Patryk Vega – Arty$ta totalny

Mimo tego, iż Polskie kino od jakiegoś roku przeżywa swoją drugą (a nawet i trzecią) młodość, to nazwiska uzdolnionych młodych reżyserów Ostatniej rodziny, Sztuki kochania, czy też Cichej nocy nie pojawiają się zbyt często w mediach. Wydaje się, że po śmierci Andrzej Wajdy na naszej ojczystej ziemi ustał się tylko jeden reżyser. Jest nim nasz rodzimy „Dissaster Artist” – Patryk Vega. Wszyscy wiemy dlaczego jego filmy są złe, mimo wszystko nie przeszkadza to panu Vedze na zarabianiu milionów i na kręceniu dwóch filmów na rok. Jaki jest fenomen naszego rodzimego – nie boję się tego napisać, ani powiedzieć Roberta Altmana?

Żeby było jasne, podziwiam Patryka Vegę. Zanim jednak odlajkujecie tego bloga dajcie mi skończyć ten akapit. Podziwiam Patryka filantropa Vegę. To powyższe porównanie z Robertem Altmanem nie jest chybione. Ponieważ twórca Pitbulla, podobnie jak twórca Nashville  kompresuje i wyolbrzymia wszystkie bolączki polskiego społeczeństwa, które wciąż czy nam się to podoba czy nie jest w impasie pomiędzy przeszłością a przyszłością. Vega tworząc swoje filmy mówi językiem przeciętnego polaka. Pokazuje jego codzienne życie, a także problemy.

Ostrze kina Vegi jest wycelowane w instytucje. Tak jak Tomasz Raczek pisał filmy twórcy Botosku są niczym PRL-owskie komedie Stanisława Bareji. W obu przypadkach są to filmy, które nie wyróżniają się filmowym rzemiosłem, ale są za to zbieraniną przywar, dialogów, zalet i wad. Tym filmom bliżej do zbioru luźnych anegdot niż do pełnoprawnego kina.  Można jednak przytoczyć kultowe hasło z Rejsu: „Ja najbardziej lubię te melodie, które już znam”. Karmienie polskiego widza wiecznymi telewizyjnymi powtórkami Samych swoich, czy Misia, się opłaciło. Polacy lubią kino Bareji, będą też lubić kino Vegi.

Wszystko się tu rozchodzi o kwestię dobrego smaku. Altman tworzył dla sztuki, z kolei Vega nawet tego nie ukrywa że tworzy dla pieniędzy. Polski reżyser znalazł sobie milionową widownię i znalazł jej słabe punkty, z których może tworzyć kolejne filmy. Zresztą wszyscy jesteśmy widownią filmów Patryka Vegi. Kto poszedł zobaczyć Botoks dla przysłowiowej beki? No właśnie.  Ten film był na tyle kontrowersyjny, że każdy chciał go zobaczyć. Dyskusja o tym filmie wyczerpała się już przed jego premierą. A jak powszechnie wiadomo nie ma czegoś takiego jak zła reklama.

Podsumowując ten krótki tekst, Patryk Vega jest najlepszym w swojej lidze polskim reżyserem XXI wieku. Kręci film obrażające instytucje, karmiące się strachami i humorami klasy średniej. Trudno sobie wyobrazić, kiedy Vega się przejedzie, a jego filmy przestaną przynosić zyski. Osobiście stawiam, że przez kilka lat ta mieszanka Roberta Altmana, Stevena Spielberga i Stanisława Bareji jeszcze sobie zarobi na naszych wiecznych kompleksach. Bo odpowiednio przystrojone trupy z szafy, zawsze ładnie wyglądają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *