Nie jestem niewolnikiem!

dnia

Kapitalizacja piłki nożnej trwa. Z uwagi na coraz większe pieniądze obecne w futbolu zarówno kluby jak i sami piłkarze coraz chętniej dokonują roszad składu, także w okienku zimowym. Co jednak mają wspólnego zakontraktowany zawodnik z niewolnikiem?

Otóż niewiele. W zamierzchłych czasach, sprzed wprowadzenia prawa Bossmana piłkarz rzeczywiście był traktowany nieco jak niewolnik. Nie mógł on bowiem swobodnie zmieniać klubu nawet po wygaśnięciu kontraktu. Od tego czasu piłka wyewoluowała, a sami piłkarze niezwykle swobodnie przebierać mogą w ofertach klubów. Może nawet nazbyt swobodnie.

Ostatnie lata zrodziły nam bowiem patologiczną sytuację w ramach której piłkarz zmienia zespół kiedy zechce, a próba przeciwstawienia się jego decyzji kończy się omijaniem treningów, problemami dyscyplinarnymi, odmową gry, czy osłabianiem PR i morale zespołu. To co początkowo było domeną młodych, rozpieszczonych gwiazdeczek staje się pewnym trendem. W tym roku podobnym zachowaniem „popisali się” wiele starsi Neymar, Sanchez czy Aubameyang.

Różnica między mam zdanie, a nie jestem niewolnikiem

Na początku musimy sobie rozgraniczyć dwie różne postawy – „chcę transferu” oraz „domagam się sprzedaży!”. Pierwsza z nich cechuje się w miarę rozsądnym podejściem, próbą negocjacji z obecnym pracodawcą czy w miarę przepisową próbą wymuszenia transferu. Niezłym przypadkiem jest tutaj Coutinho, który choć nachalnie naciskał na transfer Kloppa, próbował dojść z władzami Liverpoolu do porozumienia. W tym celu spotykał się z zarządem i wysyłam odpowiednie pisma do władz. Na drugim biegunie znajduje się postawa Aubameyanga. Ten regularnie omija treningi bądź się na nie spóźnia, sprawia ogromne problemy dyscyplinarne i nie chce słyszeć o żadnym porozumieniu. Taki typ zawodnika chce dopiąć transferu za wszelką cenę, nawet poprzez pajacowanie czy szantaż.

Coutinho w barwach byłego klubu, Liverpoolu
Coutinho w barwach byłego klubu, Liverpoolu, mirror.co.uk

Koronny argument

W tym miejscu pojawia się znana już kibicom formułka „nie jestem niewolnikiem”.  Taki „piłkarz” czuje się przymuszany do gry w zespole którego już nie szanuje zapominając o obowiązującej umowie. Powodem może być kłótnia w szatni, niewystarczające zdaniem odchodzącego zarobki czy brak prestiżu. Taka sytuacja doprowadziła niemal do odejścia Donnarumy – młodziutkiego bramkarza Milanu, który chciał odejść z San Siro, ze względu na brak trofeów. Wymusił on na klubie zatem nie tylko podwyżkę, ale także pośrednio gigantyczne inwestycje, w tym jedną dość specyficzną, bo zakładającą sprowadzenie w roli zmiennika jego osoby… własnego brata. Ten z kolei, dużo starszy ale mniej utalentowany jest raczej obciążeniem dla klubu niż jakimkolwiek wzmocnieniem.

Gigi Donnaruma, fot. goolfm
Gigi Donnaruma, fot. goolfm

Skąd ta patologia?

Genezę takiego stanu rzeczy można upatrywać w rosnącej swobodzie piłkarzy. Im łatwiejsza możliwość wpływania na decyzje klubu tym więcej „cwaniaków”, którzy zdecydują się wykorzystać taką sytuację. Nikogo nie dziwi już fakt że piłkarze wskazują kogo klub ma zatrudnić, kogo sprzedać, „bo im nie pasuje” czy piłkarzy jakiej nacji brakuje w zespole.

Odrębną kwestią są finanse. Nieustanna konkurencja na rynku, ogromne wpływy i prestiż napędzają wyścig zbrojeń między klubami. Innymi słowy kluby chcąc zachować swe gwiazdy muszą rokrocznie przedłużać z nimi kontrakty, aby jak najwierniej oddać ich rolę oraz wkład w zespół przez pryzmat sum wpływających na konto. W przeciwnym wypadku piłkarz zdecyduje się na odejście.

Ostatecznie szale przeważyły nikłe kary dyscyplinarne. Piłkarz, który omija treningi karany jest grzywną wynoszącą nikły procent jego miesięcznych zarobków oraz chwilowym odsunięciem od zespołu. Taka kara z pewnością nie da do myślenia „klubowemu pajacowi”, a w większości przypadków nie zostanie nawet odczuta.

Jak karać niesfornego piłkarza?

Sądzę że na początek należałoby parokrotnie zwiększyć kary finansowa i uzależnić je od zarobków piłkarza, tak by stały się one odczuwalne nawet dla najbogatszych. Dobrą karą dyscyplinarną dla stale pajacujących graczy wydaje się usilne zostawienie piłkarzy w tak znienawidzonym zespole, zsyłając ich jednocześnie do rezerw i ograniczając zarobki. To spowoduje utracenie nienamacalnego prestiżu i utratę zainteresowania większych zespołów. Jeśli „nie nawróci” to takich jednostek na pewno da sygnał innym niepokornym i chimerycznym piłkarzom, aby ograniczyli swe wybryki i przemyśleli opłacalność takich zachowań. Wymaga to jednak pewnego wyedukowania środowiska oraz specyficznych zapisów w umowach, które mogą odwieźć gwiazdy od transferów.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *