Patrick Melrose – Nagi Lunch

dnia

Patrick Melrose, czyli nowy miniserial stacji Showtime ma mieć pięć odcinków, obecnie wyszły cztery, ja obejrzałem dwa. Czyli powiedzmy, że jestem na półmetku. Dokładnie takie same odczucia towarzyszą mi, przy ocenie tego serialu. Serialowe przygody naćpanego i obciążonego trudnym dzieciństwem Cumberbatcha ani mnie grzeją, ani mnie ziębią. Jestem pośrodku.

Patrick Melrose (Benedict Cumberbatch) pochodzi z arystokratycznej, uprzywilejowanej rodziny. Jest inteligentnym i charyzmatycznym mężczyzną, który cieszy się dużym powodzeniem wśród kobiet. Starając się uporać z trudnymi wspomnieniami z traumatycznego dzieciństwa, które zafundowali mu agresywny ojciec oraz przymykająca na wszystko oko matka, szuka ukojenia w używkach.

Foto: IMDB

Patrick Melrose miał bardzo huczną promocję, na której czele stał Benedict Cumberbatch i slogan przełomowej roli. To w serialu widać. Aktor znany z Sherlocka   bawi się w aktorskiej piaskownicy i przybiera wiele masek, a także porusza bardzo duże spektrum emocji. Patrick  w wykonaniu Brytyjczyka zyskuje unikalną neurozę, która ma podszycie dramatyczne. Podczas oglądania produkcji Showtime przypomina mnie się   kultowy Dr House. Oczywiście Melrose nie przybiera w narkotykach, co często wprawia go w wybuchy wściekłości czy innych emocji, jednak ta właśnie brytyjska elegancka melancholia upodabnia Cumberbatcha do Hugh Laurie’go. We współczesnej telewizji brakuje takich ról.

Drugi plan zdobią Hugo Weaving i Jennifer Jason Leigh w rolach rodziców Patricka.  Oboje są równie świetni co Cumberbatch. Szczególnie Weaving tutaj rządzi i dzieli. Zaskoczyło mnie w tym serialu fakt, iż postać Ojca jest tutaj budowana na zasadzie pojedynczych elementów.  Dlatego nigdy nie poznajemy pełnego wymiaru krzywdy, jaką Patrick odniósł w dzieciństwie. Jest to bardzo odważne pisanie scenariusza i Weaving w takiej materii czuje się jak ryba w wodzie i zakłada swojej postaci tajemniczą maskę, pod którą wiemy, że czai się coś złego, ale nie wiemy dokładnie,  z czym tak naprawdę mamy do czynienia.

Co jednak mnie odrzuca w tym serialu, to fakt, iż wszystko jest gładko czyste. Ja rozumiem, że serial (jak i seria powieści, na której oparty jest Patrick Melorse), ale tutaj wszystko jest czyste i schludne, przez co mam problem z odczuwaniem ekranowej dramy, a czuję bardziej zażenowanie. Zamiast rozbitej postaci, widzę kolejną wersję irytującego niebieskiego kołnierzyka, który niepotrzebnie dramatyzuje. Tytuł powieści Williama Burroughsa, której użyłem w tytule recenzji, mogłaby być dobrą wskazówką dla twórców serialu.

Foto: IMDB

Wspomniałem o tym, iż serial zachowuje subtelność. Jest to zasługa niezwykle instynktownej pracy kamery.  Reżyser serialu – Edward Berger bazuje na subtelności w pokazywaniu akcji. Jednak, gdy dzieje się coś ważnego, wtedy postacie i ich działania wypełniają całe kadry. Styl Bergera odbiega od współczesnych standardów, ale miło jest zobaczyć kogoś, kto umiejętnie pogrywa z przyjętymi regułami i zasadami.

Patrząc na trailery, mogę śmiało przewidzieć, w jakim kierunku podąży serial. Całość wydaje się mieć posmak kwaśne melodramy o odkupieniu. Tak jak wspomniałem mam tyle samo powodów za i przeciw. Więc na razie przyznaje asekuracyjne 6/10. Fanów (i fanek) Cumberbatcha nie muszę zachęcać, reszta może poszukać coś ciekawszego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *