turecki Başakşehir). Stopniowo stają się coraz rzadsze zyskując przez to miano niemalże heroicznych czynów. Co z tego wyniknie? Ciężko stwierdzić, jednak przy rosnących potęgach klubów chińskich oferujących rekordowe kontrakty (tutaj choćby mowa o Carlosie Tevezie mającym zarabiać 40mln Euro za sezon – jest to więcej niż Messi i Cristiano Ronaldo razem wzięci – przyp. red.) wydaje się,  że kluby oszczędne i mniejsze niedługo znikną z futbolowych map świata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *