O piwnicy, której nie było. „1946” z Teatru Żeromskiego w Kielcach

Wszyscy wiemy, jak jedna informacja puszczona w obieg, zmienia swój kształt docierając do ostatniej osoby, która miała ją usłyszeć. Z opowieści o niewinnej wyprawie z przyjaciółmi do innego miasta, może powstać niesamowita historia, w której czasami do nierealnego dopełnienia obrazu brakuje jeszcze tylko jednorożca. Fakty nie zawsze są tak interesujące, jak fikcja. Faktów mamy dość, więc okazjonalnie lubimy wierzyć w legendy. Nawet takie, które skończą się dla drugiego człowieka tragicznie.

fot. Natalia Kabanow

W 1946 roku w Kielcach pojawiła się legenda – Żydzi porwali dziecko, trzymają je w piwnicy w kamienicy przy ulicy Planty 7/9. Znany motyw? No właśnie. Takie legendy krążyły przecież od wieków. Chrześcijańskie dzieci porywane na macę. Wystarczył ten jeden głos i informacja rozeszła się w błyskawicznym tempie doprowadzając do śmierci 40 osób. Nikt nie zauważył zasadniczej nieścisłości – w tej kamienicy nie było piwnicy.

Na scenie wszystko zaczyna się spokojnie. Aktorzy wchodzą przez drzwi na widowni leniwie się rozglądając dookoła. To grupa turystów odwiedzająca miejsce zbrodni. Właściwie mogliby wejść z ulicy, w prywatnych ubraniach. Słuchają przewodnika, który bez pośpiechu mówi im o przestrzeni, po której się poruszają. Dość istotny jest fakt, że aktorzy odtwarzają sytuację, której sami byli uczestnikami. Część z nich nie wiedziała wcześniej zbyt wiele o pogromie kieleckim, część nigdy nie była w tej kamienicy mieszącej się w centrum miasta. Dopiero przy realizacji spektaklu wgryźli się w temat.

fot. Natalia Kabanow

Na najwięcej uwagi zasługuje scenografia, za którą odpowiedzialni są Iga Słupska i Szymon Szewczyk. Z pozoru nieskomplikowana – kilka metalowych prętów połączonych ze sobą, z przodu kilka akwariów, ekran, który pomaga w pokazywaniu dodatkowego wymiaru oraz napisów. Coraz częściej proste rozwiązania dają większy efekt – tutaj każdy element naładowany jest symboliką. Sześciany o metalowych krawędziach złożone z dwóch pięter odtwarzają układ pomieszczeń kamienicy. Akwaria dają subtelny znak, że obok ulicy Planty 7/9 płynęła rzeczka, przez którą budynek nie mógł mieć podpiwniczenia. Na chwilę pojawi się także stół, mnóstwo krzeseł, rozsypana ziemia… To żywa przestrzeń, chociaż na pierwszy rzut oka poszarzała i zaniedbana.

fot. Natalia Kabanow

Wśród ogółu cichych i stonowanych scen wyróżniają się dwie. Jedna, która szczególnie aktywizuje widza, kiedy na prośbę aktorki (Magda Grąziowska) ludzie podają sobie od ostatnich rzędów do przodu żeberka kaloryferów. Czuje się w powietrzu panikę i histerię, którą wprowadza aktorka. Innego rodzaju napięcie da się zaś odczuć w „szpitalnej” scenie, gdzie oprócz powtarzania w zasadzie tych samych kwestii o braku personelu i leków, aktorzy biegają od jednej krawędzi do drugiej. Ten ruch wydaje się jeszcze bardziej zdecydowany, bo nagle wyrywa wszystkich z odrętwienia po celowo przygaszonych scenach.

fot. Natalia Kabanow

Do Remigiusza Brzyka (reżyseria) można mieć tylko trochę żalu, że nie wykorzystał potencjału swoich aktorów – szczególnie Wojciecha Niemczyka i Bartłomieja Cabaja. Chociaż z drugiej strony nikt tutaj nie grał głównej roli, nie wysuwał się na prowadzenie. To była grupa, w której wszyscy razem brali odpowiedzialność za losy spektaklu. Nawet w drobnych działaniach w głębi sceny.

fot. Natalia Kabanow

W kontekście zrozumienia spektaklu jako całości bardzo istotne wydają się słowa samego reżysera o próbie kategoryzacji tego obrazu. Nie chodzi tu o realistyczne i historyczne przedstawienie. Trzeba się skierować raczej w stronę antropologii. I muszę przyznać mu rację. Ciągle mowa o człowieku – o tym, który został skrzywdzony, o tym, który skrzywdził i o tym, który dzisiaj przygląda się z dystansem z widowni.

fot. Natalia Kabanow

Przedstawione wydarzenia były wizją Tomasza Śpiewaka, autora tekstu, który z całą starannością podszedł do tematu zostawiając widzom otwarte pytanie – czy dzisiaj coś takiego jest możliwe? Razem z Brzykiem stworzyli obraz, który tłumiąc krzyk niemocy i rozpaczy, porusza wrażliwość skrytą w każdym z nas. I podświadomie nakazuje zastanowić się przynajmniej dwa razy, zanim przekażemy dalej niesprawdzoną informację.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *