Na odległość. „Koniec miłości” w reżyserii Doroty Androsz

dnia

Gdyby zapytać ludzi, co jest dla nich najtrudniejsze w relacji z drugą osobą, padłoby wiele różnorodnych odpowiedzi – sytuacja jak każda. Inaczej patrzymy na świat, inaczej rozumiemy sporne kwestie, co innego staje się dla nas polem nieporozumień i problemów. Ale kiedy następuje moment krytyczny – wtedy najtrudniejsza staje się rozmowa. Człowiek ma ochotę wyrzucić z siebie ból i długo ukrywane przykrości, obwiniając o wszystko tego drugiego. Nie zależy mu na konstrukcji zdań, ozdobnikach, formie… wyrzuca z siebie potok mocnych słów. Jeszcze mocniej uderza, jeśli dawny partner oddaje z równą siłą swój żal i rozgoryczenie.

fot. Natalia Kabanow

Na scenie Teatru Polskiego w Bydgoszczy spotkali się Ona i On – para, dla której zakończył się ważny etap w życiu. Przez długi czas szli obok siebie, planowali dzieci, skupowali ładne przedmioty, gromadzili dobre i miłe momenty. Ale to się skończyło. Nie wiadomo dokładnie kiedy, ale teraz słowo „razem” straciło sens. Były wspólne radosne wyjazdy, zawsze z przygodą i szerokim uśmiechem, a teraz wspólnie można jedynie zdecydować o rozejściu się. Trzeba zacząć od nowa w innej przestrzeni.

fot. Natalia Kabanow

Dorota Androsz wzięła w swoje ręce tekst francuskiego twórcy – Pascala Ramberta – który ma w zwyczaju samodzielnie reżyserować swoje dramaty. Wiąże się to z tym, że wszystko, co tworzy jest silnie autobiograficzne. Artysta często przenosi konkretne sytuacje ze swojego życia do tekstu, ale dopasowując je do aktorów, z którymi chce współpracować. Tworzy niezwykle intymne, osobiste dzieła, chociaż można zadać sobie pytanie czy odgrywanie scen ze swojego życia da się przypisać do kategorii oryginalności czy arcydzieła. Dla mnie to wątpliwe. Jednak z drugiej strony… kto z odbiorców nie ma choć odrobinę ochoty podejrzeć, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami mieszkania znanego reżysera?

fot. Natalia Kabanow

Na bydgoskiej scenie pojawiają się Katarzyna Herman i Juliusz Chrząstowski. Poruszają się po niewielkiej przestrzeni. Oboje zapadają się w niebieskim piasku – z pozoru można by się spodziewać sielanki, jakiejś romantycznej sceny na zainscenizowanej plaży, gdzie dwoje kochanków nie zwraca uwagi na otaczające ich tłumy. Tylko, że tutaj miejsce jest zimne, kolor niebieski wcale nie wygląda przyjaźnie, nie przywodzi na myśl nic dobrego. To raczej wstęp do ochłodzenia stosunków. Coś, co zacznie symbolizować rosnącą między dwoma osobami odległość.

fot. Natalia Kabanow

Swoją małą tyradę zaczyna On. Dużą wagę przywiązuje do ciała kobiety, która nieporadnie krąży po piasku, do ciała, które niegdyś było całym światem, ale dziś nic w nim nie rozpala. Było gwałtownie i namiętnie, teraz jest pustka. On zaczyna walkę o krzesło z różowym haftem, które nie bez przygód przywieźli do domu z podróży. Walczy o dzieci. Mówi mocnym, stanowczym głosem. Nie czuje winy, może jedynie głęboko gdzieś jakiś żal, że nie jest tak łatwo przekonać ją do słuszności wykrzyczanych słów.

fot. Natalia Kabanow

A Ona też musi powiedzieć swoje. W niej jest więcej emocji, jakiegoś rozedrgania, a przede wszystkim pytania pozostające bez odpowiedzi. Chce znać znaczenie początku i znaczenie końca – bo nie wie, kiedy to nadeszło i jak to się stało. Wie, że dzieci nie odda. Nie obchodzą jej przedmioty ze wspólnej przestrzeni. Nie chce krzesła. Nie chce używać wulgaryzmów, ale w końcu same cisną się na usta. Chce zrozumieć skąd ten koniec. Że to już? Teraz? Na pewno?

fot. Natalia Kabanow

Te dwa monologi są dla aktorów niezwykle wyczerpujące, ale dla widza z pewnością to niesamowite przeżycie – obserwuje rozstających się ludzi, w których kipią emocje. I te emocje wybrzmiewają w dwóch długich zdaniach – jedno należy do Niego, drugie do Niej. Dialogu brak. Każdy ma swój czas i w pełni go wykorzystuje.

fot. Natalia Kabanow

Spektakl jest bardzo oszczędny jeśli chodzi o środki wyrazu, skupia się na sile oddziaływania słowa (jak rani, jak uwiera, jak razi). Któryś już raz przekonuję się, że im mniej na scenie, im bardziej zredukowany jest dźwięk czy scenografia, tym większe pole do popisu daje się umiejętnościom aktorskim. Nie rozpraszam się, jeśli jednocześnie chcę podziwiać skomplikowaną, drobiazgową scenografię, kreacje aktorskie i jeszcze wsłuchuję się w rewelacyjną muzykę. To nie jest dobre przy realizacji każdego tekstu.

Kto lubi mocno wybrzmiewające słowa – niech zobaczy. Kto lubi formę monodramu – niech zobaczy. Kto ma problem z porozumiewaniem się – niech zobaczy (bo to nie tylko jego problem). Spektakl zdecydowanie intrygujący.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *