O tym, jak Mróz uratował ten wpis

Nigdy nie sądziłam, że jakikolwiek z moich wpisów będzie miał w tytule nazwisko tego autora. Ba! Nawet ten tytuł edytowałam kilka razy, ale ostatecznie nie ma sensu przed tym uciekać. Tym razem Remigiusz Mróz uratował mój wpis.

Lecton

Przyznaję się bez bicia, że mój grafik jest dość mocno napięty. Prawdopodobnie powtarzam to za każdym razem, gdy siadam do spóźnionego o kilka tygodni tekstu. Ale cóż, takie życie. Poza tym nie jestem najlepsza w zarządzaniu czasem, więc, niestety, zawalam wiele rzeczy.

I od zawsze bronię się przed audiobookami. Nie bardzo odpowiadają mi książki, których sama nie mogę przeczytać. Co innego z podcastami, których słucham namiętnie. W przypadku książek po prostu nie odpowiada mi taki sposób korzystania. Oczywiście, zdarzają się wyjątki – Boży bojownicy A. Sapkowskiego czy fantastycznie zrealizowana Pieśń lodu i ognia G. R. R. Martina, ale to są wyjątki, słucham ich właściwie bardziej dla zabicia ciszy w tle, bo ich zawartość znam bardzo dobrze, więc nie żal mi, jeśli coś przegapię.

Ale cóż, jakoś tak się zdarzyło, że świat podarował mi możliwość wypróbowania płatnej wersji aplikacji Lecton, a że ostatnio w pracy zaczyna mi brakować podcastów, to pomyślałam, że może jednak warto. Znaliśmy się już wcześniej, bo słucham Mietczyński i G.F. Darwin Dramatyzują, ale to wciąż darmowe słuchowiska.

instagram.com/serial_chylka
I tak padło na Mroza

Właściwie powinnam napisać, że padło na Chyłkę, a dokładniej na Zaginięcie. I to z bardzo błahego powodu – nie chciałam oglądać serialu bez wcześniejszego przeczytania książki. A znając moje ogarnięcie, wiedziałam już, że potrwa to całe wieki, bo autor jest raczej u mnie na liście podpisany: kiedy już naprawdę nic innego nie możesz znaleźć. Także tak. No po prostu padło na Mroza.

Teraz będzie wyznanie, do którego nigdy w życiu się nie przyznam, jeśli zapytacie mnie na żywo. Było to dobre.

Nie dlatego, że to dobra książka, o, nie! Co do tej mam jakiś milion zastrzeżeń, ale samo słuchowisko jest bardzo ciekawym doświadczeniem. Choć nie wiem, czy nazywanie tego audiobooka słuchowiskiem to nie nadużycie, w końcu wszystkie kwestie czyta Krzysztof Gosztyła, nie ma dźwięków w tle. Niemniej jednak miło było przez trzynaście godzin.

Między innymi dlatego, że forma przyjmowania tej prozy uwalniała mnie od wytężonego skupienia, co ochroniło moją głowę przed przyjęciem sporej ilości głupot i grafomanii. A tych jest jak na polu minowym. Od absurdalnych zachowań, teoretycznie dorosłych ludzi, po merytoryczne potknięcia (o których musiałam doczytać, bo moja wiedza prawnicza jest nikła). Mróz z uporem godnym wyższej sprawy robi ze swojej głównej bohaterki irytującą babę, którą serdecznie kopnęłabym w dupę, gdyby przyszło nam się spotkać. Z jakiegoś powodu jego wyobrażenie o silnej kobiecie sięga okolic bycia niemiłą, upierdliwą i nieszanującą autorytetów. Nie wiem, skąd wziął taki wzór, ale serdecznie mu współczuję. Zwłaszcza, że wszystkie inne postacie w kontrze do Chyłki okazują się życiowymi niemotami. Tak po prostu. I choć pomysł na fabułę w Zaginięciu, które sobie wybrałam, jest całkiem interesujący, to jego wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Tu nawet nie ma wielkiego mylenia tropów w stylu sir Arthura Conan Doyle’a, raczej od początku wiadomo, kogo szukamy i kto jest winny. 

Więc, tak, audiobook jest naprawdę dobry. Ale tylko jeśli siedzicie w pracy, macie do zabicia osiem godzin, nie chcecie się specjalnie skupiać na fabule i lubicie głos Gosztyły. Bo teraz już wiem na pewno, że żadnej książki, której autorem jest Remigiusz Mróz, nie ruszę z własnej nieprzymuszonej woli.

Chyba że jako zagłuszacz otoczenia.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *