Najbardziej gorzkie mistrzostwo?

dnia

Barcelona po raz kolejny sięga po Mistrzostwo – to nagłówek którym bombardowani są kibice na całym świecie od ostatniej ligowej kolejki gdy klub Ernesto Valverde odebrał nawet matematyczne złudzenia reszcie stawki.

Jakby tego było mało Barcelona sięgnęła po krajowy puchar gromiąc  przy tym Sevillę w finale aż 5:0. Kibicowscy fanatycy oraz wszelkiej maści puryści mogliby się wprawdzie czepiać, iż zabrakło tego najważniejszego tytułu, który z dużą dozą prawdopodobieństwa znów trafi do Madrytu, ale należy przyznać, że jak na debiut Valverde spisał się znakomicie. Każda róża ma jednak kolce, a tych w Katalonii nie brakuje.

 

Ta nieszczęsna liga mistrzów

Czepianie się tego, iż Ernesto nie zdobył z Barceloną potrójnej korony jest jak wytykanie Jurgena Kloppa (którego zachwalaliśmy tutaj) że ten nie zdobył jeszcze mistrzostwa Anglii. Jednak to w jakim stylu Barcelona pozbawiła się półfinału tych rozgrywek woła o pomstę do nieba. Niemrawi, apatyczni, wręcz nudni zawodnicy z mentalnością amatorów, którzy chcieli przejść obok meczu z niżej notowanym rywalem na ich obiekcie. Taki obraz Barcelony to jednak żadna nowość. Uważny kibic może dostrzegać podobne spotkania w niemal każdych rozgrywkach Blaugrany. W zeszłym roku było to chociażby pierwsze spotkanie z PSG, a przykłady można by mnożyć. Większość z nich odchodzi jednak w zapomnienie ze względu na regularność z jaką Barcelona pojawia się w półfinałach tych zawodów. To pozwala myśleć piłkarzom oraz zarządowi, że jest w porządku, a opisywane lekceważenie to standardowe, przejściowe problemy wynikające z gry na wielu frontach.

Messi po blamażu Barcelony w Lidze Mistrzów (fot. footballace.org)
Messi po blamażu Barcelony w Lidze Mistrzów (fot. footballace.org)

Płytka kadra

Prawdopodobnie jest w tym stwierdzeniu ziarnko prawdy gdyż kadra Barcelony jest nadzwyczaj uboga. Poza pierwszym garnizonem graczy w szerokiej kadrze niewielu jest graczy, którzy zasługiwaliby na regularną grę. Nie jest to nawet kwestia umiejętności – wiadomym jest że rezerwowi będą prezentować mniejsze – a stylu gry. Ta w wykonaniu graczy rezerwowych jest nerwowa, szarpana i chaotyczna. Wprowadzanie w kadrze roszad niemal zawsze kończy się zatem drżeniem o wynik, a w skrajnych przypadkach przymusem wpuszczenia na boisko gracza z podstawowej kadry który poukłada grę i pomoże uzyskać bądź „dowieźć” korzystny wynik. To sprawia, ze „once de gala” jest nadmiernie eksploatowana i pod koniec sezonu nie może prezentować stabilnej formy przez cały czas.

 

Feralny dobór trenera

Valverde dobrym trenerem jest – to nie ulega wątpliwości. Jednak jest on ofiarą szalonej polityki transferowej działaczy, którzy od wielu lat uparcie zatrudniają w tym charakterze ludzi z „Katalońskim DNA”. Na czym polega ten nienamacalny fenomen? Otóż taki działacz musiał mieć w swej zawodniczej karierze choćby minimalny kontakt z zespołem Katalońskim. Ma to powodować, że zawodnicy bardziej będą szanować trenera – Katalończyka oraz to, że ten szybko się zaaklimatyzuje i lepiej pojmie potrzeby zespołu. Rodzi to oczywiście kolejne problemy – na przykład obecny trener Barcelony mimo pewnych umiejętności mówiąc ogólnie nie jest topowym trenerem jakiego Barcelonie potrzeba. Ten, w dotychczasowej karierze trenerskiej prowadził co prawda kilka znanych drużyn jak Villareal, Valencia czy Athletic Bilbao jednak nigdy nie miał styczności z tej klasy zespołem. Nie ma on w związku z tym doświadczenia w pracy w takiej instytucji, a i jego styczność z samą Barceloną to jedynie 2 lata kariery zawodniczej. Sam Valverde dostrzega problem i ponoć zaczął rozmyślać nad opuszczeniem Barcelony. Zarząd zamknął się zatem w pułapce własnych decyzji oczekując na światowej klasy trenera będącego byłym graczem Barcelony. Sytuacja ta wydaje się nie ulegnie zmianie dopóty dopóki pewnego dnia Iniesta, Xavi lub Puyol nie powrócą do stolicy Katalonii w charakterze trenera.

Valverde jako przykład nieodpowiedniego trenera (fot. mirror.co.uk)
Valverde jako przykład nieodpowiedniego trenera (fot. mirror.co.uk)

Klub „Samograj”

Barca to typowy zespołu „samogrający” – klasa i umiejętności pierwszego zespołu zapewne wystarczyłby do rozegrania niekiepskiego sezonu nawet bez trenera. oczywiście nie oznacza to, że Barcelonie trener nie potrzebny, wprost przeciwnie, potrzebuje go jak nigdy dotąd. Barcelona bowiem ma jeszcze jeden problem, który bardzo ciężko wyplenić. Zespół ten sam motywuje się do gry – to znaczy nie zawsze… Jako kibic Blaugrany ciężko oprzeć mi się wrażeniu, że od wielu lat to piłkarze pierwszej kadry decydują o zaangażowaniu zespołu w grę bardziej niż trener. Brak tutaj zdecydowanego działacza, który szarpnąłby zespołem. Nie pomaga również płytka kadra (o której wspominałem tutaj) niektórzy gracze pokroju Pique, Busquetsa, Alby czy Messiego są zwyczajnie nietykalni. Świetnie opłacani, grający wiecznie pierwsze skrzypce, często nie posiadający żadnych zmienników mogących im zagrozić. Złośliwi mogliby stwierdzić, że kilka ostatnich lat to narodziny osobliwej „bandy” Katalończyków z Messim na czele, którzy są decyzyjni w wielu kwestiach i posiadają liczne przywileje w klubie. W takiej atmosferze ciężko będzie pracować trenerom.

 

Gdzie jest La Masia?

Jacy by jednak oni nie byli wydaje się że trenerzy w Barcelonie od odejścia Pepa Guardioli zdają się zapominać o tym czym była La Masia. Ta choć wciąż hurtowo „produkuje” Katalońskie diamenty piłki zdaje się oddawać je coraz częściej do innych klubów. Bellerin, Grimaldo, Keita Balde, Sanabria czy Luis Alberto to tylko niektóre nazwiska które przemknęły przez legendarną szkółkę po to by odejść za granicę. Ciężko jednak nie zgodzić się z tym ruchem – kadra Blaugrany choć wybrakowana pod wieloma względami uparcie pozostaje zatarasowana dla młodych adeptów z piłkarskiej szkółki. Ostatnim wychowankiem który przebił się do podstawowej jedenastki jest bowiem Sergi Roberto, który osiągnął to na kanwie fatalnej polityki transferowej klubu, musząc zmienić swą pozycję na boisku. Złota generacja piłkarzy La Masii powoli odchodzi na emeryturę, a klub w żaden sposó nie daje szans debiutu młodym zdolnym, którzy obierają coraz prędzej inną drogę. Toi nie wróży dobrze ciągłości składu.

 

Pożegnanie legendy

Po tym sezonie karierę na Camp Nou zakończy Andreas Iniesta. O jego klasie i oddaniu do zespołu zostało napisane już wszystko. Strata ta sama w sobie jest bolesna. Tym bardziej patrząc przez pryzmat kolejnych luk w składzie. Przyszło-sezonowa linia pomocy Blaugrany zapowiada się dramatycznie. Busquets z chimeryczną formą, Rakitić grający poniżej możliwości i reszta. Reszta, która nie prezentuje wymaganego poziomu od dawna. Wyjątkiem może być tutaj jedynie Denis Suarez, który jednak stracił już chyba cierpliwość do działaczy i zdaje się szukać nowego pracodawcy. To pociągnie za sobą kolejne inwestycje w skład, które nie tylko ponownie zamurują kadrę ale i nadszarpną budżet. Biorąc pod uwagę, że ten jest już obciążony tegorocznymi transferami i astronomiczną pensją Messiego kibiców Barcelony może czekać ciężki okres. Mało tego zarząd wciąż uparcie stawia na wzmocnienia ofensywy celując raczej w transfer Griezmanna.

 

Jeszcze większe braki

Transfery, transferami. Jednak chcąc posiadać światowej klasy drużynę powinno się nie tylko kupować ale i sprzedawać. Barcelona od lat pokazuje braki umiejętności w negocjowaniu cen transferów (patrz Paulinho czy Mathieu). Mało tego ta sama ekipa nie potrafi również utrzymać swych graczy co tyczy się głównie Umtitiego. Ten posiada zapisaną w kontrakcie kwotę odstępnego w wysokości 60 milionów. To niewiele. Zwłaszcza patrząc na ewolucję rynku i ceny jakie już padły za chociażby Virgila van Dijka. Mało tego zarząd nie kwapi się by podpisać umowę zgodną z życzeniem gracza mimo tego jak istotny jest on dla zespołu.  Zarząd wciąż próbuje utargować jak najmniejszą płacę dla gracza nie oferując mu w zamian zbyt wiele. Takie traktowanie może spotkać się z transferem definitywnym do chociażby zainteresowanego Manchesteru United. Taka wyrwa w kadrze w połączeniu z nadwątlonym budżetem zwiastowałaby zapewne kolejny transfer pokroju Vermaalena i kolejny rok bez odmładzania kadry.

Podsumowując…

Śpieszmy się cieszyć się tytułem mistrzowskim gdyż od kilku sezonów wiele wskazuje na rychła zapaść klubu. To mistrzostwo może okazać się otarciem łez dla tych, którzy pilnie śledzą poczynania zarządu Blaugrany. Kadra starzeje się, legendy odchodzą, a działacze nie potrafią oferować konkurencyjnych warunków wschodzącym gwiazdom. Zespół rezerw właściwie nie istnieje wyprzedając rokrocznie zirytowane talenty.  na domiar złego kolejni trenerzy nie potrafią efektywnie wpływać na „samo-zarządzanie się” kadry. Pensje Katalończyków pochłaniają coraz większy procent budżetu, podczas gdy Ci pozostają nietykalni. Taka sytuacja mówiąc oględnie sprowadza nas do tytułu felietonu. Jest to najbardziej gorzkie mistrzostwo, gdyż takie, które ewidentnie zwiastuje po raz kolejny katastrofę w szeregach Barcelony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *