Morgan – daleko padło jabłko od jabłoni

Nikomu chyba nie trzeba przedstawiać Ridleya Scotta – niegdyś jednego z najwybitniejszych reżyserów Hollywood. Odpowiedzialny między innymi za największe klasyki science-fiction, czyli Obcy: Ósmy Pasażer Nostromo czy Łowca Androidów. Morgan jest debiutem reżyserskim Luke’a Scotta, syna słynnego reżysera, który również oferuję mieszankę (w zamyśle) ambitniejszego sf z horrorem.

Lee Weathers (Kate Mara) jest agentką zesłaną na osamotnioną placówkę badawczą w celu przeanalizowania najnowszego dokonania naukowców. Wyhodowali oni sztuczne DNA z którego powstała tytułowa Morgan (Anya Taylor-Joy) – dziewczyna pod każdym względem lepsza od człowieka, która całe życie przetrzymywana i szkolona jest w placówce. Mimo licznych starań opiekunów, wykazuje ona coraz bardziej niepokojące zachowania.

mv5bmjaxodcwmdgxnl5bml5banbnxkftztgwmzqwndy1ote-_v1_sy1000_sx1500_al_
Foto: IMDB.com

Już na samym początku widać masę zapożyczeń (żeby nie mówić, kopiowania) z najpopularniejszych, niezależnych thrillerów science-fiction i klasyków ostatnich lat. Przede wszystkim można dostrzec liczne podobieństwa do Ex Machiny, Istoty, oraz wspomnianych filmów Ridleya Scotta. Posiłkowanie się wybitnymi tytułami nie jest złe pod warunkiem, że twórcy oferują coś od siebie. Morgan niestety powiela tylko cudze pomysły i to w dużo gorszym wydaniu. To film wyjątkowo odtwórczy, przewidywalny, schemat goni schemat. To kolejna, aluzja do historii Frankensteina – człowiek bawi się w Boga, tworzy istotę na swoje podobieństwo, która okazuje się niedoskonała, co doprowadza do wielkiej tragedii.

Pierwsza połowa to ekspozycja. Poznajemy nieco tytułową Morgan, a także pozostałych  bohaterów filmu (teoretycznie). Ta część jest bardzo powolna, dosyć nudnawa, pełna klisz dobrze znanych z wspomnianych thrillerów science-fiction. Kiedy akcja nabiera tempa, robi się jeszcze gorzej. Morgan z płytkiego, oklepanego, pseudoambitnego science-fiction, przechodzi w kino klasy B. Dostajemy sekwencję rodem z tanich slasherów – z zabójcą polującym na grupę naiwnych ludzi w „domku” w środku lasu i trochę brutalnych egzekucji. Jakby tego było mało, film przechodzi z taniego horroru, w tandetne kino akcji  w stylu Stevena Seagala. Otrzymujemy nędzną scenę pościgu, oraz żenujące, chaotycznie zmontowane sceny sztuki walki(poważnie). To żaden pastisz, tylko niezamierzona autoparodia.

O dziwo schematy nie są największą wadą, dużo gorsi są bohaterowie. Nikt nie jest interesujący, nie zachowuje się naturalnie, nie wzbudza najmniejszej sympatii. Ludzie przypominają kukły – bez charakteru, relacji między sobą, czy motywacji. Niestety to samo mogę napisać o Morgan, która teoretycznie powinna być najciekawsza. Postacie tego pokroju powinny wzbudzać skrajne emocje – od żalu, współczucia, po strach i nienawiść. Tutaj mamy tylko obojętność, albo niechęć. Przemiana jaką przechodzi tytułowa bohaterka nie ma większego sensu, jest zbyt nagła i płytka. Nie widzę przerażonej, odrzuconej, nierozumianej dziewczyny, tylko niezrównoważoną, sadystyczną psychopatkę.

mv5bmtcwmtm4mti4nl5bml5banbnxkftztgwntm0oty2mdi-_v1_sy1000_sx1500_al_
Foto: IMDB.com

Czy film ma jakieś zalety? Dobre zdjęcia, parę kadrów może zapaść w pamięci, klimatyczna ścieżka dźwiękowa… No i to wszystko. Teoretycznie mógłbym wspomnieć o obsadzie, dużo niezłych nazwisk (Paul Giamatti, Rose Leslie, Toby Jones, Jennifer Jason Leigh, Michelle Yeoh, Brian Cox, czy wspomniana Kate Mara i Anya Taylor-Joy) ale role jakie otrzymali, żenada. Niektórzy utalentowani aktorzy pojawiają się tylko raz, a reszta gra tak nudne, nijakie postacie, że równie dobrze mogli być zastąpieni przez amatorów.

Morgan to zwykła strata czasu, popis nieudolności reżysera i scenarzysty. Nazwisko nie czyni dobrym reżyserem. Daleko padło jabłko od jabłoni.

Ocena: 3/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *