Pełzająca śmierć – Aligatornado

dnia

Współczesne kino grozy należy do nowe pokolenia filmowców. Ari Aster, Jordan Peele, Andy Muschietti, czy Robert Eggers swoimi posthorrorami wywrócili gatunek do góry nogami. Zdawałoby się, że weteranom pokroju Sama Raimiego i Alexandre Aja pozostaje już tylko odsunąć się w cień, a tymczasem, dwóch tych panów połączyło siły, aby stworzyć prosty, ale bardzo skuteczny film, jakim jest Pełzająca śmierć.

Podgatunek kina grozy, jakim jest animal attack wydawał się już zajechany na śmierć. Myśleliśmy, że po Ptakach Hitchocka i Szczękach Spielberga nie da się powiedzieć o drapieżnych zwierzętach już niczego ciekawego. Pozostawało już tylko wałkowanie B-klasowych horrorów na wszelkie możliwe, absurdalne sposoby.

Mieliśmy Samuela L. Jakcsona pożartego przez rekina z ludzkimi ilorazem inteligencji w Piekielnej Głębi, lub walczącego z Wężami w Samolocie, aż sześć części filmów o tornadzie porywającym rekiny, oraz niezliczoną ilość filmów o przerośniętych, radioaktywnych i prehistorycznych gadach, rybach, sakach, owadach itd. Doszliśmy już do etapu, w którym nawet blockbustery przenoszą dokładnie te same koncepty i odnoszą przy tym kasowy sukces (Rampage: Dzika Furia, The Meg). Od czasu do czasu wychodzą co prawda poważniejsze produkcje, jak 183 metry strachu, lub Podwodna pułapka, ale poza poprawną, rzemieślniczą robotą nie robią nic więcej. Tak było, aż do 10 lipca, kiedy do kin zawitał Crawl (w Polsce niefortunnie przetłumaczony jako Pełzająca śmierć).

Foto: Bloody Disgusting

Stara szkoła horroru we współczesnym kinie

Pełniący tutaj funkcję producenta Sam Raimi oraz reżyserujący Alexandre Aja zdążyli już lata temu przysłużyć się kinu grozy. Ten pierwszy oczywiście wydał na świat jeden z największych klasyków horroru, jakim jest seria Martwe zło, jego kolega z Francji ma na swoim koncie dobre slashery jak Blady StrachWzgórza mają oczyLustra, oraz zabawny pastisz omawianych animal attack w formie Piranii 3D. Obaj panowie idealnie się dobrali – miłują kino klasy B, tworzą niezwykle energiczne i warsztatowo dopasowane horrory łączące gore z akcją. W przeciwieństwie do współczesnych twórców posthorrorów nie mają oni większych ambicji, poza tworzeniem naprawdę skutecznych, trzymających w napięciu i widowiskowych straszydeł w starym, dobrym stylu (wyjątkiem może Blady Strach).

Pełzająca śmierć idealnie wpisuje się w twórczość tychże filmowców. To film z bardzo prostym założeniem. Gdzieś w małym miasteczku na Florydzie rozpętuje się potężna ulewa. Wszyscy mieszkańcy zdążyli się ewakuować, z wyjątkiem uwięzionego w crawlspace (bardzo niski korytarz znajdujący się pod domem) dwójki bohaterów – samotnego, starszego mężczyznę, który doznał wypadku, oraz jego dorosłej córki która ruszyła mu na pomoc. Obaj unikali ze sobą kontaktu od lat ze względu na dawne żale i rozpad w rodzinie. Drzwi na powierzchnie zostały zablokowane, korytarz jest powoli zalewany wodą, a z rezerwatu uciekły żarłoczne aligatory. Haley (Kaya Scodelario) i Dave (Barry Pepper) będą musieli wybaczyć sobie dawne żale, aby wspólnie zwalczyć zagrożenie dobiegające z tak wielu stron.

Foto: Bloody Disgusting

Kino klasy B na poważnie

Ogromna powódź porywające wygłodniałe aligatory? Prawie jak kolejny naśladowca Sharknado. Na szczęście Raimi i Aja nie są wyrobnikami pracującymi dla stacji Asylum. Pełzająca śmierć to kino, które mimo prostoty jest dopracowane niczym szwajcarski zegarek. Od pierwszej do ostatniej minuty film znakomicie buduje atmosferę niepokoju i zbliżającego się niebezpieczeństwa.

Reżyser znakomicie buduje środowisko, do którego wrzucani zostaną bohaterowie. Obserwujemy stopniowe zmiany pogodowe, otoczenie, wiemy dokładnie gdzie znajduje się dom bohaterów, rezerwat aligatorów i jak powoli podnosi się woda. Jednak to nic w porównaniu z końcem I aktu, gdzie córka z ojcem zostają zamknięci w crawlspace, w którym panuje niepokojąca ciasnota. Sufit sięga najwyżej do 1 metra, woda cały czas się podnosi, a schody prowadzące do wyjścia się zawaliły – już tyle wystarczyłoby na naprawdę skuteczny, kameralny, ale cholernie niepokojący film katastroficzny. Ale odkąd do gry dołączają gady, dostajemy autentyczny horror.

Wysokobudżetowy horror klasy B, jak Ridley Scott przykazał

Widać tu wyraźnie miłość reżysera do kina grozy, jak skutecznie czerpie inspiracje od najlepszych twórców. Pełzająca śmierć sięga nie tylko po Szczęki, ale przede wszystkim do Obcego Ridleya Scotta. Ciasne, klaustrofobiczne pomieszczenia skąpane w mroku, w którym czają się aligatory. Rzadko tu widzimy nasze potwory, przez większość czasu tylko się ukrywają, ale cały czas mamy świadomość ich obecności. Niebezpieczeństwo czyha w każdym miejscu, nigdy nie wiadomo gdzie i kiedy gady zaatakują. A każda bezpośrednia konfrontacja potrafi przyprawić o palpitacje serca – aligatory potrafią pojawić się znienacka, w dobrze wykorzystanych jumpscare’ach i napsuć krwi bohaterom.

Zdjęcia wyśmienicie oddają klimat i poczucie przestrzeni. Za efekty specjalne film raczej nie dostanie Oscara, ale spełniają swoją funkcję. Seans nie byłby jednak tak angażujący, gdyby nie bohaterowie. Haley i Dave są ludźmi z krwi i kości, którzy posiadają ze sobą długą i skomplikowaną relację. Próba spełnienia ambicji ojca, znikający z wiekiem kontakt z rodzicami, poczucie wyobcowania we własnym domu. Obaj powoli zbliżają się do siebie, znajdują porozumienie, co pomaga pokonać przeciwności losu. Jest to na tyle wiarygodnie poprowadzone i zagrane, że dobrze wypełnia czas między sekwencjami grozy. Od strony dramatycznej film czasem idzie na skróty i łatwiznę – zdarzają się mało wiarygodne zbiegi okoliczności, niekonsekwencje, nielogiczne decyzje i zachowania, które mają tylko popchnąć historię do przodu. Jak często w tego typu kinie bywa, protagoniści wykazują się nadludzką sprawności i wytrzymałością itd. Nie zapominajmy jednak, że bądź co bądź, to wciąż jest horror z bardzo prostym założeniem.

Podsumowanie

Pełzająca śmierć – niczym aligatory w filmie – pojawiła się znienacka i wzbudziła spore emocje. To bardzo solidnie poprowadzone i zrealizowane kino grozy. Aja i Raimi wykorzystali temat najlepiej jak się dało, tworząc z tego może prosty i mało ambitny, ale też jeden z najlepszych filmów tego podgatunku, a już na pewno najlepszy horror z motywem aligatorów.

Ocena: 7.5/10

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *