Komu to w ogóle potrzebne? – drugi sezon „13 Powodów”

Nie ma co ukrywać, pierwszy sezon narobił nie lada szumu, wzbudził wiele emocji, nie tylko tych pozytywnych. Jest jednak rzecz, którą uważam za nieocenioną – rozpoczął ogromną dyskusję na temat samobójstw, zdrowia psychicznego i molestowania seksualnego wśród nastolatków. I to jest ogromna wartość tego serialu.

Tekst zawiera spojlery

Ale czy rozwinięcie jest komukolwiek potrzebne?

Na początku byłam bardzo sceptyczna. Fabuła pierwszego sezonu wydaje się być doskonałą zamkniętą całością – mamy trzynaście osób, które powiązane są w jakiś sposób ze śmiercią głównej bohaterki. Wraz z kolejnymi odcinkami odkrywamy jak przyczynili się do tragedii jaką było samobójstwo Hannah Baker. I po tym emocjonalnym rollercoasterze zakończenie wydaje się być ostateczne. Nie jest może satysfakcjonujące, ale utrzymane w duchu całej serii – niejednoznaczne. I ja mogłabym z takim końcem żyć, z taką otwartą wersją, która pozostawia wiele do interpretacji. Wiem też, że nie tylko dla mnie byłoby to wystarczające.

13 Reasons Why // theatlantic.com
Jednak producenci uważali inaczej.

Choć podchodziłam pod drugi sezon bardzo nieufnie, to mogę wam teraz powiedzieć z pełnym przekonaniem, że nie miałam racji. Ta część jest potrzebna. Z wielu powodów, choć może nie ma ich aż trzynastu.

Po pierwsze producenci poszli po rozum do głowy i wsłuchali się w głosy krytyki, mówiące o tym, że serial gloryfikuje samobójstwo. Na samym początku, tuż przed pierwszym odcinkiem dostajemy krótkie PSA, w którym aktorzy wcielający się w poszczególnych bohaterów ostrzegają przed oglądaniem jeśli ma się jakiekolwiek problemy ze zdrowiem psychicznym. Dodatkowo na końcu każdego odcinka pojawia się adres strony 13 Reasons Why gdzie znajdują się informacje, numery telefonów, video z twórcami i odtwórcami głównych ról. Czy to wystarcza? Oczywiście, że nie, ale jest to według mnie krok w dobrym kierunku, jest to jakieś działanie, a ono jest zawsze lepsze niż bierność.

Drugą sprawą jest to jak przedstawiona jest historia Hannah – tutaj dostajemy ją z perspektywy jej znajomych z kaset, z pierwszego sezonu. Fabuła opiera się o sprawę sądową, którą wytoczyli rodzice dziewczyny przeciwko szkole, oskarżając nauczycieli, że mając tyle sygnałów od ich córki nie zrobili nic, aby zapobiec tragedii. Oczywiście, jak można się spodziewać proces przegrywają, ale w trakcie przesłuchań kolejnych świadków na światło dzienne wydostają się informacje, które Hannah postanowiła przemilczeć lub takie o których nie mogła wiedzieć. I znów okazuje się, że nasza główna bohaterka nie jest niewinną i naiwną dziewczyną, ale nie jest też złą i zepsutą pannicą. Serial pięknie pokazuje, że ludzie nie są czarno – biali, zwłaszcza nastolatkowie, u których emocje grają główną rolę.

13 Reasons Why // variety.com

W tle procesu i flashbacków toczy się też normalne życie, a ci których dotknęła śmierć Hannah próbują przetrwać. I znów twórcy serialu posłuchali fanów i krytyków, i dostaliśmy ogromny, wszechograniający ból po stracie. Widzimy to jak czyjeś samobójstwo wpływa na ludzi, widzimy, że nie jest to jednorazowy akt, który wszystko kończy. Najczęściej taki dramat rozpoczyna jeszcze większy dramat – przykłady mnożą się same: Alex, Justin, Tylor. Wszystko to działa jak naczynia połączone, jak domino, niedające się zatrzymać.

Nie wszystko złoto

Trochę jest to banał, ale nie wszystko wyszło. Absolutnie i totalnie nie mogłam znieść Claya. O ile w pierwszym sezonie wydawał mi się być po prostu zdezorientowanym, zakochanym dzieciakiem, tak drugi sezon zafundował mi jazdę na frustracji. Nawet nie wiecie jaką sadystyczną satysfakcję odczułam gdy ktoś spuścił mu łomot.  To nie tak, że jego działania nie są logiczne czy niezrozumiałe, zupełnie nie w tym rzecz. Jest po prostu w tej postaci coś z czym nie potrafię się utożsamić, nie potrafię mu współczuć, nie potrafię wskazać palcem na to coś, ale może jest to kwestia różnicy wieku?

Bo taki problem mam z prawie wszystkimi postaciami – nie mogę ich polubić, nie potrafię. I chyba nawet nie chcę. Na palcach jednej ręki mogę policzyć bohaterów nie powodujących u mnie irytacji – Jess, Zach i Alex. Reszta… ech.

Poważne tematy

Właściwie to jeden poważny temat – molestowanie seksualne. Tutaj Netflix zrobił robotę i za to należą im się oklaski. Mamy nie jedną, nie dwie, a trzy bohaterki (nie licząc Hannah), które doświadczają traumy i trzy różne sposoby radzenia sobie z nią. I żaden z nich nie jest krytykowany czy przedstawiany jako zły i wart potępienia. Owszem, mamy wgląd w to co uważają poszczególni bohaterowie, ale nigdy nie jest to jedyny i właściwy osąd. Jeśli ten sezon sprowokuje debatę, choćby w ułamku tak wielka jak zrobił to pierwszy – absolutnie było warto.

Czy trzeba oglądać drugi sezon? Nie, pierwszy w zupełności wystarczy. Czy wnosi coś nowego – zdecydowanie tak, zwłaszcza jeśli czujecie niedosyt i marzycie o tym, aby Bryce został ukarany. Czy jest równie emocjonalnie ciężki? Nie, choć dwa ostatnie odcinki mogą sprawić osobom o słabych nerwach problem, lojalnie ostrzegam, że jest to jazda bez trzymanki.

Bardzo trudno jest się zachwycać tym sezonem jako całością, ale są w nim elementy, które na waszą uwagę zasługują.

A i jeszcze jedno – Justin Prentice (Bryce Walker) zasługuje na jakąś nagrodę. Choćby order z ziemniaka. Grać tak okropną postać w tak przekonujący sposób to doprawdy jest talent. Gdzieś na podium poniżej Iwana Rheona i Jacka Gleesona.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *