Najlepsze momenty MCU

dnia

Ostatnio przypomnieliśmy Wam najgorsze momenty MCU. Dzisiaj czas na lepsze czasy.  Oto momenty, które będziemy pokazywać naszym dzieciom, jak nasi ojcowie pokazywali nam momenty ze Star Wars.

Sekwencja otwierająca Strażników Galaktyki

Pomimo iż od 2014 roku powstało wiele dobrych filmów w MCU, do dziś moim ulubionym pozostaną Strażnicy Galaktyki. Wszystko, co najlepsze, cała esencja dzieła Jamesa Gunna zawarta jest w samym wstępie. Najpierw widzimy bardzo smutną scenę młodego Petera Quilla, który próbuje pożegnać się z matką umierającą na raka. Chwilę potem akcja przeskakuje o 26 lat i przenosi nas na obcą planetę. Atmosfera filmu nadal wydaje się poważna – obserwujemy tajemniczego przybysza w groźnej masce przeszukującego pradawne ruiny, wszędzie panuje mrok, deszcz, dramatyczna muzyka w tle, po czym postać zdejmuje maskę, pod którą kryje się twarz poczciwego Chrisa Pratta, zakłada walkmana i zaczyna radośnie tańczyć do Come and get your Love. Przewrotny humor, zabawa z oczekiwaniami, estetyka space opery lat 70., bezpretensjonalność oraz barwny, charyzmatyczny bohater – wszystko, za co pokochałem film. (Michał)

Bracia Russo

Nie wiem, który z włodarzy Marvela wpadł na pomysł, aby zatrudnić tych gości, ale kupiłbym mu dużą Milkę Oreo. Na papierze to nie mogło się udać. Goście znani z komediowego dorobku (Bogaci Bankruci, Community) mieli poradzić sobie z historią Kapitana Ameryki. Zrobili to jednak na tyle dobrze, że przejęli po Jossie Whedonie funkcję patrona MCU. To oni są odpowiedzialni za moje ulubione momenty w tej telenoweli. Dzięki nim te postacie zyskały serce i stały się czymś więcej niż facetami w rajtuzach. Mam nadzieję, że pozostaną nadal w tym projekcie chociażby w roli producentów. (Tomek)

„Iron Man to ja”

Pierwsza faza Marvel Cinematic Universe jest zdecydowanie najsłabsza, ale spośród masy przeciętnych filmów wyłania się ten jeden diament, który zresztą zapoczątkował cały ten cykl. Iron Man Johna Faverau najmniej się ze wszystkich zestarzał – to zasługa świeżej wówczas formuły Marvela oraz obsady z legendarnym już Robertem Downeyem Jr. w roli Tonego Starka. Wiele mogę wymienić świetnych momentów z tego filmu, jednak najgłośniejszą i najbardziej zaskakującą sceną była ta zamykająca cały film – Tony Stark publicznie przyznaje się do bycia Iron Manem. Coś, co w 2008 roku było nie do pomyślenia i dawało sporo satysfakcji – koniec z nudnym schematem drugiej, tajemniczej tożsamości, traktowania roli superbohatera jako brzemienia. Nie, bycie superhero jest super i dlaczego z tym się nie obnosić publicznie? (Michał)

Iron Man vs. Kapitan Ameryka

Starcie tych dwóch postaci w Wojnie bohaterów przyprawia o gęsią skórkę. Braciom Russo udało się to, na czym poległ Wheedon. Mianowicie chodzi o element dramatyczny. Bo czyż trójkąt emocjonalny Iron Man-Kapitan Amerykan-Bucky nie jest cudownie napisany i zagrany? Całe napięcie filmu jest rozładowane w tej cudownej scenie, którą też znakomicie ogląda się pod kątem wizualnym. Palce lizać. (Tomek)

Pstryknięcie palcami Thanosa

Problemem wielu filmów MCU był często zbyt humorystyczny ton i banalni złoczyńcy, na skutek czego znikały autentyczne poczucie niebezpieczeństwa i stawki. W końcu Avengers: Wojna bez Granic wynagrodzili to z nawiązką. Thanos jest postacią szalenie intrygującą, z niesamowitą charyzmą i autentycznym poczuciem potęgi. Niby kolejny groteskowo wyglądający kosmita, ale ilekroć pojawiał się na ekranie, sytuacja od razu robiła się poważna. Za każdym razem dokonywał straszliwych zniszczeń, zawsze osiągał swój cel, czego najlepszym podsumowaniem było zakończenie filmu. Thanos po zebraniu wszystkich kamieni nieskończoności usunął połowę istnienia we wszechświecie – naszym oczom wyłania się największy holocaust w historii kina. Pstryknięcie nie bierze jeńców, giną nawet takie ikony jak Strażnicy Galaktyki, Czarna Pantera czy Spider-Man. Zwrot akcji, którego się nie spodziewaliśmy, a który autentycznie zmroził widzom krew w żyłach aż do premiery Avengers: Koniec Gry. (Michał)

Robert Downey Jr.

Castingowcy Marvela to naprawdę łebscy i odważni ludzie. Pomysł powierzenia uniwersum w ręce RDJ w 2007 roku wydawał się szaleńczym pomysłem. Nie chcę tutaj robić Pudelka, więc zapraszam do Google. Mimo wszystko opłaciło się. Iron-Man Roberta to symbol, to rola kultowa definiująca nasze pokolenie jak rola Harrisona Forda w Star Warsach. Postać Iron-Mana dojrzewała wraz z Robertem do tego, aby stać się twarzą tej marki. Mimo że osobiście wolałbym w stroju Irona zobaczyć pierwotnie przymierzanych Toma Cruise’a i Timothy’ego Olyphanta, to muszę oddać cesarzowi to, co królewskie. Robert, byłeś mistrzem. (Tomek)

Finalna batalia w Avengers: Koniec gry

Cały punkt jest oczywiście wielkim spojlerem do Avengers: Endgame. Najnowszy film braci Russo to istna kompilacja fanserwisu, „The best off”, momentów, które zostały dokładnie zaprojektowane na wywołanie fali zachwytów. Najlepszym przykładem jest finalna batalia. Zaczyna się od dramatycznego starcia Kapitana Ameryki, Iron-Mana i Thora z Thanosem. Kiedy na arenie pozostaje sam Steve, a naprzeciwko niego Szalony Tytan przywołujący całą swoją armię, dochodzi do zaskakującego zwrotu akcji. Za Kapitanem otwierają się portale od Doktora Strange’a, z których wychodzą wszyscy Avengersi, również ci, którzy zostali już przywróceni dzięki rękawicy nieskończoności. Mało tego, każdy przychodzi z własną armią – wojownicy z Wakandy, czarodzieje, walkirie, ravegers. Wszyscy stawiają się za Kapitanem Ameryką i czekają na jego znany z komiksów okrzyk „Avengers Assemble”. Potem otrzymujemy wyłącznie rollercoaster nerdowskich atrakcji – Pepper Potts w zbroi Iron-Mana, wejście Kapitan Marvel, Kapitan Ameryka podnoszący młot Thora, czy oczywiście bohaterskie poświęcenie się Tony’ego Starka. Cała bitwa jest czymś więcej niż pięknym widowiskiem. To także doskonałe zwieńczenie 11 lat budowania uniwersum, hołd dla każdego z bohaterów, moment wynagrodzenia widzom za śledzenie wszystkich dotychczasowych filmów. Zachwyt, zaskoczenie, śmiech, napięcie, wzruszenie – wszystkie emocje, jakich możemy oczekiwać. (Michał)

Początek Czasu Ultrona

Ok, ten film był zły. OK, wprowadził niepotrzebnych bohaterów. OK, Wheedon stracił po nim robotę, ale, Panie i Panowie, ten początek… Ta Bondowska sekwencja czystej, radosnej rozpierduchy to ostatni chyba w tym uniwersum motyw czystej zabawy, gdzie grupowa rozpierducha nie jest naznaczona elementem dramatycznym. No i na dodatek ten przepiękny kadr. Jeżeli miałbym wybrać jedno ujęcie z MCU, które ma zostać zapamiętane w historii, to bym się nie wahał ani przez chwilę i wybrał… (Tomek)

FOTO: IMDb

Thor jako bóg piorunów

„Jesteś bogiem młotków czy piorunów” – to ostatnie słowa Odyna skierowane do głównego bohatera filmu Thor: Ragnarok. To doskonale przedstawia też mój problem z Thorem w poprzednich filmach – brakowało mi poczucia jego boskości, bardziej robił wrażenie osiłka uzbrojonego w potężny młot. Taika Waititi najwyraźniej miał podobne przemyślenia, dlatego pozbawił swojego bohatera ikonicznego orężu, aby w finale mógł odkryć swój pełny potencjał., co dostarcza jedną z najlepszych scen akcji w całym MCU, w której to Thor w rytm muzyki Immigrant Song rozprawia się z armią nieumarłych, zamieniając się w jedno wielkie tornado zniszczenia strzelające piorunami. Mało który blockbuster dostarczył mi takiego poczucia potęgi, żeby nie powiedzieć, zajebistości. (Michał)

Soundtrack ze Strażników Galaktyki

Po prostu Awesome.(Tomek)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *